Facebook Google+ Twitter

Kryminał – szwedzki towar eksportowy

W Tygodniku Powszechnym datowanym na 27.10., w jego dodatku Magazyn Literacki, znajdziemy kilka artykułów poświęconych literaturze szwedzkiej zebranych w jeden blok "Szwecja w Książkach".

Przeczytamy tam o międzynarodowym sukcesie szwedzkiej literatury w kilku obszarach, ale ja pozwolę sobie na chwilę Szwecja w Książkach / Fot. Wydawcazatrzymać się przy problematyce kryminałów. Robię to z premedytacją i dlatego, że całkiem niedawno w tym serwisie pisałem o trylogii z Oslo Jo Nesbø. Co prawda, nie jest on Szwedem, tylko Norwegiem, ale w tamtym szkicu starałem się pokrótce wskazać na fenomen wielkiej popularności skandynawskich kryminałów w odniesieniu do m.in. dwójki autorów naszych sąsiadów zza Bałtyku. We wspomnianym dodatku TP wypowiedział się także ambasador Szwecji w Polsce, którego wizja tego fenomenu jest niejako tożsama, z tym co i ja wcześniej pisałem. Jego Ekscelencja p. Staffan Herrström napisał: „W szwedzkich kryminałach nie chodzi wyłącznie o to, kto zabił. Czytelników pociąga też psychologiczne i społeczne tło wydarzeń, które staje się nieodłączną częścią powieści”.

Wymienia się tu przede wszystkim takich pisarzy jak Liza Marklund, Stieg Larsson, Hening Mankell, Camilla Läckberg czy Hakan Nesser. Paradoksalnie ich wielkie sukcesy spowodowały spadek zainteresowania innymi autorami, skądinąd wybitnymi powieściopisarzami czy poetami. Oczywiście, nikt nie wini piszących kryminały za ten stan rzeczy, ale stało się tak dlatego, że każde wydawnictwo obecnie chce drukować szwedzkich „kryminalistów”. Dochodzi przy tym do takiej sytuacji, jak pisze w swoim artykule Robert Ostaszewski, „że zaczęto sięgać po książki autorów drugo – a nawet trzeciorzędnych, w dodatku tłumaczone szybko i niechlujnie”.

Czytałem swego czasu wywiad z szefową wydawnictwa „Czarne”. Opowiadała, jak miała ochotę wydać „Millenium” StiegaOkładka książki / Fot. Wydawca Larssona, ale jej znajoma przeczytała tę powieść w języku niemieckim i stwierdziła, że to nic ciekawego. Oczywiście, wydała to inna oficyna, a ile Czarne na tym straciło, czy raczej ile nie zarobiło, o tym na szczęście nie wspomniała. No, ale kto mógł przypuszczać, iż stanie się coś takiego, że jak pisze Justyna Czechowska, „zagraniczny wydawca, który przed pojawieniem się trylogii „Millenium” był w stanie kupić powieść świetnej, wielokrotnie nagradzanej Cilli Naumann, dziś do swej oferty włączy raczej przeciętny szwedzki kryminał...”. Dalej autorka artykułu cytuje wypowiedź dyrektora festiwalu Stockholm Literature, który porównuje Szwecję do USA. Mówi on, że w jego kraju „coraz mniej obcych autorów wchodzi na listy bestsellerów, coraz większą część rynku wydawniczego zajmują rodzime tytuły”.

Od siebie dodam, szkoda, że u nas w Polsce tak się nie dzieje. Ale może kiedyś i nasze kryminały będą tak traktować temat jak te szwedzkie, choć nie marudzę do końca, bo słyszałem już o takich przykładach. Żeby były „czymś więcej niż kryminałami”, choć wspomniany wcześniej R. Ostaszewski uważa, że jest to protekcjonalne określenie i woli nazywać te powieści „kryminałami +”. Ów autor w swoim artykule „Kryminały na plus” uważa, że ten rodzaj literatury uprawiany w Szwecji czyni z niego jeden z najważniejszych towarów eksportowych tego kraju. Bowiem w „kryminale + istotne jest nie tylko znalezienie odpowiedzi na pytanie: kto zabił i dlaczego, ale również wskazanie podglebia i tła zbrodni, opis i analiza procesów społecznych, które doprowadziły do rozpanoszenia się zła w rozmaitych postaciach”. Tak czynią właśnie szwedzcy autorzy kryminałów, poruszając w tle wątku głównego problemy wielkiej polityki, mechanizmy władzy i korupcji, biznesu, czy też opisując patologie rozwijające się w tym państwie dobrobytu, jak przemoc w rodzinie czy kłopoty integracyjne emigrantów. Tak różnorodność - konkluduje Ostaszewski - powoduje, że proza ta jest cały czas popularna i boom na nią szybko się nie skończy.

Na koniec tego swoistego „przeglądu prasy” warto powrócić do artykułu skandynawistki i tłumaczki Justyny Czechowskiej, która zwraca uwagę na fakt, że pomimo wysokich zarobków Szwedów, książki nie są tam tanie, a jednak masowo kupowane. Żeby nic nie pomylić, zacytuję w całości ten fragment. „ Pierwsze wydanie powieści, obowiązkowo w twardej oprawie, kosztuje ok. 250-300 koron (tj. 120-150 zł.). Szwecja nie byłaby jednak państwem obywatelskim, gdyby każdy nie miał dostępu do dóbr kultury: ogromna większość tytułów ukazuje się mniej więcej pół roku później w znacznie tańszych wydaniach kieszonkowych”. A zacytowałem ten fragment po to, żeby i nasi wydawcy nie narzekali tylko na spadek ilości sprzedawanych książek, ale pomyśleli może i o podobnym rozwiązaniu, tym tańszym dla przeciętnego, niebogatego przecież Polaka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.