Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

63456 miejsce

Krytycy operacji zabicia bin Ladena nie mają racji?

Po początkowej euforii związanej z zabiciem Osamy bin Ladena, w ostatnich dniach (głównie w Europie) pojawiają się wypowiedzi krytykujące amerykańską operację, jako egzekucję bez wyroku sądowego. Czy zarzuty te są naprawdę uzasadnione?

Osama bin Laden, lider al-Qaedy / Fot. U.S. Department of Defense (http://www.pentagonchannel.mil/)Zaskakująca debata nad legalnością operacji zabicia najbardziej poszukiwanego terrorysty świata w ostatnich dniach przyciągnęła znaczną uwagę opinii publicznej. O ile jednak najczęstszą odpowiedzią na argumenty krytyków całej akcji jest ta o wyjątkowym zagrożeniu, jakie stanowił lider Al-Kaidy, mało kto rozważa, czy zarzuty stawiane przez wspomnianych krytyków są rzeczywiście uzasadnione. Tymczasem wiele z nich nie ma żadnego poważnego oparcia w zasadach dotyczących legalności użycia siły w kontekście takich konfliktów, jak obecna wojna z terroryzmem.

Zarzut I: Osama bin Laden powinien zostać ujęty i osądzony, a dopiero sąd powinien wymierzyć mu karę.


Jest to podstawowy argument przeciwników akcji U.S. Navy SEALS w Abbottabad, najczęściej też powtarzany w mediach. Jednak opiera się on na zupełnie błędnym przekonaniu, co do charakteru całej operacji zabicia bin Ladena. Lider Al-Kaidy nie został zlikwidowany podczas akcji policyjnej, mającej na celu ukaranie go za popełnione zbrodnie, ale w ramach działań militarnych, prowadzonych podczas konfliktu zbrojnego i wymierzonych przeciwko jednemu z uczestników tego konfliktu.

Dla właściwej oceny prawnych aspektów wszystkich działań antyterrorystycznych podejmowanych przez Stany Zjednoczone od 2001 r. w Afganistanie i Pakistanie trzeba zrozumieć, że określenie "Globalna Wojna z Terroryzmem" nie jest tylko figurą retoryczną, ale trafnym opisem rzeczywistości. Po zamachach z 11 września Kongres uchwalił rezolucję, w której upoważnił prezydenta Stanów Zjednoczonych do użycia siły zbrojnej przeciwko krajom, organizacjom i osobom odpowiedzialnym za te ataki, lub ochraniającym takie organizacje i osoby. Najpóźniej od tego momentu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a al-Qaedą trwa regularny konflikt zbrojny. Ma on oczywiście swoją specyfikę, gdyż po drugiej stronie nie stoi żadne państwo, a tylko organizacje terrorystyczne, ale nie zmienia to jego natury.

Istnienie konfliktu zbrojnego oznacza, że o dopuszczalności użycia siły przeciwko bin Ladenowi nie decyduje prawo wewnętrzne żadnego kraju, a prawo wojny. To zaś pozwala na atakowanie nie tylko żołnierzy wroga, ale też ich dowódców - nawet tych najwyższego szczebla. Operacja zabicia przywódcy Al-Kaidy nie jest zatem porównywalna z akcjami ujęcia czy likwidacji groźnych przestępców, ale raczej z atakami na niemieckie czy japońskie punkty dowodzenia podczas drugiej wojny światowej.

Prezydent Barack Obama ogłasza Amerykanom, że przywódca al-Qaedy nie żyje / Fot. White House Press OfficeMożna oczywiście nie zgadzać się z Amerykanami w kwestii tego, czy rzeczywiście terroryzm należy zwalczać na drodze konfliktu zbrojnego. Ale to nie jest już argument odnoszący się do kwestii prawnych, tylko do oceny politycznej. Kongres Stanów Zjednoczonych, któremu amerykańska Konstytucja przyznaje władzę decydowania o wojnie i pokoju, wybrał formułę konfliktu zbrojnego. Jako właściwy organ suwerennego państwa miał do tego pełne prawo. Ponadto inne państwa świata zaakceptowały takie stanowisko Waszyngtonu w pierwszych miesiącach po 11 września (np. wszystkie państwa NATO, w tym Polska, zgodziły się, że zamachy na WTC i Pentagon stanowiły atak zbrojny w rozumieniu Traktatu Północnoatlantyckiego), więc teraz nie mogą już kontestować takiego wyboru.

Zarzut II: Amerykańscy żołnierze nie powinni zabić bin Ladena, gdyż w czasie ataku nie był on uzbrojony.


Jedna z podstawowych zasad prawa konfliktu zbrojnego stanowi, że nawet uprawnione cele wojskowe (jak żołnierze czy ich dowódcy) nie mogą być atakowani, jeżeli są hors de combat, czyli poza działaniami zbrojnymi. Jednak definicja hors de combat, zawarta w pierwszym protokole do Konwencji Genewskich z 1949 r., jest bardzo restrykcyjna. Poza działaniami zbrojnymi są tylko ci kombatanci, którzy dostali się do niewoli, jasno wyrazili intencję poddania się lub są ranni i nie stawiają oporu ani nie próbują ucieczki. Wszyscy inni wojskowi są uprawnionym celem nawet jeśli przebywają poza polem walki i w danym momencie nie mają przy sobie broni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Jac
  • Jac
  • 11.05.2011 15:38

Przecież bin Laden nie żyje od prawie 10ciu lat. Fox News pisało o tym: http://www.foxnews.com/story/0,2933,41576,00.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Eh, kolejny propagandowy artykuł, kolejnego filosemity, z kolejnego linku promowanego przez redakcję W24 w emailu... Co to za serwis te Wiadomosci24?

Po pierwsze autor kompletnie nie zna lub celowo ignoruje wszelkie prawa międzynarodowe, wszelkie konwencje międzynarodowe, jak i prawa poszczególnych krajów. Po drugie już dobór i sposób sformułowania pytań jest tendencyjny oraz sugerujący. Po trzecie autor czyni nieuzasadnione aprioryczne założenia, np. że kolejna, sprzeczna z kilkoma poprzednimi (!), wersja USA o tym jak doszło do zabicia ibn Ladena jest prawdziwa. Po czwarte autor popełnia błędy, jak np. z nazwiskiem zmarłego bohatera (bowiem nie było żadnego BIN Ladena).

To tania propaganda, jak zwykle bywa w takich wypadkach - bardzo wysoko oceniona przez użytkowników W24 (gdy wszedłem - jedynie 3 oceny po całe pięć gwiazdek). Wg prawa międzynarodowego i prawa samego USA, nie można wypowiedzieć wojny osobie lub grupie osób, teren obcego kraju pozostaje nim niezależnie czy tam stoi willa czy koszary, nie można ot tak sobie zabijać bezbronnych niezależnie kim oni są, aby stać się więźniem czy jeńcem nie trzeba uroczyście oświadczyć że się jest bezbronnym i że się poddaje (zwłaszcza jak się jest otumanionym od wybuchu granatu hukowego), przy współczesnej technologii militarnej istnieją dziesiątki sposobów aby kogoś obezwładnić bez zagrażania jego życiu. Tak więc USA doskonale wiedziało że łamie prawa tylko nic sobie z tego nie robiło (przecież nigdy w USA nikt nie odpowiada za zbrodnie, a takich ten kraj ma na sumieniu najwięcej ze wszystkich krajów Ziemi), komandosi wiedzieli że Osama im nie zagraża i z premedytacją go zabili (strzelając w głowę jak w Katyniu), a nazwisk tych komandosów nie podaje się do wiadomości nie z obawy przed terrorystami ale prawem, bo mogliby zostać oskarżeni o zbrodnie (zwyczajowo USA zataja nazwiska swoich żołnierzy ze wszelkich setek podobnych spraw, przez co nie można ich potem oskarżyć). Władze USA doskonale zdają sobie z tego wszystkiego sprawę, ale nic sobie z tego nie robią, bo przecież nikt nie poniósł kary za atak na Irak i zabicie setek tysięcy cywilów, za tortury w Guantanamo i więzieniach w Iraku, Afganistanie oraz tajnych CIA w Europie, nikt nawet nie odpowiedział za starsze zbrodnie np. popełnione w Iranie czy Wietnamie. A wyraźnie to wszystko było widać po władzach USA, gdy oglądali akcję a potem słuchali słów Obamy - wszyscy(!) się blokowali (krzyżowali ręce i nogi), zasłaniali usta, oczy, uszy, itd. Bo wiedzą że to kłamstwa i wiedzą że są mordercami.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Dariusz Stolicki
  • Dariusz Stolicki
  • 09.05.2011 01:28

"Problem w tym, że USA wypowiedziały wojnę Niemcom i Japonii. Nie wypowiedziały jej państwu, na terenie którego akcję przeprowadzono. Ba! Rząd Pakistanu o całym przedsięwzięciu dowiedział się po fakcie, o czym świadczy alarm bojowy podniesiony w pobliskiej bazie wojskowej."

Osama bin Laden został zabity w ramach konfliktu zbrojnego z al-Qaedą, który siłą rzeczy musiał być niewypowiedziany, gdyż formalnie wojnę można wypowiedzieć tylko państwu. Wypowiedzenie wojny al-Qaedzie oznaczałoby uznanie jej państwowości, a przez to również prawa do używania siły w obronie własnej - a tego żadne poważne państwo nie chce.

Zresztą nawet brak wypowiedzenia wojny między państwami nie przesądza o braku konfliktu zbrojnego. Podczas II wojny światowej Polska nigdy nie wypowiedziała wojny Niemcom - nie było to potrzebne, gdyż konflikt zbrojny zaistniał na skutek ataku drugiej strony. Tak samo konflikt zbrojny między USA a al-Qaedą zaistniał na skutek ataku tej drugiej na terytorium amerykańskie, który został uznany za akt wojny (nie tylko przez USA, ale też m.in. przez wszystkich członków NATO).

Jeśli chodzi o prowadzenie działań wojennych na terytorium państw trzecich, to akurat wspomniana tutaj II wojna światowa jest doskonałym przykładem. Od jesieni 1942 r. Alianci prowadzili walki z Niemcami na terenie kolonii francuskich, a od czerwca 1944 r. - na terenie samej Francji, chociaż nie byli z nią w stanie wojny (Francja nie była też wówczas ich sprzymierzeńcem - dopiero w październiku 1944 r. Alianci uznali rząd gen. de Gaulle'a). Istotne było trwanie konfliktu zbrojnego między stronami wojującymi, a nie udział w nim państwa, do którego należało właściwe terytorium.

"Żadne państwo nie może przeprowadzać działań wojskowych na terenie innego, niezależnie na jaki argument czy prawo się powoła."

Znacząca większość państw świata jest innego zdania. Najbardziej oczywistym przypadkiem jest sytuacja, w której to inne państwo nie kontroluje danej części swojego terytorium (jak np. przed 11 września uznany na świecie rząd afgański nie kontrolował obszaru okupowanego przez Talibów, czy też obecnie rząd Somalii nie kontroluje swoich wód terytorialnych). Jeżeli zabraniamy innym państwom działania w takiej sytuacji, to faktycznie odmawiamy im podstawowego prawa do samoobrony, bo nie ma nikogo, kto mógłby w takiej sytuacji zadziałać.

Drugim powszechnie akceptowanym przypadkiem jest sytuacja, w którym strona wojująca działa na terenie innego państwa za jego przyzwoleniem (albo istnieją fakty, na podstawie których można domniemywać, że takie przyzwolenie istnieje). Wtedy to drugie państwo, akceptując działania jednej z sił wojujących na swoim terytorium, samo staje się uprawnionym celem ataku dla drugiej strony konfliktu. Przyzwolenie na operacje wojskowe na terenie tego państwa, z naruszeniem jego suwerenności, zostało uznane przez praktykę międzynarodową za lepsze wyjście, niż konieczność uciekania się do kolejnego konfliktu zbrojnego, tym razem z państwem przyzwalającym.

Kiedy dokładnie zachodzi taka sytuacja? Nie ma magicznej formułki, która pozwoli na to pytanie łatwo odpowiedzieć, bo wszystko zależy od konkretnych okoliczności. Trzeba po prostu ocenić wiarygodność tezy państwa atakującego, że cel ataku był uczestnikiem konfliktu zbrojnego, a sama operacja - uprawnionym działaniem w samoobronie - oraz wiarygodność władz państwa, na terenie którego miał miejsce atak. To właśnie te czynniki powodują, że inaczej ocenimy atak rządu USA na Osamę bin Ladena na terenie Pakistanu (którego służby specjalne od dawne są podejrzewane o związki z islamskimi terrorystami i grę na dwa fronty) od hipotetycznego ataku Rosji na Ahmeda Zakajewa na terenie Zjednoczonego Królestwa czy Polski.

Jeżeli jest Pan zainteresowany tą problematyką, to jako punkt wyjścia do badań polecam artykuł Ashley'a S. Deeksa (byłego prawnika Departmentu Stanu) z American Society of International Law (http://www.asil.org/insights110505.cfm).

Komentarz został ukrytyrozwiń
qwertz
  • qwertz
  • 08.05.2011 19:09

"Operacja zabicia przywódcy Al-Kaidy nie jest zatem porównywalna z akcjami ujęcia czy likwidacji groźnych przestępców, ale raczej z atakami na niemieckie czy japońskie punkty dowodzenia podczas drugiej wojny światowej."

Problem w tym, że USA wypowiedziały wojnę Niemcom i Japonii. Nie wypowiedziały jej państwu, na terenie którego akcję przeprowadzono. Ba! Rząd Pakistanu o całym przedsięwzięciu dowiedział się po fakcie, o czym świadczy alarm bojowy podniesiony w pobliskiej bazie wojskowej.

To samo ostatni punkt. Żadne państwo nie może przeprowadzać działań wojskowych na terenie innego, niezależnie na jaki argument czy prawo się powoła. Wyobrażacie sobie Rosjan wysyłających wojsko do Polski, żeby załatwić Ahmeda Zakajewa? No właśnie nie, bo takiego czegoś się nie robi.

Komentarz został ukrytyrozwiń
ech
  • ech
  • 08.05.2011 16:46

Autor w schludnie napisanym artykule usprawiedliwia zdarzenie, które w skrócie można by nazwać PR-owską zagrywką Obamy przed wyborami, będącą w rzeczywistości jednak kolejnym już pokazem siły ze strony Stanów Zjednoczonych - siły, która nie zna granic stanu ani samego państwa, siły, która sama sobie nadaje prawo do działania na całym świecie. W tym kontekście należy się poważnie zastanowić nie tylko, czy zemsta za wszelką cenę uprawnia do takich działań jak (anty-)terrorystyczny atak na terrorystów w obcym państwie bez uzgodnienia z władzami tegoż, ale również czy pozostała część świata nie wplątuje się mimowolnie w świętą wojnę USA z ich terroryzmem. Czy jeszcze kilka lat temu, przed wzięciem udziału w ataku na Afganistan i Irak, któremukolwiek z krajów europejskich groziły zamachy terrorystyczne? Czy sytuacja nie jest teraz bardziej niebezpieczna z powodu nieskutecznego oblężenia Iraku niż była przedtem?
Sposób morderstwa bin Ladena jest równie dyskusyjny. Przypomnieć należy, że Saddama jako dyktatora ujęto, sądzono, skazano i stracono. Wszyscy to mogli zobaczyć, upewnić się w tej kwestii, uwierzyć w to, co podają media. Natomiast szybka śmierć w nikomu nieznanej prowincji Pakistanu, plotki i pogłoski (takie jak rzekomy pogrzeb w morzu... przed plotką o przeprowadzaniu badań DNA), a także wątpliwości co do wiarygodności przedstawianych zdjęć (ewidentne manipulacje graficzne) były wszystkim tylko nie upewnieniem i uspokojeniem opinii publicznej.
Co do treści tego zdarzenia - tego, o czym mówi powyższy artykuł - można się kłócić. Co do natomiast formy, moim zdaniem, trzeba być krytycznym. Stany Zjednoczone nie tylko poniosły klęskę w Afganistanie i w Iraku, ale także nie zrobiły tego co trzeba - i jak trzeba.

Komentarz został ukrytyrozwiń
seba
  • seba
  • 08.05.2011 14:45

kurcze... ciekawe czemu nie zabili Saddama od razu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 08.05.2011 11:41

Wie pan o tym dobrze Kossakowski, prawda ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tchórze na wojnie to piąta kolumna...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.