Facebook Google+ Twitter

Kryzys imigracyjny – zdroworozsądkowa demitologizacja

Niniejszy artykuł piszę z koncepcją 1) obalenia paru mitów nt. fali uciekinierów przetaczającej się teraz przez Europę, 2) ograniczenia się w tym do spostrzeżeń dostępnych każdej racjonalnej niezaślepionej osobie bez zagłębiania się w fakty

Ograniczając się w ten sposób chciałbym uzmysłowić, jak skrajnie napastliwa jest obecna retoryka antyimigracyjna, w której nawet główne idee nie trzymają się kupy.

Disclaimer
Uczciwie patrząc, jestem rasistą. Wbrew własnej woli, ale jednak. Idąc przez emigranckie dzielnice zachodnich miast czuję się nieswojo, kiedy o zmierzchu tłumek obco dla mnie wyglądających kamratów wylega przed każdą restauracyjkę i salon fryzjerski. Znając statystyki, a także wiedząc, jak rdzenni Europejczycy nie pałają miłością do imigrantów, choćbym chciał, nie spodziewam się od tych ostatnich niczego dobrego. Nie ma też we mnie misji ratowania trzeciego świata. Niniejszy tekst należy więc traktować w zupełnym oderwaniu od jakiejkolwiek prowadzonej obecnie polityki imigracyjnej. Staram się w nim obalać jawne nonsensy a nie zmieniać jakąkolwiek praktykę. Między mną, antyislamistami i Państwem Islamskim (które potępiło wyjazdy na zdegenerowany Zachód) co do polityki migracyjnej nie ma żadnego konfliktu.

Główne zastrzeżenia
Najczęstszymi obiekcjami wobec napływu uciekinierów są:
1. To nie uchodźcy, to imigranci.
2. Ci ludzie nie nadają się do pracy, uchodźców trzeba finansować, obciążą budżety państw.
3. Przyjechali tu na zasiłki, będą żerować na rdzennych mieszkańcach, obciążą budżety państw.

Uchodźcy vs imigranci
To prawda, że wśród uciekinierów przeważają imigranci. Nie tylko pomijane w lewicowych mediach statystyki ale też zwykła obserwacja nam to uzmysławia. Sam zorientować się co do tego mogłem dopiero, poszukując jakiejś ewidencji zgonów (taka pojawiła się w wyniku niechlubnej tragedii w ciężarówce) ujawniającej strukturę demograficzną uciekinierów. Jak wśród wszystkich emigrantów zarobkowych na przestrzeni dziejów: od latynosów w USA, środkowoazjatów w Rosji, po Australijczyków w Dubaju; od dzisiejszych Chińczyków w Afryce, przez XIX-wiecznych Włochów w USA, po Hiszpanów na Haiti, do 90% ich składu formują młodzi mężczyźni. Struktura zbieżna z kompozycją obecnej fali przybyszów. W większości ludzie wykształceni i uposażeni na tyle, by zdobyć się na przeprawę przez pół świata. Jeżeli jednak faktycznie nie mamy do czynienia z uchodźcami, kolejne argumenty przeciw uciekinierom tracą swoją moc.

Utrzymanie uchodźców
Ostatnim co da się powiedzieć o młodym mężczyźnie jest to, że nie nadaje się do pracy. Tymczasem właśnie to słyszałem wczoraj (10.09) w radiu Szczecin jako dowód, że imigranci przyjeżdżają po zasiłki – i do tej pory zachodzę w głowę, czy eksperta w studio o zarobkowym charakterze imigracji przekonałby przyjazd starszych kobiet, czy może wystarczyłby młodych matek albo starców.
W wyniku wojny w Syrii do Turcji uciekły 2 mln osób, emerytów, dzieci, kobiet, mężczyzn, bez planu wyjazdu, bez perspektyw na pobyt, wymagające pomocy humanitarnej i utrzymania ze strony państwa. Jeżeli w Europie nie mamy do czynienia z takimi azylantami, kwestia obciążenia przez nich budżetu blednie. Wiele osób jednak mimo wszystko martwi się ich utrzymaniem. Popularna teza głosi, że a) przyjeżdżają do Europy po zasiłki, b) pasożytują na rdzennych europejskich podatnikach, c) wykorzystują finansowo budżety przyjmujących ich państw.

Zasiłki
Fundacja Heritage co roku publikuje indeks wolności gospodarczej (http://www.heritage.org/index/). Mimo pewnej niejednoznacznej zniżki od czasów przedkryzysowych, Europa plasuje się w nim znacznie (!) wyżej niż pozostałe regiony świata. Gdyby więc uciekinierzy różnicowali kierunki swojego potencjalnego wyjazdu ze względu na politykę socjalną miejsca osiedlenia się, znaleźliby znacznie więcej miejsc niechętnych pracy niż Republika Federalna Niemiec. Nie wybierają jednak Wenezueli czy choćby Grecji lub Włoch lecz właśnie naszych zachodnich sąsiadów. Pomysł, że emigranci obserwują politykę socjalną krajów wyjazdu a nie stan ich gospodarki i filują tylko na wprowadzenie w danym kraju jakichś „zdobyczy socjalnych”, by się do niego udać, dałby się łatwo udowodnić bądź obalić na podstawie korelacji zmian kierunków migracji ze zmianami w 1) dobrobycie potencjalnych krajów migracji 2) zmianami polityki społecznej tych krajów. Nikt takich korelacji nie przeprowadza, gdyż pomysł, że to nie dobrobyt lecz podejście do pracy zachęca emigrantów do wyboru kraju osiedlenia się jest niedorzeczny.

Faktycznie dałoby się nawet argumentować, że to nie sam dobrobyt lecz możliwości na rynku pracy kierują emigrantów w dane miejsce. Przecież właśnie Niemcy, nie różniąc się tak bardzo od Francji czy Włoch pod względem PKB na mieszkańca (odpowiednio 46, 40 i 36 tys. euro), różnią się znacząco stopą bezrobocia (odpowiednio 4,7; 10,5 i 12,4%) - bliską naturalnej. Jeśli więc nawał socjalu świadczy o czyjejś próżności, to raczej rdzennych mieszkańców krajów, którzy pracę i oszczędzanie owym socjalem zastąpili, niż migrantów, którzy ów socjal zastają, i więcej niż hipokryzją jest wyrzucanie tej próżności drugim przez pierwszych.

Słuchając islamofobicznych polityków można odnieść wrażenie, jakby imigranci (a może wręcz mieszkańcy trzeciego świata), a nie demokratyczne społeczeństwa, terroryzowali eurokratów, wymuszając na nich zmianę etyki pracy w politykę socjalną. Prawda jest jednak taka, że przyjezdny nie inaczej niż już obecny, zareaguje na ekonomiczne bodźce w ten sam sposób, jeżeli może mu się dobrze żyć pracując, przyjedzie pracować/będzie pracował, jeżeli otrzymując pomoc, przyjedzie na zasiłek/pozostanie na zasiłku. Wyjeżdżając w obce sobie miejsce masz nawet mocniejszą motywacje niż tubylec szukać perspektyw pracy i miejsca z niskim bezrobociem, zmierzasz bowiem w niepewną przyszłość i lepiej Ci być podwójnie zabezpieczonym w kwestii utrzymania niż tylko liczyć na możliwość zasiłku. Stąd tak jednoznaczny kierunek migracji na pracowite Niemcy.

Warto przy tym zaznaczyć, że polityka socjalna wywiera znacznie silniejszy wpływ na grupy ubogie niż zamożne, na Polskę prowincjonalną, na amerykańskich murzynów czy na europejskich imigrantów, gdyż w ich wypadku tworzy znacznie większą motywacyjną różnicę między przyjęciem zasiłku a podjęciem pracy płatnej odpowiednio do swoich (niższych) kwalifikacji. Stąd deprymacja do pracy i zaklęty krąg międzypokoleniowej biedy pozostają w tych grupach wyższe. To nie emigranci wyjeżdżają po zasiłki, to zasiłki są im przyznawane w krajach osiedlenia i wywierają na nich znacznie większy wpływ niż na autochtonów.

Okradanie rdzennych podatników
Słuchając islamofobicznych polityków można by odnieść wrażenie, że afro-azjatyccy imigranci terroryzują rdzennych mieszkańców Europy, każąc biednym Niemcom czy Francuzom pracować, podczas gdy sami zajmują kluczowe w społeczeństwie pozycje bezrobotnych czy bezdomnych, niczym południowoamerykański plantator zmusza swoich niewolników. I aż dziw bierze, że to nie ci biedni Niemcy i Francuzi usadowili się w wygodnej pozycji beneficjentów opieki społecznej, zostawiając stanowiska lekarzy, prawników czy choćby mechaników Turkom i Arabom. Dziwi też, jak bardzo politycy optujący za wolnością gospodarczą typu JKM tęsknią za pozostawaniem na zasiłkach.

Tymczasem najbardziej podstawowe prawo ekonomi, prawo popytu i podaży, głosi, że im więcej za coś płacisz, tym więcej tego dostaniesz, jeżeli kupujesz chleb, dostaniesz chleb, jeżeli kupujesz kWh, dostajesz kWh, płacisz za samotną matkę, dostaniesz samotne matki, płacisz za bezrobotnego, dostaniesz bezrobotnego. Prawda jest więc taka, że to nie imigranci rezygnują z bycia inżynierami czy mechanikami, tylko Niemieccy inżynierowie i mechanicy zniechęcają ich do akcesji do wysokopłatnych zawodów, przy okazji osiągając dodatkowy zysk symboliczny w postaci możliwości narzekania na „tych leniwych Turków”.

Tym bardziej, że dla ubogiego Niemca różnica między 10 000 euro rocznie zasiłku a 15 000 jakie mogą zarobić jest różnicą między zarobkiem głodowym a 1,5 zarobku głodowego, podczas gdy dla imigranckiej biedoty jest to różnica między manną z nieba a 1,5 manny z nieba. Otrzymując w Polsce 1000 zł zasiłku mógłbyś zmusić się do pracy za 1500 zł, bo te dodatkowe 500 to dla Ciebie głodowa różnica; czy jednak podjąłbyś pracę w bajecznie bogatym kraju mogąc otrzymywać tam 100 000 $ zasiłku lub zarabiać 150 000 $?

Żerowanie na państwowym budżecie
Z całej polityki socjalnej tzw. zasiłki robią wrażenie najgorsze. Zniechęcają bowiem do pracy, co więcej, wymagają wiele kombinatorstwa i wzajemnego wyrywania sobie z gardła. Warto jednak zdać sobie sprawę, że w budżecie państwa stanowią niewielką pozycję, wielokrotnie ustępując wydatkom w systemie emerytalnym. A także tym w służbie zdrowia – której 90% wykorzystuje się w ostatnich 5 latach swojego życia. Ustępują również tym edukacyjnym. A to są wszystkie pozycje, z których nasi imigranci albo już nie skorzystają,albo w ogóle nie skorzystają (bo repartycyjny system emerytalny każe młodym płacić na obecnych starych a nie odkładać na siebie), albo nie skorzystają przez najbliższych 40-50 lat, przez ten czas utrzymując je dla leniwych żyjących na kredyt Europejczyków, pracując w zawodach przez tychże Europejczyków pogardzanych. Znów okazuje się, że mityczny drenaż budżetu przez imigrantów to tylko kolejny czerpany z nich profit symboliczny, w postaci możliwości wywyższania się nad nich.

Warto też zauważyć, że nie wszystkie grupy imigrantów radzą sobie w społeczeństwie poniżej średniej. Muzułmanie amerykańscy, brytyjscy hindusi, polscy Wietnamczycy, Azjaci oraz Żydzi na całym świecie, oni wszyscy radzą sobie lepiej niż ich otoczenie społeczne. Azjo-amerykanie jednak nie wyrzucają euro-amerykanów z powrotem do Europy. Czasem grupa napływowa radzi sobie gorzej a czasem lepiej od społeczeństwa, jeżeli jednak nie rekompensuje się tej drugiej jej wkładu, to z jakiej racji pastwić się nad członkami tej pierwszej za jej ociąganie się.

Ludzkie śmiecie – kreacja nieistniejącego problemu
Wszystko powyższe, co czyni problem obciążenia imigrantami urojonym, sprawia, że walka z nim jedynie go kreuje. Ludzie ryzykują dużym prawdopodobieństwem utonięcia, udają się w tułaczkę przez pół świata, zbywają majątki na opłacenie przemytników, kiszą się w obozach na granicach, wszystko to w nadziei lepszego losu w Tworze nawykłym do pouczania świata, jak żyć; tymczasem ten 508 mln Twór obawia się 800 000 z nich, witając ich murami i częstując wyrazami dezaprobaty i repulsji (jak Milosz Zeman). A także jałowych pouczeń o oczywistościach, jak wymóg przestrzegania prawa.

Jaki skutek mogą odnieść w takiej sytuacji owe pouczenia jeżeli nie ten, że pytanie o (wydawałoby się wcześniej) oczywistej odpowiedzi: „czy przestrzegać prawo?” przedstawią jako przedmiot kontrowersji? Czyli wpaść w typowo lewicową pułapkę tak histerycznej walki z wyolbrzymionym problemem, że reakcja na nią gubi w sobie ów pierwotny problem.

Jeżeli jest jeszcze skuteczniejszy sposób, aby zantagonizować ze sobą imigrantów, to jest to próba „rozwiązania ich problemu na miejscu”, czyli ponownej wojny ponownie zwanej interwencją. Wojna taka bowiem jak nie przyniosła tak nie przyniesie pożytku im ani nam, póki nie dopuścimy do siebie opcji, że islamizm przynajmniej mógłby być najlepszym społecznym rozwiązaniem dla jakiegoś kraju; czyli póki nie zaczniemy grać wg zasad, zamiast adaptować grę do z góry ustalonego rezultatu. Obecna zbrojna działalność islamistyczna (np. ISIS, Tauregowie) to skutek terroru, jaki z międzynarodowym błogosławieństwem spadł na islamistów po sukcesach ich działalności demokratycznej (np. Bractwo Muzułmańskie, Nahda), które z kolei były wynikiem wielopokoleniowych aprobowanych zewnętrznie prześladowań opozycji islamskiej w państwach totalitarnych, socjalistycznych bądź autorytarnych. Jeśli chcemy, aby za 10 lat na świecie nie pozostał już ani jeden muzułmanin nieislamista, najlepszym sposobem jest realizacja francuskiego pomysłu włączenia się w wojnę w Syrii w celu zatrzymania jej mieszkańców na tym ogarniętym konfliktem terenie. Według Francuzów najwyraźniej, jeżeli decydujesz się uciec z ogarniętego wojną kraju, to, gdy kraj ten zostanie ogarnięty jeszcze większą wojną, zyskasz trudny orzech do zgryzienia: wyjechać czy zostać. Arabowie z pewnością będą nam wdzięczni, że tak bardzo nie chcemy ich u siebie, że gdy uciekają z rejonów konfliktu, decydujemy się tam rozpętać większą wojnę, by tylko mieć wpływ na zatrzymanie ich na miejscu. Tylko jak 98% światowych muzułmanów, którzy nie mieszkają na terenie Syrii, miałoby powstrzymywać przed przyjazdem do Europy rozpętanie jeszcze większej rozróby w tym kraju...?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.