Facebook Google+ Twitter

Kryzys po amerykańsku

Z perspektywy ponad dwóch lat od tąpnięcia na amerykańskiej giełdzie (październik 2008), obserwuję zmagania amerykańskiego rządu, obywateli, rezydentów i nielegalnych z kryzysem. Porównania do depresji lat 30. ubiegłego wieku są tutaj powszechne, dla mnie jednak troszeczkę mijają się z prawdą.

Zacznijmy od początku

Ameryka jawi się jako kraj miodem płynący. A jeśli ktoś dołoży do tego ciężką harówkę na efekty, nie musi długo czekać. To prawda. Kiedy analizuję moje, polskie osiągnięcia (w sferze materialnej) po 20 latach pracy i porównuję je z osiągnięciami mojego rodzeństwa tutaj – jestem daleko w tyle.

Tutaj jest łatwiej. Dobra praca warunkuje wszystko. I do tego są przyzwyczajeni Amerykanie. Stać ich na bardzo dużo, a jeśli nie – to będzie już niebawem. Taką swobodę w planowaniu wydatków i pozyskiwaniu na nie grosza gwarantowały banki. Oczywiście nie są one instytucjami charytatywnymi, miały w tym swój cel. Finansowy. Zatem kupno samochodu? Żaden problem, nawet bez zaświadczenia z firmy. Dom – jakoś się tak poprowadzi finanse, by nawet najbiedniejszą rodzina stać było na własną chałupkę. Dochodziło do paradoksów, że kupujący nie musieli partycypować z bankiem w transakcji żadnym wkładem. 100 proc. kasy na zakup domu wykładał bank, czasem nawet dorzucał 5 - 10 proc. więcej (meble te sprawy. Ceny nieruchomości rosły niczym na drożdżach. Dom zakupiony w 2003 r. na Staten Island w Nowym Jorku za 350 tys. dolarów w 2006r. osiągnął wartość 600 tys. dolarów. Tylko sobie stal.

Przyszedł październik 2008 r. Krach. Rozbuchana konsumpcja, rozdmuchany balon kredytowania pękł, a potem, już niczym klocki domina się posypało. Utrata pracy wiązała się z
niewydolnością finansowa. Brak pieniędzy na raty kredytów, spłatę kart kredytowych, zwykle zakupy.

Niektórzy powodów takiego stanu upatrują długo wcześniej, w czasie sprzed października 2008 r., kiedy ropa osiągnęła astronomiczne cenę (ponad 100 dolarów za baryłkę w na przełomie 2007 i 2008 r.) To spowodowało wzrost cen paliwa, z 2 do 4 dolarów za galon i położyło się cieniem na budżecie rodziny amerykańskiej. Trzeba było na czymś zaoszczędzić.

Paliwo? Niemożliwe – trzeba jeździć do pracy, szkoły. Poza wielkimi aglomeracjami miejskimi żyć bez auta się nie da, czasem nawet bez dwóch (odległości, często do najbliższego sklepu jest jakieś 10 min. drogi, a nikt tutaj nie spaceruje inaczej niż rekreacyjnie i toreb z zakupami nie taszczy).

Zakupy? Niemożliwe – jeść w końcu trzeba, a że czasem w nadmiarze? Jakoś trzeba sobie rekompensować ten smutny żywot.

Wyjście do restauracji? – Niemożliwe. Coś od życia się należy, a ciągłe stanie przy garach tez jest męczące. Poza tym restauracje zachęcają promocjami. No big deal .

Wakacje? - Niemożliwe. Po całym roku harówki? Na jakiś odpoczynek w końcu też człowiek zasługuje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.