Arabia Saudyjska wycofała się z mediacji konfliktu między Hezbollahem, a frakcją Saada Haririego. Saudyjczycy mówią, że sytuacja w Libanie jest "bardzo niebezpieczna", a fiasko negocjacji grozi podziałem państwa
Kryzys polityczny w Libanie trwa od 13 stycznia, kiedy to Hezbollah i powiązani z nim politycy wycofali się z rządu jedności narodowej, doprowadzając do jego upadku. Konflikt toczy się wokół dochodzenia w sprawie zamachu na byłego premiera Rafika Haririego, ojca obecnego premiera Saada. Jak bowiem wyszło na jaw w wyniku przecieku, w lipcu ubiegłego roku, powołany przez ONZ Specjalny Trybunał ds. Libanu miał bowiem oskarżyć członków Hezbollahu o udział w morderstwie.
Od tego czasu Arabia Saudyjska, sojusznik Libanu i główna potęga regionu usiłowała załagodzić sytuację i podjęła się mediacji sporu. Dzisiaj jednak, jak ogłosił szef MSZ Arabii, książę Saud al-Faisal, kraj ten wycofuje się z roli mediatora z powodu braku postępów i "przeszkód wewnątrz Libanu". Saudyjczycy przestrzegają, że brak porozumienia może się skończyć nawet konfliktem wewnętrznym i rozdziałem państwa.
- Jeśli sytuacja doprowadzi do separacji lub rozbioru Libanu, to będzie oznaczać koniec Libanu jako państwa, który stanowił model pokojowego współżycia między religiami, grupami etnicznymi i innymi grupami. - mówił książę al-Faisal - To byłaby strata dla całego narodu arabskiego.
Jak podaje agencja Reuters z rozmów wycofały się także Turcja i Katar, których ministrowie po nieudanych negocjacjach oświadczyli, że Libańczycy sami muszą rozwiązać ten problem.
Sytuacja jest więc ciężka. Jak sądzą obserwatorzy, może się powtórzyć sytuacja z 2008 roku, kiedy Hezbollah zajął zbrojnie część Bejrutu, o mały włos nie doprowadzając do kolejnej wojny domowej. Miejmy nadzieję, że również i tym razem sytuacja zostanie opanowana.