Podczas gdy premier Donald Tusk toczy boje z Unią Europejską w sprawach podpisania bądź nie paktu fiskalnego i podpisania się pod umową ACTA, a z drugiej strony buduje koalicję obrony premiera Węgier, Victora Orbana przed srogą Unią, która pod pręgierzem finansowym chce prostować mu kręgosłup polityczny - Wielka Brytania ma diametralnie inne problemy.
W bogatym i osławionym przez wieki Królestwie Brytyjskim, kryzys włazi rządzącym i szarym ludziom przez okna, do urzędów, biur, banków, firm i domów. Z końcem 2011 roku zadłużenie Wielkiej Brytanii przekroczyło 1 bilion funtów szterlingów, czyli 64,2 proc. PKB. Ten dramat finansowy na szczęście omija Polskę, której Bank of America/Merrill Lynch prognozuje dobre wyniki w 2012 roku, choć w jego ocenach nasza gospodarka może nieco wyhamować.
Rząd Davida Camerona, który w zeszłym roku wypiął się na problemy finansowe strefy euro, a częściowo też na UE, ma teraz przed sobą główny cel zmniejszenia deficytu finansów publicznych do końca marca 2012 r., do 8,4 proc. PKB (127 mld funtów ze 136 mld funtów w poprzednim roku finansowym 2010-11). A deficyt strukturalny budżetu – według
forbes.pl - ma zostać usunięty do 2017 r. W ramach walki z deficytem, brytyjski rząd obcina wydatki i od kilku miesięcy reformuje system świadczeń socjalnych.
W ocenie analityków finansowych, mimo rygorów w wydatkach, kondycja gospodarki państwa wciąż jest słaba i krucha. Na domiar złego, Wielka Brytania pozostaje niezmiennie podatna na ryzyko wzrostu i rozwoju "kryzysu w strefie euro". Jednak większość ekspertów uważa, że brytyjski minister finansów zdoła osiągnąć planowany na 2012 rok finansowy poziom deficytu, przede wszystkim z tego powodu, iż potrzeby finansowe rządu w grudniu 2011 r. były o ok. 2 mld funtów niższe niż w grudniu 2010 r.