Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

223 miejsce

Kryzys wieku średniego?

Popularny jest pogląd, że mężczyźni po czterdziestce przechodzą kryzys. Na przestrzeni ostatnich trzech lat rozwiodłem się, poleciałem do Azji i zostałem buddyjskim mnichem. Czy kryzysowa interpretacja nie jest tylko kobiecym wybiegiem?

Ordynacja / Fot. David SchwalkCzłowiek zmienia się cały czas. Lata szkolne nie kończą procesu edukacji, najpełniejszą naukę dostarcza samo życie. Elektroniki nie nauczyłem się w szkole, choć był to jej główny profil. Pobyt w placówce oświatowej zniechęcił mnie do zawodu na wiele długich lat. Miłość do elektroniki odżyła dopiero po trzydziestce. Wszystkiego i tak trzeba było uczyć się od nowa.

Prawdą jest, że najważniejsze decyzje człowiek podejmuje, gdy jest najgłupszy. Postanowienie założenia rodziny implikuje przyjęcie na swoje barki wieloletniego jarzma. Odstawiane są wówczas młodzieńcze ideały, butne plany i ambitne wyzwania. Gdy na świat przychodzi potomstwo, najważniejsza jest walka o przetrwanie, zapewnienie środków na podstawowe potrzeby, inwestycja już nie we własną przyszłość, ale w przyszłość dziecka.

W kipiącym ferworze codziennych wyzwań zapominamy powoli o własnych marzeniach, skupiając się na dobru stworzonej rodziny. Pojawiają się kolejne problemy, które z mozołem rozwiązujemy, rywalizujemy z sąsiadami i znajomymi, nie mamy czasu na choćby odrobinę refleksji.

Zarówno w życiu zawodowym, jak i w prywatnym są dobre i złe okresy. Czasami te złe trwają zbyt długo rujnując naszą psychikę. Czy mój rozwód jest efektem kryzysu? Nie sądzę. Zdrada małżeńska jest niczym nowotwór toczący organizm. Nie mamy pojęcia o chorobie, a czujemy się coraz gorzej. Rozstaliśmy się w zgodzie. Niezgodność charakterów, różne priorytety, wygaśnięcie uczuć. Pod latarnią jednak było najciemniej, co wyszło dopiero po pożegnaniu.

Nie każdy zastanawia się filozoficznie nad sensem istnienia. Gros społeczeństwa pracuje od poniedziałku do piątku, w soboty się napije, w niedzielę leczy kaca. Chodzą do pracy, której nie lubią, mają partnerów, do których się przyzwyczaili, unikają wyzwań spoza strefy własnego komfortu.

Statystycznie jedna na dziesięć osób ma potencjał na prowadzenie własnego biznesu. Kluczowa jest odpowiedzialność, sumienność i rzetelność. Bez tych cech przedsiębiorca dużych szans na sukces nie ma. Zaledwie co dziesiąta osoba z nich posiada czwarty atrybut niezbędny dla przedsiębiorczości. Jedna na sto osób prowadzi działalność gospodarczą, ponieważ posiada odwagę, by ją założyć.

Kierowanie firmy nie jest łatwym wyzwaniem. Co dziesiątemu przedsiębiorcy udaje się przetrwać pierwsze trzy lata, co setny osiąga finansowy sukces. Tutaj liczą się dodatkowo spryt i intuicja, pozwalające zagnieżdżać się w niszach rynkowych, oraz zdolności managerskie. Tryumf firmy to zasługa nie tylko samego szefa, ale całego zespołu umiejętnie dobranych i pokierowanych pracowników i wspólników.

Według badań kryzys wieku średniego dotyka mniej niż 10 procent ludzkości, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Występuje w okolicach pięćdziesiątki i trwa przez następnych kilka lat. Najczęstszymi objawami są przewartościowanie priorytetów, zmiana partnera, bądź nowa pasja. Naukowcy postulują, że nie ma on związku z fizjonomią, a najczęściej wywołują go czynniki zewnętrzne. Starzenie się, lub śmierć rodziców, odejście z domu dorastających dzieci, czy obserwacja starzejącego się ciała i nostalgia nad niezrealizowanymi młodzieńczymi ambicjami – to najczęstsze przyczyny wymieniane przez badaczy.

Nazywanie jednak owego okresu kryzysem nie do końca odpowiada rzeczywistości. Gdy człowiek zda sobie sprawę z własnych ułomności, wybudza się z letargu, zaczyna myśleć i często też działać. W buddyzmie zwą to oświeceniem, bądź przebudzeniem. Okazuje się, że małżeńska wizja sielankowej starości na werandzie drewnianego domku na wsi legła w gruzach. Dzieci żyją już we własnym niezależnym świecie, zniknęła też pewność ich biologicznego pokrewieństwa. Zdobywane z mozołem pieniądze, czy stanowiska przestają już mieć znaczenie i być potrzebne. Pojawia się pytanie sensu kupowania następnej kilkuset-konnej zabawki, czy wylotu na samotne kosztowne wakacje. Znajomi i przyjaciele po weryfikacji także przestają zajmować czołowe miejsca w życiu. Wszystkie wartości okazują się nietrwałe, przemijające, ulotne. Niewarte kontynuacji. Nawet wieloletnia inwestycja w rozum i pamięć, lata edukacji i poświęceń, setki, ba, tysiące przeczytanych woluminów – wszystko ulega przedawnieniu i zapomnieniu.

Obserwacja kobiet spoza kurtyny pożądania dostarcza zaskakujących wniosków. Kto się tobą na starość zaopiekuje, pytają z politowaniem. Prawdą jest jednak, że domy spokojnej starości okupują głównie kobiety. Wyznając politykę, że zadaniem płci pięknej jest leżeć i pachnieć, zarzynają pracowitych mężczyzn. Umierają oni najczęściej przed osiągnięciem wielu emerytalnego. Kto się tu o czyją starość więc martwi? Samo zachowanie kobiet, to popisowy cyrk, ciągłe kokietowanie i imperatyw prokreacji. Instynkt rozmnażania przejął kontrolę nad motoryką.

Czy kwintesencją człowieczeństwa nie jest życie bez partnera seksualnego? Czy wytępienie w sobie instynktu reprodukcji jest czymś negatywnym? Wielu sławnych homo sapiens potrafiło zrzucić kajdany zwierzęcej natury i skupić się na czystości duchowej. Choćby taki Mahatma Gandhi...

Kobiety potrzebują żywiciela. Będą potępiać odstępców, jako bezużyteczne ogniwo. Buntownicy nie chcą się rozmnażać, a co ważniejsze, nie chcą wspierać płci pięknej, pozostawać żywicielami. Co zrobić, gdy zaczesywanie włosów, kuse sukienki i kręcenie biodrami nie skutkują? Jak zareagować, gdy godowy teatr wywołuje w co najwyżej uśmiech politowania?

Pytanie o sens istnienia wcale nie jest transcendentną iluzją. Iluzją jest otaczający świat. Szukamy pieniędzy, które dają fałszywe poczucie posiadania, szukamy kochającego partnera dającego fałszywe poczucie bezpieczeństwa, szukamy wiedzy, która okazuje się bezużyteczna. Poczym ostatnie tchnienie wydajemy nie zabrawszy ze sobą żadnych dóbr, w osamotnieniu. Samotnie i nago przychodzimy na świat, samotnie i bez bagażu go opuszczamy.

Tutaj mógłby się wkraść nihilizm, ale się nie wkradnie.

Do niedawna uznawałem, że istnienie ludzkie opiera się na interfazach. Pomiędzy okresami szczęścia konieczne są upadki, dzięki którym można docenić chwile błogostanu. Bardzo fizyczny opis rzeczywistości definiował szczęście i nieszczęście na skali Celsjusza, na której zimno przyjmuje wartości ujemne. Dla Kelwina ciepło jest jednak wartością uniwersalną. Może być mniejsze i większe, ciągle jednak jest obecne.

Ostatnimi laty moją pasją stały się podróże. Podróże z przytupem, w których, na ile mogę, wnikam w lokalne środowisko. Jestem obecnie w Tajlandii, zostałem buddyjskim mnichem.

Buddyzm pokazał mi świat od strony wartości uniwersalnych. Okazuje się, że poziom szczęścia nie musi być korygowany fazami niepomyślności. Można utrzymywać permanentną euforię, zwiększając stale jej intensywność. Ciekawostką jest fakt, że wytrysk endorfin można prowokować ćwiczeniami umysłu. Zadziwiające jest też przewartościowanie upływającego czasu w hermetycznej buddyjskiej społeczności. Nagle okazuje się, że na wszystko go starcza. Jest czas na ćwiczenia, pracę, kontakty z bliskimi i... głęboką refleksję.

Nauka Buddy to droga do szczęścia. Nie ma tutaj bogów, dziwnych ceremoniałów, modlitw do nadprzyrodzonych istot. Buddyzm to praca nad sobą, walka z własnymi słabościami, niepotrzebnymi emocjami, fałszywymi poglądami. Czy istnieje życie po śmierci, istoty duchowe, sądy ostateczne? Nie ma znaczenia! Moim zadaniem jest osiągnięcie szczęścia tu i teraz. Bycie lepszym człowiekiem oznacza bycie szczęśliwszym człowiekiem.

Zmiana stosunku do dóbr materialnych jest następnym efektem buddyjskiej edukacji. Eliminacja niepotrzebnych uzależnień i pożądań wyzwala od materialnego zniewolenia. Okazuje się, że do pełni szczęścia niepotrzebny jest wypasiony Porsche i blondynka rozkładająca długie nogi na miejscu pasażera. Wystarczy brązowe prześcieradło i miska ryżu. Prawdziwa wolność to brak nałogów i redukcja do minimum materialnych potrzeb. Czy warto zaorywać się w stresującej pracy, gdy miesięczne wydatki nie przekraczają kilku dolarów?

Oczywistym jest, że w takim trybie życia nie ma miejsca na kobietę z całym jej kosmetycznym ekwipunkiem, miejsca na rozmnażanie się i zbyteczny komfort. Trudno więc oczekiwać aprobaty płci pięknej. Tragikomicznie wręcz brzmi afront przywołujący dysfunkcje umysłowe, dyletanctwo, czy pozoranctwo, a już przerażający jest powszechny aplauz dla owej krytyki, który jej słuszność pieczętuje. Porzucił komfortowe i dostanie życie, oddał dochodowy biznes za bezcen, pozbył się drogich gadżetów, po czym przywdział szmaty i żebrze o jedzenie. Pomimo braku bezsprzecznych dowodów na faktyczne występowanie kryzysu wieku średniego, kobietom wygodnie używać owej nomenklatury. Ukuty pół wieku temu termin, niczym ADHD, zagościł w świadomości społecznej, bezkrytycznie nostryfikując własną implementację.

Niesamowite jest odzyskanie prawidłowego wglądu w naturę rzeczy i klasyfikację zjawisk. Buddyzm realnie uszczęśliwia. Jestem niedokształconym debilem – I don't care! - i banan na twarzy. Uciekając od świata wyrządzam mu krzywdę – ... więc trudno! - znowu banan. Chowanie się w buddyjskiej świątyni jest oznaką niedojrzałości! - banan na twarzy, zmrużone oczy, opuszczony wzrok. Świat widziany z poziomu mnicha wygląda niczym mrowisko, w którym kotłujące się mrówki biegają wokół, nie do końca rozumiejąc za czym.

Czy pogarda dla pieniądza nie jest przejawem siły, a nie słabości? Czy ordynacja w zakonie nie jest oznaką odwagi, a nie tchórzostwa? Czy porzucenie całego dotychczasowego świata, z mnóstwem znajomych i przyjaciół, pełnego ekscytujących podróży, spotkań z interesującymi ludźmi, arcyciekawych wyzwań, rezygnacja z podróży w komfortowym dwuosobowym kabriolecie na rzeczy przemieszczania się jedynie piechotą, nie są efektem dojrzałości, a nie lekkomyślności?

Zakazałem sobie zarabiania pieniędzy, ba, zakazałem sobie nawet proszenia o datki. Ostatnimi laty lwią część dochodów przeznaczałem na finansowanie polonijnych inicjatyw. Niemal całoroczny dochód sklepu pochłonął Tygodnik Bedfordshire. Pochłaniałby nadal, gdyby znaleźli się pasjonaci współtworzący gazetę. Praca z Polonią nie należy jednak do najłatwiejszych. Wdzięczniejsza była współpraca z lokalnymi organizacjami. Przeszkadzało mi to, że aby móc działać społecznie, musiałem wypracowywać zyski w sklepie. Brakowało więc czasu na wszystko, prowokując irytację i niezadowolenie.

Dzięki pobytowi w zakonie mogę całkowicie poświęcić się pracy obywatelskiej. Polonia wprawdzie korzysta z tego w ograniczonym zakresie, ale mam wreszcie możliwość przetestowania całkowitego oddania siebie społeczności. Wstaję ze wschodem słońca, pracuję z innymi mnichami ulepszając i modernizując klasztor, pomagam poprzez internet, piszę, czytam i tworzę prototypy urządzeń mających bezinteresownie poprawiać świat, jak podciśnieniowy destylator, czy ramię robota oparte na materiale bipolarnym.

Dla niektórych zawsze pozostanę jednak niedojrzałym i niedouczonym kretynem, przechodzącym kryzys wieku średniego...
(didaskalia: mruży oczy z szelmowskim bananem na twarzy)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: blog


Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

To ja wracam. Wspaniała jest Twoja decyzja i wspaniałe dążenie. Godne podziwu. Jest jednak jeden problem. Zdrowie. Wiem, powiesz w tym momencie, że to bez znaczenia. Jakie to ma znaczenie? Zdrowie. ? Jest ok, to dobrze. A gdy ciało zawodzi, opuszczamy je. Ale co dzieje sią ze świadomością ? Z tym co osiągnąłeś tam. w czasie medytacji i dzięki temu sposobowi-"stylowi" życia ?
Mało kto osiąga stan świadomości, że gonitwa za zyskiem (kasą) i spódniczkami nie jest drogą do szczęścia. Reprodukcja ? też jest wątpliwym celem. Jest nas za dużo i wiele miliardów. "Zżeramy" wszystko co na ziemi. Ziemia sobie z tym poradzi, to pryszcz dla niej, albowiem wobec miliardów lat jej istnienia jesteśmy tu epizodem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wcale się nie poddałeś. Oceniłeś. Nie przebierając w środkach. Od razu całość.
Z logicznymi, szkolnymi błędami.
Klasyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Próbowałem zrozumieć Twoje uwagi do tekstu Arturze, ale po kilkukrotnym przeczytaniu poddałem się. Wyglądają bezsensownie, na grafomańskie. Sprawdzenie Twojego profilu wskazuje na słuszność hipotezy. Ponad 5000 komentarzy!!! Żadnego tekstu! Na dodatek fałszywe dane osobowe, by móc pisać co ślina na język przyniesie. No cóż... Każdemu według potrzeb ;P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawostką jest fakt, że wytrysk endorfin można prowokować ćwiczeniami umysłu.
---------

Ciekawostką już jednak nie jest fakt, że taką ciekawostkę nie ustali się ćwiczeniami umysłu. Trzeba mieć metodę, narzędzia , środki do tego i chęć/potrzebę/zadanie ustalenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tutaj liczą się dodatkowo spryt i intuicja, pozwalające zagnieżdżać się w niszach rynkowych, oraz zdolności managerskie.
--------------------

Mówiąc wprost i bez ogródek, w ogromnej większości przypadków - zdolności do wciskania innym kitu.


...tysiące przeczytanych woluminów – wszystko ulega przedawnieniu i zapomnieniu.
--------------------------

Nie wszystko.


Moim zadaniem jest osiągnięcie szczęścia tu i teraz. Bycie lepszym człowiekiem oznacza bycie szczęśliwszym człowiekiem.
--------

To się właśnie nazywa - wiara. We "własne zadanie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

W pewnym sensie masz rację. Wiele osób po 60-tce stuka do klasztornych bram. Kusi i zakonny spokój, i zapewniane tutaj bezpieczeństwo. Przeorzy wolą młodych, bo oni wnoszą sporo ze sobą do mniszej braci. Nie tylko potencjał i świeżość poglądów, ale przede wszystkim mocne, rześkie dwie ręce :) . Buddyzm ma jednak to do siebie, że jeśli pod bramą staje człowiek i natrętnie puka, nie dając się odstraszyć wizją ascetycznego życia, nie ma możliwości nie przyjęcia go i odesłania z kiwitkiem. Sam tak zrobiłem :) Moja determinacja zwyciężyła. Zapewne atutem było także i to, że do 60-tki pozostało mi jeszcze dwadzieścia lat :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

W klasztorach nie ma miejsca dla wszystkich ...klasztory niechętnie przyjmują ludzi, powiedzmy, dojrzałych. Wolą młodych formować. A po 65. to chyba w ogóle nie przyjmują.
Polecam Thomas Merton Siedmiopiętrowa góra. No i takim przykładem dojrzałej decyzji jest też ks. Badeni jak i zapewne wielu innych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.