Pozycja materiału w rankingach:
Neil Simon, autor „Bożyszcza kobiet” sam był pięciokrotnie żonaty. Może właśnie te doświadczenia rzutują na Barneya Kasmana – przeciętnego, amerykańskiego mężczyznę w średnim wieku, w życie którego wkrada się rutyna: dom – praca.
Nie ma w nim nawet krzty adrenaliny. Ba! Nie ma nawet skrawka emocji, który by w zwykłe życie Barneya wniósł powiew świeżości. Aż do czasu… W pewnym momencie zaczyna kiełkować w nim chęć zobaczenia życia od tej drugiej, niekoniecznie moralnej i bezpiecznej strony. Myśl ta wzrasta w nim, aby w końcu ujrzeć światło dzienne. Ten człowiek z poukładanym życiem przeistacza się z zahukanego mężczyzny w ulubieńca kobiet, w bożyszcze! Wszystko to dzieje się w mieszkaniu matki bohatera, które staje się miejscem schadzek trzech kobiet, które stanęły na drodze Barney’owi. Pierwsza to wyzwolona Helen (fenomenalna kreacja Anny Dereszowskiej), druga to żyjąca w świecie ułudy Bobby (Anna Deka), a trzecia to wystraszona i depresyjna Jenny (Hanna Śleszyńska). Każda z nich niesie inne problemy społeczne, które spadają na Barney’a niczym grom z jasnego nieba. Podczas pierwszego spotkania stajemy się świadkami metamorfozy bohatera, który nigdy wcześniej nie brał udziału w potajemnych spotkaniach damsko–męskich, aby podczas
spotkania ostatniego zobaczyć już pewnego swej męskości uwodziciela niewieścich serc i ciał.
udowadnia mu, że zdrada nie polepszy samopoczucia i nie podniesie samooceny. Nie tędy droga w tym rozpędzonym świecie. Dowiadujemy się jednak, że można pokonać nudę dnia codziennego w finale. W jaki sposób? Polecam Państwu osobiście zobaczyć „Bożyszcze kobiet” w którym aktorzy, których na co dzień znamy z telewizji, pokażą, że teatr nie tylko bawi, ale także i zmusza do refleksji.Zobacz także:
Europa w "Euphorii"! Szwecja wygrywa Eurowizję 2012 [YouTube]
(odsłon: +1662)