Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6551 miejsce

Krzysztof Głombowicz o igrzyskach paraolimpijskich i nie tylko

Współautorzy: Marta Wróbel

Bez względu na to, jacy jesteśmy, możemy się realizować, oczywiście w ramach swoich możliwości psychofizycznych. Trzeba tylko chcieć, uparcie i poprzez ciężką pracę wspinać się na swoje "Kilimandżaro" - mówi Krzysztof Głombowicz.

 / Fot. Archiwum domowe bohatera artykułuM.M.Wróbel: Od wielu lat promuje pan działania osób niepełnosprawnych (szczególnie sport) w mediach. Dlaczego?
K. Głombowicz: Pytacie dlaczego. Ponieważ kiedy zaczynałem „zabawę” ze sportem, nawet nie wspominano o tym, że są tacy ludzie - sportowcy niepełnosprawni. Robiłem i robię to z myślą o moich rodzicach, którzy zawsze mi mówili: "Co z waszych medali, startów jak nikt o tym nie wie, nigdzie o was nie mówią, nie pokazują, a jak piszą to malutkimi literami". Wszystko zaczęło się zmieniać po 1990 roku, wtedy małymi kroczkami zacząłem docierać do mediów, a one do mnie i tak udało mi się namówić TVP na wysłanie po raz pierwszy ekipy na IPO do Atlanty 1996, później Sydney 2000, Aten 2004 i po raz pierwszy także na zimowe IPO do Turynu 2006. Kilka lat współpracowałem z TVP 2, między innymi z programem „Spróbujmy razem”, gdzie zrobiłem wiele reportaży.

 / Fot. W24Zakończyły się zmagania naszych paraolimpijczyków w Londynie. Jak ocenia pan nasze występy?
Jak można ocenić? Tylko dobrze, parząc na osiągnięcia i liczbę medali, ale wcale dobrze nie jest w sporcie niepełnosprawnych. Polecam moje przemyślenia, które spisałem na prośbę mojego znajomego dziennikarza, Jana Kalinowskiego z Polskiej Agencji Prasowej.

Dziennikarz, komentator sportowy i nie tylko. Skąd to zamiłowanie do tematyki sportowej? Wcześniej zajmował się pan sportem czynnie?
Tak i to długie lata, uprawiałem sport wyczynowo, dokładnie przez 20 lat, zaczynając od ciężarów (wyciskanie sztangi leżąc), lekkoatletyki, zaczynając od konkurencji technicznych (kula, oszczep, dysk), później wyścigi na wózkach od 100 m do maratonów, czyli 42,195 km, a nawet miałem na koncie super maratony na 100 km. Startowałem także w narciarstwie klasycznym, strzelectwie, pływałem, uprawiałem gimnastykę, etc. Było tego sporo.

Jak się rozpoczęła pana przygoda z TVP? Trwa ona nadal?
Pierwszy kontakt z TVP był w Bydgoszczy po moim powrocie z maratonu w Nowym Jorku w 1988 r. Przełomem było spotkanie Włodzimierza Szaranowicza, który zaprosił mnie, jako pierwszego sportowca niepełnosprawnego do programu „Jeden na jeden”. Współpraca trwała do 2010 r., kiedy to TVP zlikwidowała jedyny program poświęcony problematyce niepełnosprawnych „Spróbujmy razem”. Teraz tylko epizodycznie, jak było to podczas trwania IPO w Londynie, proszono mnie o jakieś wypowiedzi na temat startu i sytuacji w naszym sporcie i podejścia mediów czy polityków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.