Śmierć przychodzi o zmierzchu

,,Nocni jeźdzcy’’, bo tak określają siebie uczestnicy ulicznych rajdów, uaktywniają się wieczorami. Wtedy jest mniejszy ruch, a trasę, której pokonanie w dzień zajmuje kilka lub kilkanaście minut, można przejechać wielokrotnie szybciej. Latem potrafią się ścigać każdego wieczoru. Ostatnio wyjechali na ulice poznańskich osiedli.
– Najgorsze jest to, że wyścigi odbywają się na niezabezpieczonych trasach, w normalnym ruchu. Na niebezpieczeństwo narażeni są więc nie tylko uczestnicy nielegalnych rajdów, ale i osoby postronne, nieświadome tego, że znalazły się na „torze“ lub w jego pobliżu. Ci ludzie nie spodziewają się pędzących z ogromną prędkością samochodów i zaskoczeni ich widokiem nie wiedzą, jak zareagować – mówi Hołowczyc.
Dysponujący bardzo dobrymi samochodami rajdowcy - amatorzy czują się bezkarni, a miejsca rywalizacji wybierają w przemyślany sposób. Wyścigi rozgrywają w ciągu paru minut i znikają. – Dostajemy takie zgłoszenia bardzo rzadko – mówi Jarosław Bezak, zastępca naczelnika Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. – Pamiętam o przypadku z ulicy Szwajcarskiej, gdzie na parkingu przed M1 ścigało się kilka aut. Gdy na miejscu pojawia się policja, większości pseudorajdowców już nie ma, a tym, którzy pozostali, policjanci mogą jedynie wręczyć mandaty za nieprzepisowe elementy tuningowe, np. popularne fioletowe lampki umieszczane w podwoziach.
Autostradowa ruletka
Ponieważ bardzo trudno udowodnić organizowanie wyścigów, ich uczestnicy są karani głównie za przekroczenie prędkości. W Poznaniu upodobali oni sobie ulice Bałtycką, Słupską, Charkowską i Hetmańską. – Ludzie dzwonią do nas w nocy i zgłaszają takie problemy. Proszą o interwencję – mówi Bezak.
Prawdziwe ściganie młodzi ludzie urządzają sobie jednak na trasach dojazdowych do miasta. Tu rejestrowane przez policjantów rekordy prędkości przekraczają 200 km/h. Coraz popularniejsza staje się ,,autostradowa ruletka’’, czyli zakłady o to, kto przejedzie najdłuższy dystans pod prąd.
Wykrywalność takich przypadków jest o wiele większa niż w mieście, gdyż po szosach wokół Poznania jeździ kilka nieoznakowanych samochodów policyjnych. To auta zachodnich marek o bardzo dobrych parametrach. Mają bardzo mocne silniki, dzięki czemu policjanci mogą ruszyć w pościg za ulicznymi szaleńcami. W każdym wozie są też wideo- radary rejestrujące prędkość przejeżdżających aut. Czy młodzi ludzie, miłośnicy tuningu i szybkiej jazdy mogą wykazywać się swoimi umiejętnościami poza ulicami wielkopolskich miast?
– Oczywiście, że tak. Automobilkluby organizują tzw. KJS-y, czyli rajdy dla amatorów. Podczas nich kierowcy mogą zdobyć rajdową licencję. Kluby street racingowe organizują natomiast słynne wyścigi na ćwierć mili. Na zwykłych ulicach nie wolno szarżować, a brawura na drodze to dla mnie głupota – mówi Hołek.
Andrzej Rembowski