
Ukończył studia prawnicze, ale nie przepracował ani jednego dnia w swoim zawodzie. W 1986 roku wygrał konkurs na reportera radiowego w Radiu Kraków. Zatrudnił go pierwszy niekomunistyczny szef tego radia, a był nim Bronisław Wildstein. Od roku 2002 zaczął pracę w gliwickiej rozgłośni Radio Plus.
Jolanta Maria Budniak: Jak długo jest Pan dziennikarzem radiowym? Krzysztof Kosiński: 25 lat. Właśnie uświadomiła mi Pani, że chyba powinienem urządzić sobie jakiś jubileusz. Gdyby nie to pytanie, wcale bym nie skojarzył tych dat. Przy czym ja dość późno „wystartowałem” w zawodzie, ale uważam, że to mi tylko pomogło. Dziennikarz powinien chociaż „liznąć” kawałek innego życia, tego „z drugiej strony barykady”. Miałem szczęście zaczynać pracę w tym zawodzie w czasach, gdy historia była „na zakręcie”. Przyszedłem do radia (po wygraniu konkursu na reportera radiowego, jako człowiek „z ulicy”) w 1986 r. czyli formalnie jeszcze za czasów „komuny”. Ale to już był jej schyłek. Oni czuli już swój koniec i pozwalali na wszystko. Potem przyszła pierwsza ekipa z dawnej opozycji, razem tworzyliśmy coś zupełnie nowego. To niezapomniane przeżycie uczestniczyć w tworzeniu historii… Potem w mediach publicznych było tylko coraz gorzej. Dlatego dzisiaj jestem tutaj, w Radiu Plus Śląsk.
Będąc dziennikarzem radiowym można się realizować? Jeśli tak, to w jaki sposób?W każdym zawodzie można się realizować. Skromnie powiedziałbym tak:trzeba tylko kochać to, co się robi. A nieskromnie odpowiem: trzeba „jedynie” być dobrym w tym, co się robi. I uczyć się całe życie, bo ten zawód to wyzwanie, codziennie staje się oko w oko z czymś, na czym człowiek do tej pory się nie znał albo czego nigdy nie próbował. Dla mnie chwilą takiej właśnie satysfakcji zawodowej i świadomości „samorealizacji” jest np. rozmowa, wywiad z kimś, kto przychodzi z nastawieniem, że to będzie kolejny wywiad w jego karierze, kilka pytań, szablonowe odpowiedzi i do widzenia. Moją ambicją jest to, żeby najpóźniej przy trzecim pytaniu spojrzał na mnie zaskoczony. Żeby „nabrał szacunku” i świadomości, że jesteśmy równoprawnymi partnerami w rozmowie.