Facebook Google+ Twitter

Krzysztof "Szaya" Szaykowski: Pozyskałem trabanta za kolejkę PIKO

Kim jest pani Karowa? Co to są Szayowozy? Co jest powodem regresu w polskim motosporcie? O tym wszystkim i o wielu innych rzeczach można przeczytać w wywiadzie z legendą polskiego sportu samochodowego Krzysztofem "Szayą" Szaykowskim.

Krzysztof "Szaya" Szaykowski ze swoimi wychowankami / Fot. Michał Kondrowski/ materiały Automobilklubu RzemieślnikMateusz Budzianowski: Jak zaczęła się Pana przygoda ze sportami motorowymi?
Krzysztof "Szaya" Szaykowski: Zaczęła się bardzo prosto. Urodziłem się, patrzę, chłopak, to już wystarczyło. Potem stwierdzono u mnie zawartość krwi w benzynie. W czasach mojej młodości chyba wszyscy chłopcy interesowali się w jakiś sposób motoryzacją. Pamiętam jak jeździliśmy z fajerką, co jest nieznanym sportem obecnie dla młodzieży. Następnie był motorower "Żak", który był silnie eksploatowany na torze warszawskiej Skry. Pojawił się także motocross na Legii. W końcu pozyskałem Trabanta 600, bo ciężko powiedzieć, że go kupiłem. Otrzymałem go za pióro wieczne i kolejkę PIKO. Trabant lekko był palnięty przez tramwaj. Dziurę w błotniku, spowodowaną uderzeniem, załatałem płótnem malarskim. Na płótnie nie było żadnego obrazu, więc proszę mnie nie podejrzewać o sprofanowanie jakiegoś dzieła malarskiego. Trabant stał się samochodem sportowym. Tym trabantem zacząłem jeździć w Konkursowych Jazdach Samochodem (KJS).

Ile miał Pan wtedy lat?
Prawo jazdy zrobiłem w wieku 16 lat. Kiedy zacząłem startować tym trabantem miałem gdzieś 17-18 lat. W okresie studenckim spotkałem się z Albinem Śliskim, z którym pojechaliśmy pierwszy rajd Mistrzostw Polski. W międzyczasie zrobiłem licencję rajdową na moim trabancie. Z Albinem Śliskim jeździliśmy Fiatem 125, a mój trabant służył jako serwisówka. Następnie był Fiat 1300, Renult 5 Alpine, Fiat Monte Carlo. Jeździłem czynnie 11 lat. Następnie zostałem szkoleniowcem w Automobilklubie Rzemieślnik. Teraz prowadzę sekcję młodych w Automobilklubie Rzemieślinik.

Czy kiedyś łatwiej było startować w motosporcie czy teraz jest to trudniejsze?
Kiedyś było tak, że do tego sportu przychodzili ci, którzy go kochali, mieli jakiś dryg do tego. Obecnie sport motorowy mogą uprawiać ci, którzy chcą go uprawiać i mają na to kasę. Teraz jest często tak, że młody człowiek, który chce być kierowcą rajdowym, idzie do ojca i mówi, że trzeba kupić Subaru albo Mitsubishi i ojciec wykłada 250 tysięcy złotych. Oni uważają się wtedy za zawodników, ale potem leją ich Fiatami Cinquecento, bo nie mają umiejętności jazdy. Za to zawodnicy, którzy jeżdżą Cinquecento, mają ogromne umiejętności, ale nie mogą wyjść z tego Cinquecento, bo ten Fiat składany jest na podwórku i nie ma pieniędzy na starty w dobrych maszynach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.