Facebook Google+ Twitter

Krzysztof Ziemiec dla W24: W telewizji pracują normalni ludzie

Krzysztof Ziemiec, laureat Telekamer 2011, rozmawia z Przemysławem Maksymem o sensie życiowych doświadczeń, niełatwej pracy dziennikarza i o prawdziwym pokoleniu Jana Pawła II.

 / Fot. W24Przyznam, że tytuł wywiadu książkowego przeprowadzonego z Panem przez Mirę Suchodolską "Wszystko jest po coś", z jednej strony jest bardzo budujący, a z drugiej nieco kontrowersyjny- no bo jak wyjaśnić osobie, która np. do końca życia będzie poruszała się na wózku, że jej cierpienie ma sens?
Krzysztof Ziemiec został laureatem Telekamer 2011 w kategorii "Informacje- Osobowość" / Fot. Sławek/Licencja Crative CommonsGdy człowieka dotyka tragedia, to myśli, że jest ona nie na jego siły, że to, co go spotyka, nie ma nawet najmniejszego sensu. Ale gdy człowiek się uspokoi, gdy nadejdzie chwila wyciszenia, próbuje sobie to wszystko poukładać, wytłumaczyć. Osoba uduchowiona szybciej znajdzie odpowiedź na pytanie dotyczące istoty cierpienia, materialistom przyjdzie to trudniej - będą uważali, że ich piękne życie już się skończyło. Wiele razy jest tak, że to co nas dotyka, uważamy za coś bardzo złego, a jednak z perspektywy czasu okazuje się czymś zbawiennym. Kiedyś musiałem odejść z Programu III Polskiego Radia, które było moim ulubionym miejscem pracy. Nowi szefowie nie widzieli mnie w zespole. Sytuacja zmusiła mnie do podjęcia takiej decyzji, której sam nigdy w życiu bym nie podjął. Odszedłem. Może gdybym wtedy został w radiu, dziś czułbym się niespełnionym zawodowo człowiekiem. Wtedy płakałem, ale dziś widzę, że to co się wydarzyło, było dla mnie bardzo dobre. Cieszę się z moich dotychczasowych osiągnięć i z tego, że jestem w tym miejscu w którym jestem.
A teraz wróciłby Pan do radia?
Dostaję wiele propozycji współpracy z różnymi rozgłośniami radiowymi. Im więcej dziennikarz ma możliwości realizowania się, tym bardziej jest usatysfakcjonowany. Zastanawiam się nad tym, może kiedyś.
Czuje się Pan mistrzem cierpienia?
Cierpienia?
Tak
Nie, nie. Bez przesady.
Znam wiele osób, które czekają na program z Panem, bo daje im Pan siłę. Mówią: "To ten facet z telewizji, który uciekł przed śmiercią i przeżył wielką tragedię, dziś mówi do nas i ma się dobrze". I to ludzi buduje, to ich głęboko porusza.
Miło mi, że ktoś mnie tak postrzega. Ale nigdy nie myślałem, że jestem jakimś mistrzem czy autorytetem. Z sympatią bardzo często spotykam się na ulicy. Cieszę się, że mogę wesprzeć dobrym słowem czy uśmiechem ludzi cierpiących. Po wypadku wiedziałem, że muszę wrócić do żywych. Jak się człowiek wysili, będzie szedł pod górę, to cel osiągnie.
Pewnie nieoceniona była też rola bliskich.
Oczywiście. Rodzina i najbliżsi bardzo mnie wspierali. Rola innych osób była w tym moim dochodzeniu do zdrowia bezcenna.
Wielu ludzi dzięki pana tragedii oraz opowieściach osób z programu "Niepokonani" zrozumiało, że życie tych, których znają ze szklanego ekranu, nie jest beztroskie, a nawet pełne jest bardzo wielu problemów, przejść.
Teraz jeżdżę po Polsce i rozmawiam z moimi czytelnikami w czasie spotkań autorskich. Wyznają, że nie spodziewali się, że występujący w telewizji, to tak naprawdę normalni ludzie z duszą i sercem, że nie wszyscy, których oglądają za szklanym ekranem, spędzają wakacje na Karaibach, mają pięć kochanek i jeżdżą drogimi samochodami.
A Pan do pracy dojeżdża metrem?
Tak, bo to najszybszy i najwygodniejszy środek transportu po Warszawie.
W wywiadzie z Mirą Suchodolską zapowiedział Pan, że zaangażuje się w kampanię wspierającą osoby, które są ofiarami pożaru.
Mnie wielu ludzi zachęcało do tego, abym włączył się w kampanię zachęcającą Polaków do tego, aby zaopatrzyli się w gaśnice. Uważam, że w każdym domu powinna być gaśnica. Przecież w kuchni na co dzień mamy do czynienia z ogniem! W sklepie, sali koncertowej, hotelu czy innych miejscach publicznych obecność gaśnic oraz innych zabezpieczeń przeciwpożarowych powinna być obowiązkowa. Straż pożarna nie zawsze dojedzie na czas. Bardzo często mi się zdarza wspierać osoby, które uległy wypadkowi. Jeżeli tylko mogę, to staram się pocieszyć kogoś choćby dobrym słowem, wysłać książkę, spotkać się w szpitalu.
Po tym straszliwym wypadku wrócił Pan do niełatwej pracy w największym serwisie informacyjnym w Polsce. Podjęcie takiej decyzji nie było łatwe.
Bałem się tego powrotu. Przecież jeszcze niedawno nie wiedziałem, czy w ogóle będę żył, czy będę mógł normalnie funkcjonować. Ale wiedziałem, że nie mogę się poddać. Muszę być silny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

zonk
  • zonk
  • 13.02.2011 19:21

polecam książkę ,<Wszystko jest po cos" wartościowa

Komentarz został ukrytyrozwiń
KP
  • KP
  • 13.02.2011 18:32

A ja z chorobą przegram, bo nie ma nią lekarstwa.
A kto zostawia garnek z parafiną na gazie bez nadzoru?

Komentarz został ukrytyrozwiń

5*

Pan Krzysztof jest niezwykłym człowiekiem, dobrym dziennikarzem ale też człowiekiem.

Z Magdą mocno trzymałyśmy kciuki gdy walczył ze skutkami wypadku, a teraz za każdym razem uśmiechamy się gdy mamy okazję oglądać Pana Krzysztofa w tv.

To prawda pokazał wielu chorym i niepełnosprawnym ludziom że warto walczyć i wierzyć w to że się uda wygrać z ułomnościami. A rodzina to wartość o którą trzeba dbać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Well done! 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry wywiad. Przeczytałem z przyjemnością.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jedyny dziennikarz telewizyjny do którego mam zaufanie. Serio.

Komentarz został ukrytyrozwiń
zonk
  • zonk
  • 13.02.2011 08:46

super wywiad z wielkim dziennikarzem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.