Facebook Google+ Twitter

Krzysztof - żyję z niespłacalnym długiem

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2015-04-09 18:56

W okresie galopującej inflacji w latach 1988-1989 ceny podstawowych towarów liczono w setkach tysięcy złotych. Kilogram cukru kosztował 10 tys. zł, chleb 7 tys. a butelka mleka 6 tys. Popularny Fiat 126 p - „maluch” 80 milionów zł

Z GOSPODARKI SOCJALISTYCZNEJ NA KAPITALISTYCZNĄ
Początek lat 90-tych w Polsce to historia jak z bajki o kopciuszku: cudowna przemiana niewydolnej gospodarki socjalistycznej na kapitalistyczną. Jak za dotknięciem czarownej różdżki centralne sterowanie zastąpiła niewidzialna ręka rynku. Przez poprzednie dziesięciolecia władze partyjne (PZPR) zajmowały się rugowaniem własności oraz tropieniem wrogów ludu w tym przestępczości gospodarczej. Własność i handel prywatny były na cenzurowanym. Budowa nowego systemu na wzór radziecki miała zapewnić dobrobyt masom pracującym a w praktyce sprowadzała się do braku podstawowych towarów, korupcji i wszechobecnego łapownictwa. Za niedostatek dóbr konsumpcyjnych obwiniano spekulantów i zachodnich kapitalistów, władza dbała o powstawanie licznych przepisów antyspekulacyjnych. Prasa donosiła o prokuratorskich żądaniach kar śmierci dla oskarżonych w słynnych procesach skórzanym i mięsnym. W konsekwencji jednego z pokazowych procesów z 1965 r. Dyrektor Miejskiego Handlu Mięsem w Warszawie został skazany na śmierć, a skorumpowani naczelnicy PIH-u i pozostali dyrektorzy usłyszeli wyroki dożywotniego pozbawienia wolności. W kilku podobnych aferach skazano ponad 400 osób. Wyroki ominęły jednak prominentnych funkcjonariuszy i wysoko postawione osoby partyjne, których udział ujawniono w trakcie procesu.
W okresie galopującej inflacji w latach 1988-1989 ceny podstawowych towarów liczono w setkach tysięcy złotych. Kilogram cukru kosztował 10 tys. zł, chleb 7 tys. a butelka mleka 6 tys. Popularny Fiat 126 p - „maluch” dostępny tylko na talony, kosztował 80 milionów. Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych nie nadążała z produkcją banknotów, monety wyszły całkowicie z użytku a aluminiowe złotówki i 50 groszówki służyły jako podkładki do przybijania papy i mocowania eternitu na dachach. Czarny rynek oraz sieć sklepów „PEWEX” oferowały luksusowe zachodnie towary za dolary.
1 stycznia 1990 roku hiperinflacja została ostatecznie opanowana za sprawą reformy Leszka Balcerowicza i Jefreya Sahsa. Niecały miesiąc później ścięto wszystkie ceny o cztery zera i Polacy z dnia na dzień przestali być milionerami.
W 1988 r. za czasów Premiera Mieczysława Rakowskiego zaczęło obowiązywać moratorium na karę śmierci. W 1989 Sejm PRL przyjął ustawę o amnestii, która zamieniła wszystkim skazanym karę śmierci na 25 lat pozbawienia wolności. Nowa władza demokratyczna ostatecznie zlikwidowała karę śmierci, co przełożyło się na nieskrępowaną rozkwit własnej inicjatywy i przedsiębiorczości oraz dzikiej prywatyzacji. Majątek Skarbu Państwa szybko topniał, upadające zakłady przemysłowe, firmy i banki przechodziły w prywatne ręce. W nowym ustroju politycznym społeczeństwo mozolnie zaczęło odrabiać straty, a wśród nowo bogacącej się klasy nastała era „pierwszego miliona”. Lech Wałęsa apelował do rodaków - „bierzcie sprawy w swoje ręce” - chciał dogonić Japonię na rowerze.
KRZYSZTOF
Na początku 1989 roku miałem 26 lat a życie uśmiechało się do mnie szeroko. Na złość rodzicom przerwałem naukę i nie chciałem się dalej uczyć. Po co się kształcić gdy jednego dnia na walutach można zarobić tyle co miesięczna pensja ojca a inflacja dochodząca do 600 % rocznie pożera wszystkie dochody. Z łatwo zarobionymi pieniędzmi wpadłem w rozrywkowe towarzystwo - koledzy Zenek i Zdzichu mówili: Krzysztof ty masz niezłą bajerę - nadajesz się do handlu. Razem założyliśmy pierwszą firmę. Handlowaliśmy wszystkim czym się da, oprócz broni i narkotyków, które w tym czasie jeszcze nie były znane. Interes szedł dobrze. Kto żyw jeździł też do Berlina Zachodniego, Stambułu wszędzie można było zarobić. Warszawa to - wielki narodowy bazar, na którym zaopatrywała się cała Polska. 5 lat prosperity szpanu i forsy- taniec, hulanka i śpiew. Gdy rynek stopniowo się nasycił i nie brakowało już deficytowych towarów, zaczęło się kombinowanie. Wpadliśmy na pomysł pozyskiwania towaru od producentów i z hurtowni na krechę. Mówiło się wtedy: „Jak brać to księżniczki , jak kraść to miliony, a jak siedzieć to „ćwiarę”. (Ćwiara czyli maksymalny wyrok 25 lat). Jednym słowem życie na pełnym gazie. Za niespłacone towary dostałem 5 lat więzienia.
W czasie odsiadki przejechałem przez kryminały: zaczynając od aresztów w Wejherowie i Gdańsku, dalej Klęczkowska we Wrocławiu, Iława, Braniewo i Malbork– ot taka turystyka więzienna. Przemyślałem wszystko i miałem nowy biznesplan: założę rodzinę, będę mieć dzieci, zerwę ze starym życiem. Z mocnym postanowieniem bo zależało mi przecież na tym żeby szybko wrócić do domu. Z więzienia wyszedłem w 1998 r. za dobre sprawowanie. Zerwałem kontakty z dawnymi wspólnikami. Oni zostali w branży, ze względu na niechęć do legalnej roboty. Ale po 4 latach odsiadki nikt nie chciał przyjąć mnie do pracy, znajomi się odwrócili, pozostała robota na czarno i to tylko na budowach. Niestety ciężko było się wyrwać ze środowiska. Cały czas szukałem dziewczyny, chciałem zaimponować i znów zadałem się ze starymi kumplami. Był to jeden z gorszych błędów mojego życia. Wszystko zaczęło się od początku karuzela „przewałów” – i znów szybkie pieniądze. Jednego dnia zajeżdżam na podwórko kolegi a tam: 3 miski, 3 lusterka, garnitury, woda toaletowa. Pytam kumpli co to za heca – salon fryzjerski?. Wszystkie pijaczki z okolicy, byle z dowodem, umyci, ogoleni, pachnący. Podwoziliśmy ich kolejno do sklepów po telewizory. Odbiorniki i sprzęt wzięte na raty szybko trafiły do pasera, figuranci dostali po flaszce, a dla nas zysk do kieszeni. Grupa trudniła się też wyłudzaniem towarów na fikcyjną firmę. Wyglądało to tak: ładnie się ubrać, podjechać dobrym autem pod hurtownię, wziąć towar bez płacenia gotówką zostawić papiery dobre wrażenie i pieczątki. Ze zbytem po obniżonej cenie nigdy nie było problemu. Doszło do tego, że w 2000 r. znów byłem poszukiwany. W międzyczasie zmieniły się przepisy: wprowadzono instytucję świadków koronnych itd. Miałem duże szczęście, prokurator okazał się „człowiekiem”. Główny oskarżony przyznał się i zeznał: świadek „X” - ten mówił prawdę ale nie jest winny. Zostałem oczyszczony z zarzutów i wolny. Co tu robić? Pozostały niespłacone należności za towar w wysokości 100 tys. zł. Po tym wszystkim w 2001 r. na prośbę mamy pojechałem do Urzędu Pracy. I tu spotkało mnie szczęście, doradca zawodowy skierował do pracy w zakładzie. Dyrektorka przyjęła do roboty, dając szansę na normalne życie. 4 lata pracowałem jako konserwator. Gdy pracownicy dowiedzieli się o mojej przeszłości, niektórzy zaczęli kopać dołki. Większość załogi, z Panią Dyrektor stanęła za mną. Niestety gdy pojawiła się stała pensja i dochody do drzwi znów zapukali komornicy. W tym czasie popracowałem już kilka lat i poznałem przyszłą żonę. Wzięliśmy ślub w 2003 r. A w 2004 – tym urodziła się nam pierwsza córka Zuzanna. Podpisaliśmy intercyzę małżeńską. Po co rodzina ma odpowiadać za moje błędy. Nie mieliśmy własnego lokum więc wynająłem pomieszczenia magazynowe w zakładzie. Tam urządziliśmy mieszkanie. Gdy zmienił się Prezes zakładu, zmieniły się również porządki. Ja Pana nie wyganiam ale macie się wyprowadzić – powiedział, wręczając wypowiedzenie. Przeprowadzek było kilka a po drodze przybyło jeszcze troje dzieci. Najgorszy był okres pomiędzy styczniem 2010 do stycznia 2011 - cztery przeprowadzki w ciągu roku.
CZY DŁUGI SIĘ PRZEDAWNIAJĄ?
W latach prosperity 1989 – 1995 to była gorączka złota- Eldorado! A teraz brak pracy utrzymanie rodziny czwórka dzieci. Na dowód osobisty wziąłem pralkę i do starych długów doszły nowe. Ścigali mnie również dawni wierzyciele, których towary wziąłem i nie spłaciłem. Odsetki rosły jak na drożdżach. Dokumenty z kolejnych spraw obciążały mnie już na kwotę, jakiej trudno się doliczyć, będzie tego z 400 tys. Dodatkowo wziąłem na raty kamerę sony za 4 tys. W grudniu 2008 zadzwonił telefon ze kolejnej firmy windykacyjnej. Nie mogliście zaczekać do stycznia? 10 lat by minęło i sprawa uległaby przedawnieniu, a tak procenty dalej rosną. Oni wiedzą, że nie mam czym spłacić i znów zadzwonią w 2018 r. Każda taka rozmowa kosztuje 50 zł jest doliczona do rachunku, wysłanie listu wezwaniem 30 - 40 zł, ponaglenie z banku 15 zł. Bank dzwoni ze swojego telefonu ale dłużnik za to zapłaci z nawiązką i odsetki, odsetki, odsetki.
Obecnie zameldowany jestem w mieszkaniu rodziców. Samochód, który używam do pracy należy do znajomego. Mieszkanie wynajmuję od dobrych ludzi razem z meblami, nie mam nic swojego. Jest kolejka komorników, lecz żaden nie ma dobrego pomysłu na wyjście z sytuacji. Przekazują moje długi jeden drugiemu. Dzwonią do mnie z firm windykacyjnych ULTIMA, KRUK. Zawsze ta sama rozmowa: Pan Krzysztof - Tak. Proszę podać datę urodzenia – pyta miły kobiecy głos w słuchawce. Ja odpowiadam: 17 wrzesień 1875 rok. To co Pan ma 140 lat? Pytam - Czy to dziwne. Przecież zadłużeni muszą długo żyć, żeby pospłacać wszystkie zobowiązania. A Pani nie ma żadnych długów? My o Pana długach rozmawiamy, nie moich. Muszę takie głupoty gadać wtedy na jakiś czas przestają dzwonić.
Znam mnóstwo zadłużonych ludzi, spotykamy się w Miejskich Ośrodkach Pomocy. Np.: koleżanka ma 500 zł renty - komornik zabiera jej 180 złotych a na życie zostawia 300. Spośród jej 9-cioro rodzeństwa tylko jej jednej zabierają – bo jest najbogatsza i posiada w ogóle jakiś stały dochód.
Do MOP-su przestałem chodzić. Nasza opiekunka jest chytra - jakby ze swojego miała dać albo jej samej brakło. Tam gdzie chleją wódkę pieniądze daje większe. Gdzie normalna rodzina dostaniesz najwyżej 120 zł. Jakby żona się rozwiodła i powiedziała, że jestem alkoholikiem to by od razu dostała 600 zł. Im dają, a normalnym rodzinom nie, taka różnica. Ja tego nie rozumiem, bo jak jesteś głodny to pieniądze dostaniesz za miesiąc. Słyszałem, że największe zasiłki można otrzymać w Gminie Kosakowo. W Gdańsku po miesiącu od zgłoszenia a w Gdyni przyjdź za 2 miesiące. Pracownik socjalny woła mnie do siebie na wywiad środowiskowy, bo gdzie ma przyjść jak zmieniam adres. Żonie mówi tylko kiedy są darmowe jabłka do odebrania, a jak konserwy, masło czy ser przywieźli to nie daje znać. Kiedyś chodziłem do Caritasu i do kościoła, kiedy była potrzeba. Teraz muszę mieć skierowanie jak do lekarza. Są dni gdy bywa gorzej wtedy dzwonię do zaprzyjaźnionych ludzi i stówę pożyczę, ale jak nie ma roboty to wstyd dzwonić po następną. Niektórzy rozumieją i pozwalają odpracować. Znam się na pracach dorywczych, remontowych i ogrodnictwie. Biorę każdą robotę i jakoś leci.
Żona wychodzi o 14-stej do legalnej pracy a ja zajmuję się dziećmi. Jak złapię zajęcie to rodzice przyjeżdżają i opiekują się dziećmi. Staramy się żeby ta sytuacja nie miała wpływu na ich życie. Chodzą cały czas do tej samej szkoły. Chciałbym kiedyś odłożyć gotówkę na własne przedsięwzięcie, może warzywniak lub coś podobnego, ale z komornikami na karku legalnie raczej się nie da. Choćby dzisiaj: dwa pisma dostałem i przysyłają druczek, żeby zadeklarować kwotę do spłaty. Jak wygram w totka to im wyślę. Straszą mnie i nachodzą, schowki chcą przeglądać. Próbowałem jeszcze pracować na państwowej posadzie dostałem umowę na zastępstwo. Po miesiącu kierownik wezwał do siebie: Warszawa się nie zgodziła na zatrudnienie – powodów nie podano.

UPADŁOŚĆ KONSUMENCKA
Usłyszałem o możliwości ogłoszenia upadłości konsumenckiej więc poszedłem poradzić się prawnika. Ustawa obowiązuje 6 lat od 2009 roku, lecz niewiele ponad 30 osób w całej Polsce z niej skorzystało. Upadłość konsumencka okrzyknięta sukcesem okazała się legislacyjną fikcją i martwym przepisem. Jednostkowe koszty postępowania upadłościowego oraz koszty syndyka sięgają kilkunastu tysięcy złotych (samo złożenie wniosku 200 zł). Żeby ogłosić upadłość konsumencką trzeba mieć sporo pieniędzy i spełnić warunki - machnąłem na to ręką. Przeżyłem dwadzieścia lat z długami to przeżyję następne. Chciałbym wypłynąć na powierzchnię , złapać oddech, pójść do legalnej pracy nawet za najniższą krajową, żeby tylko więcej nie zabierali. W listopadzie 2013 r. zmuszony byłem wziąć pożyczkę z PROWIDENTA i regularnie spłacałem do września 2014 r. Jesienią miałem zastój i przestałem spłacać. W grudniu zadzwonił kierownik PROWIDENTA i zaproponował kolejną pożyczkę. Sami się proszą choć wiedzą, że nie mam pieniędzy. Jestem widocznie dobrym klientem skoro nie liczy się ile oddaję. Na Wielkanoc znowu zadzwonią z następną propozycją.
STARY I NOWY TESTAMENT
W starym testamencie i Prawie Żydowskim obowiązywał rok szabatowy czyli rok łaski. Nikt nie mógł pożyczać drugiemu więcej niż ten mógł mu oddać w ciągu 6 lat. W siódmym roku stawał się wolny od zobowiązań. Nawet ziemia oddana w zastaw siódmego roku wracała do pierwotnego właściciela. Ponadto co 50 lat oswobadzano wszystkich niewolników niezależnie od tego w jaki sposób i jak długo nimi byli.
Teraz mówię firmom windykacyjnym, że jak będę umierał, to zapiszę im w testamencie wszystkie moje długi. Gdy Człowiek pojawił się na ziemi nie było pożyczek, jak będzie odchodził z tego świata nie zabierze ich ze sobą.

Imiona w artykule zostały zmienione.

Historię Krzysztofa spisał: Arkadiusz Kowalina
(Arkadiusz Kowalina)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.