Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

127266 miejsce

Krzyż, polityka, naród, czyli Matrix w polskim wydaniu

Może i jestem głupi. Bom młody jeszcze, niedoświadczony i nie zdążyłem dostać od życia kopniaka w krocze. Mimo to, byłem w stanie otworzyć oczy i zobaczyć królika w kapeluszu. Teraz chcę zobaczyć dokąd prowadzi jego nora.

Uwielbiam, gdy życie mnie zaskakuje. A jako, że żyję i mieszkam w Polsce, zdarza się to stosunkowo często. W porządku, częściej niż "stosunkowo często". Bardzo często. No dobrze, przyznam - praktycznie cały czas jestem zaskoczony. Co mnie tak zdumiewa? Wiele rzeczy z różnych dziedzin - zdumiewa mnie stan komunikacji miejskiej w mojej miejscowości, zdumiewają mnie kuriozalne luki w naszym prawie, zdumiewają mnie ciągłe podwyżki cen żywności, paliwa i używek. Zdumiewają mnie upadające zakłady, zdumiewa mnie bierność polityków wobec tychże, zdumiewa mnie rosnące zadłużenie kraj.

Ale najbardziej zdumiewa mnie fakt, że ktoś stara się nam wmówić, że ważniejsze od tego wszystkiego jest miejsce stania krzyża upamiętniającego ofiary tragedii smoleńskiej, a co lepsze - z całkiem niezłym skutkiem mu się to udaje! Dziwi mnie naiwność polskiego społeczeństwa, które jak dziecko we mgle daje się prowadzić politykom za rączkę tylko po to, by zostać wplątanym w grę.

Wystarczy jeden gest, jedno słowo na konferencji prasowej, by wywołać burzę - protestów i aplauzów, manifestacji i kontrmanifestacji, obrazoburczych filmów i oskarżycielskich artykułów. Jesteśmy jak marionetki - dajemy się przekonać, że problemy, z którymi przychodzi nam się borykać na co dzień, są niczym, są malutkie, są tyci-tyci, o- takie, w porównaniu do prawdziwie poważnych dylematów. Gdzie krzyż ma stać? Jakie ma mieć wymiary? Z jakiego drewna? Żeby nie za drogiego, bo będzie to wyrazem ekstrawagancji i rozrzutności, ale oby też nie było zbyt tanie, gdyż oczywiście byłaby to oznaka braku szacunku wobec ofiar katastrofy. Rozważmy ten problem, żeby ów krzyż lub pomnik nie obciążył za bardzo kieszeni polskiego podatnika. Bo przecież nie robią tego pensje poselskie, prawda?

Ze smutkiem patrzę na tabuny ludzi stojących pod pałacem i manifestujących. Non stop manifestujących. Ziejących nienawiścią z jednej i drugiej strony, dających się kontrolować łatwiej niż niemowlak stawiający pierwsze kroki przy asekuracji rodziców. Boli mnie widok społeczeństwa rzucającego oskarżenia bez żadnych dowodów, tak samo, jak boli mnie widok społeczeństwa niepotrafiącego uszanować śmierci człowieka.

Żal mi patrzeć na seans wzajemnej niechęci, wyzwisk, przekrzykiwania. Seans prowokowany przez polityków, a odbywający się pod prawdopodobnie najważniejszym symbolem w dziejach ludzkości- symbolem zbawczej mocy cierpienia. Ile jeszcze minie, i co musi się stać, by Polacy w końcu zobaczyli w czym tkwi ich prawdziwa siła? Bo gdy jesteśmy zjednoczeni, możemy zrobić absolutnie wszystko. Najwidoczniej komuś zależy na tym, byśmy mogli jak najmniej.

Jak pewien pastor - miałem sen. Miałem sen, w którym polski naród przejrzał na oczy. Zidentyfikował kłamców nie wśród siebie, a wśród klasy politycznej. Odciął się od bezwzględnych pijawek na stołkach i zaczął sam tworzyć swój własny byt i swoją własną rzeczywistość. Rzeczywistość, w której na pierwszym planie stoi jego dobro, a co za tym idzie - dobro kraju. Rzeczywistość, w której potrafilibyśmy odróżnić rzeczy ważne od tych mało istotnych, nie sprzeczać się o te drugie, a na temat pierwszych sensownie dyskutować. Rzeczywistość, w której nie ma miejsca na Matrixa takiego, w jakim żyjemy teraz.

I wiem, że ten sen może się spełnić. Wiem, że Rzeczpospolita jeszcze nie umarła, i mimo wszystko, mimo wszelkich przeciwności losu, możemy się jeszcze podnieść z kolan i zrobić to, czego nie udało się osiągnąć po roku 1989. Wystarczy tylko się przebudzić - a raczej wyrwać z tego sztucznego świata, w którym żyjemy teraz - świata krzyży, samolotów, dochodzeń, słów, półsłówek, oskarżeń. Trzeba tylko wybrać czerwoną pigułkę. Oby nie było za późno.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Autorze, piątka.
Napisałem swego czasu tekst oparty o pewien ciekawy film - "Zamknąć ryje, idzie Jezus Chrystus Zbawiciel". W tym filmie było tak, że aktor wykrzykiwał, że prześladowani są zwykle ci rewolucjoniści, anarchiści, idealiści, nie przystosowani do życia w obłudzie paskudnej rzeczywistości.

Dzisiaj w Polsce stygmatyzowani są ci nieprzystosowani: starsze panie słuchające Radia Maryja, ludzie, którzy marzą o szacunku dla zmarłego tragicznie prezydenta, a dostają ściek z ust Palikota, rewolucjoniści chcący choć minimalnie nadwątlić rosnącą dominację jednej, słusznej partii i jednej, słusznej opcji.

Popieram Jarosława Kaczyńskiego, ale być może jeszcze bardziej poparłbym nową formację, zwłaszcza solidarystyczną i antykorporacyjną, ale bez kultu Jaruzela, słowem nowoczesną lewicę. No ale do takiej działalności potrzebna jest kasa, a finansowane z budżetu są partie o poparciu powyżej 3 procent. Zaklęty krąg...

Chyba jednak kiedyś skończy się rebelią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powodzenia w serwisie. Opisujesz jak na młody wiek całkiem niezły bagaż przemyśleń. Większość Polaków zna te oczywistości , ale z premedytacją nie przyjmuje ich do wiadomości. Mentalność Kalego jaką najczęściej przyjmujemy jest złotym środkiem na przetrwanie. Wielcy tego świata, wiedzą jak skutecznie osłabić przeciwnika, wystarczy go zdenerwować , skłócić z potencjalnymi sojusznikami i już zadziałają emocje a rozsądek zgubi się w akcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

UTOPIA ale Szlachetna. Pozdrawiam. p.s. Też miałem sen że politycy zniknęli z naszego życia. Nie chciałem się obudzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.