Facebook Google+ Twitter

Ksiądz wyznaje: Jestem uzależniony od seksu i fetyszy

Wspomina otwarcie, że już w wieku 5 lat przeżył "ogromną przyjemność, którą dziś identyfikuje jako podniecenie". Stało się to, gdy dotknął miękkiego kaftanika malutkiego niemowlaka w wózku. Potem wszedł w seksoholizm i fetyszyzm.

 / Fot. WikipediaCzłowiek, jako istota krucha, ma wiele naturalnych walorów, pozytywnych cech i zalet, ale i chorób, defektów i wad. Dotyczy to maluczkich i wielkich, przywódców narodu i uczonych, lekarzy, pisarzy, aktorów, autorytetów moralnych i duchownych. Gdy ktoś z tych ostatnich wyłamuje się pod jakimś względem - jesteśmy oburzeni, źli i wkurzeni. Bo jakże to mogło się zdarzyć takiemu… Bo taki to musi być bez plamy, skazy, bez zarzutu. Czysty jak anioł.

"W seminarium duchownym mój seksoholizm ujawnił się w całej pełni. Wrócił fetyszyzm. Tutaj też odkryłem masturbację" - pisze w emocjonalnym wyznaniu ksiądz, uzależniony od seksu. Jego świadectwo opisuje dziennik.pl, powołując się na "Gościa Niedzielnego".

Duchowny opowiada o swojej chorobie anonimowo. Jest w pełni świadomy o swoich defektach. Mówi i pisze o uzależnieniu od seksu. Wstydzi się swojego problemu. Ten problem ciągnie się za nim przez całe życie. Jak wspomina ze szczerością - już w wieku 5 lat przeżył "ogromną przyjemność, którą dziś identyfikuje jako podniecenie". Stało się to, gdy dotknął miękkiego kaftanika malutkiego niemowlaka w wózku.

Zobacz zdjęcie - Ksiądz (Fot. Shutterstock) - Dziennik.pl.

- Kiedy poszedłem do szkoły podstawowej, szybko poczułem przymus kompulsywnego dotykania koleżanki – przyznaje i wyjawia ksiądz pewne szczegóły, w świadectwie opublikowanym na stronie internetowej "Gościa Niedzielnego". - Tu też chodziło o jej miękkie bluzki. Nie potrafiłem tego powstrzymać, choć byłem nawet za to ukarany przez wychowawczynię. Potem nie wystarczył już zwykły dotyk. Pojawiły się fantazje, chęć pocałunku i chęć dotykania jej części intymnych.

Wstydliwa, choć niewinna choroba, jak wie i tłumaczy, niszczyła jego rodzące się związki z dziewczynami oraz więzi z przyjaciółmi. Nie dawała mu normalnie funkcjonować.

- Po maturze wstąpiłem do seminarium duchownego. I tutaj mój seksoholizm znów się ujawnił w całej pełni. Wrócił fetyszyzm. Zacząłem dotykać kolegów, którzy mieli miękkie ciuchy (szczególnie jednego). Znów wróciły wyrzuty sumienia. Tutaj też odkryłem masturbację - wyznaje duchowny. - Na trzecim roku, po rozmowie z ojcem duchownym, zaprzestałem masturbacji, chociaż tak naprawdę robiłem to nadal, tylko nie doprowadzałem się do orgazmu. Taki stosunek przerywany z samym sobą - wyjaśnia.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich i rozpoczęciu pracy w szkole, seksoholizm - jak pisze anonimowy ksiądz - rozwinął się na nowo. Znalazła się sprzyjająca okazja w sprzyjających okolicznościach. Był obiekt seksoholizmu. Pojawił się też alkoholizm.

Ksiądz – jak wyznaje – miał ucznia w szkole podstawowej, który był emocjonalnie poraniony, miał duży problem sam ze sobą. - Ten uczeń polubił mnie, zaczął się nawet do mnie przytulać. To oczywiście stało się pożywką dla mojej żądzy, dla mojego fetyszyzmu. Zacząłem szukać kontaktu z nim, pozwalałem mu się przytulać. Potem sam go dotykałem i przytulałem. To z kolei wywoływało u mnie silne wyrzuty sumienia i lęk – opisuje w internetowym wydaniu gazety.

Fetyszyzm w połączeniu z seksoholizmem zaszły tak daleko, że trudno było się od nich oderwać. - Nie potrafiłem przestać, choć próbowałem – przyznaje ksiądz. - Próbowałem też zerwać z masturbacją, zwłaszcza po rekolekcjach, ale potrafiłem wytrzymać bez niej zaledwie kilka dni. Pewną ulgą był dla mnie czas pieszych pielgrzymek, w czasie których zazwyczaj nie uruchamiałem się. Jednak zwykle po powrocie do domu, żądza nadrabiała stracony czas. Uruchamiałem się wtedy nawet kilka razy dziennie.

Świadectwo uzależnionego księdza, jego świadomość o trudnej, uciążliwej chorobie - to jednak dowód zwycięstwa nad chorobą. Jak wyznaje anonimowy ksiądz, gdy zrozumiał, że jest chory i odnalazł siłę, aby się z nią rozprawić – wszedł w grupę anonimowych seksoholików.

- Wyznałem swoje błędy wobec Boga i wobec sponsora – ujawnia fakty o udziale w programie terapeutycznym. - Przyznałem, że wyrządziłem krzywdę sobie i wielu innym ludziom. Pod kierunkiem sponsora starałem się naprawić wyrządzone zło, zadośćuczynić. Teraz nadal prowadzę codzienny obrachunek i staram się naprawiać wyrządzone krzywdy – zapewnia anonimowy ksiądz.

Wreszcie odstawił chorą żądzę i alkohol. Nauczył się - jak przyznaje, że to Bóg uwalnia mnie i uzdrawia. - Moja trzeźwość jest Jego darem - wylicza i zapewnia duchowny, a jednocześnie podkreśla: - Ufam, że Bóg jest większy od moich słabości.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.