Facebook Google+ Twitter

Książka, która powala na kolana

Amerykański dziennikarz David Rieff w książce „W morzu śmierci. Wspomnienie syna” opisał walkę Susan Sontag, swojej matki, ze śmiertelną chorobą. Efekty jego pracy rzucają na kolana. Powala w tej książce jej szczerość.

Okładka książki "W morzu śmierci. Wspomnienie syna". / Fot. Wydawnictwo CzarnePodejmując decyzję o napisaniu tej książki, David Rieff stanął przed nie lada wyzwaniem. Po pierwsze, w dzisiejszych dyskursach popkultury śmierć jest zupełnie nieobecna. A jeśli już się pojawia, to tylko jako coś zupełnie egzotycznego. Coś, co jawi się w oddali na horyzoncie, ale jest zwykłym fantomem, o którym nie wolno nawet myśleć. Bo po co? Lepiej żyć, na potęgę konsumować, bawić się i nie myśleć o tym, co nieuchronne. Biec bez celu jak lemingi…

Znaleźć język, którym można by publicznie opowiedzieć o śmierci matki bez ocierania się o ckliwość czy tani melodramatyzm - to było zadanie trudne, jeśli nie karkołomne. Autorowi „W morzu śmierci…” ta sztuka się udała. Nie popadł ani we łzawe wspominki, jak to „matka wielkim człowiekiem była i chorobie dać się nie chciała”, ani w cyniczną opowiastkę, którą można by streścić jednym zdaniem: „Tak było, opowiadam to na zimno”. David Rieff znalazł język nieco zdystansowany, ale też pulsujący emocjami i do szpiku przesycony intymnością. Z kart tej książki da się momentami wyczuć dystans, na który autor chciałby się oddalić, by wspomnieć zmagania matki ze śmiercią bez emocji. Ale nie zawsze ta sztuka mu się udawała, co jego książce tylko dodaje charakteru i wyjątkowości.

Drugą rzeczą, o którą Rieff mógłby się potknąć, byłby zarzut o żerowanie na śmierci własnej matki, by zarobić parę groszy. Nasza kultura jest może ekshibicjonistyczna i promuje różne warianty „obnażania się”, ale o śmierci bliskich mówić raczej nie wypada. Takie sprawy należy zostawić w intymnym, rodzinnym gronie. Warto przypomnieć tu casus polskiej wokalistki, Justyny Steczkowskiej. Diva kilka lat temu dała sobie zrobić sesję fotograficzną na jednym z warszawskich cmentarzy, przy rzekomym grobie ojca. Już wtedy spadły na nią gromy krytyki i pomyj, że „robi PR na rodzinnej tragedii”. A gdy okazało się, że nie było to miejsce spoczynku jej ojca, wtedy artystkę wręcz zmiażdżono. Głosu krytyki nie było za to słychać, gdy w tabloidach ukazały się zdjęcia nagusieńkiej Steczkowskiej, wypoczywającej nad tureckim morzem. Bo takie obnażanie uchodzi i jest pożądane. Słowem, goła d… tak. Śmierć - pod żadnym pozorem nie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

a ja dalej kręcę nosem, jak jedno i to samo na kilku stronach widzę :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiesz, Martynka jak człowiek nie musi pisać o dziurach w drogach, to od razu robi mu się lżej ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.11.2009 10:06

Łukasz, ja Cię nie poznaje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.