Facebook Google+ Twitter

Książka za recenzję. Julia Stagg: Francuska oberża

Gdyby do mieszkańców Fogas, we francuskich Pirenejach, dotarła wieść o runięciu wieży Eiffla, z pewnością nie spowodowałaby bardziej piorunującego wrażenia, niż nowinka o sprzedaniu miejscowej oberży. Sprzedaniu jej Anglikom!

 / Fot. Skan Anna JachMimo „kulinarnego” tytułu i mimo że autorka, Julia Stagg właśnie w niewielkiej miejscowości w Pirenejach prowadzi własną oberżę, niewiele w książce kulinariów, a te co są, zaprzeczają obiegowej opinii o kuchennym kunszcie Francuzów. Mieszkańcy Foges żywią się pieczywem z marketów, gotują - jeżeli w ogóle już gotują - dość podle, smakuje im cassoulet z puszki, a „mydło i powidło” kupują w jedynej w okolicy épicerie.

Bo tytułowa francuska oberża, w oryginale l’Auberge, jest tylko pretekstem do snucia fabuły, sięgającej do archetypu kulturowego: swój – obcy. Na tym tle budowana jest intryga, którą wydawca zapowiada na okładce jako: „Kilkaset stron fantastycznej zabawy”. Trudno wprawdzie zgodzić się z opinią nieco na wyrost, ponieważ powieść jest przegadana, za wiele w niej postaci i wątków pobocznych, jednak po przezwyciężeniu początkowych oporów i kilkakrotnym przerywaniu lektury, dobrnęłam szczęśliwie do końca.

Treść sprowadza się w skrócie do tego, że starsze angielskie małżeństwo Lorna i Paul Websterowie (nie wiedzieć czemu przez wydawcę zapowiadani jako Alex i Lorna, co bezkrytycznie powielają księgarniane portale internetowe), porzucają dotychczasowe życie na Wyspach i kupują starą oberżę, dojrzaną podczas wakacyjnej podroży po Francji.

Uderza to w zastany porządek wszechświata. Francuska oberża i Anglicy! Przecież oni nie potrafią gotować. Obrażają dumę i narodowe tradycje gastronomiczne. Narodowo-kulinarny, zaściankowy szowinizm usiłuje wykorzystać do własnych niecnych celów mer Fogas, Serge Papon, bo także merowska duma zostaje śmiertelnie ugodzona. Właśnie zamierzał odkupić oberżę i urządzić w niej szwagra. A skoro się nie udało, postanawił storpedować przedsięwzięcie Anglików, wykorzystując procedury i kruczki, powołując się przy tym, a jakże, na interes gminy.

Za merem przemawia pozycja w strukturach władzy, znajomość lokalnych biurokratycznych przepisów, brak wszelkich zasad fair play, umiejętność zręcznego manipulowania podległymi urzędnikami i sprytnego zdobywania poparcia wyborców, sprawianiem pozorów osoby kompetentnej, zapracowanej i życzliwej petentom. „ … zatrzymał się, żeby porozmawiać z Bernardem o nowym lemieszu (…). Stara wdowa (…) chciała wiedzieć, kiedy zacznie działać miejscowa poczta. Udobruchał ją kilkoma kłamstwami i obietnicami, których nie zmierzał dotrzymać (…). Zapewnił biedaka, że pozwolenie jest już przygotowane, choć nie kiwnął palcem w tej sprawie, odkąd podanie Philippe’a spoczęło w grudniu na jego biurku”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.