Facebook Google+ Twitter

Książka za recenzję: "Mister X" Johna Lutza

Co zrobić, gdy seryjny morderca jest na wolności, a piękna kobieta prosi Cię, byś pomógł jej go odnaleźć? Niezwłocznie rozpocząć śledztwo!

 / Fot. http://www.proszynski.pl/"Mister X" to piąty tom przygód detektywa Quinna. Nie jest jednak konieczne przeczytanie wcześniejszych, aby mieć frajdę z lektury. Na początkowych stronach autor nakreśla nam wyraźnie postaci i rozpoczęcie od części numer pięć w niczym nie przeszkadza.

Nasza przygoda z książką rozpoczyna się, gdy do biura nowojorskiego prywatnego detektywa wchodzi "martwa" kobieta. Jak się później okazuje, jest ona siostrą bliźniaczką ofiary seryjnego mordercy. To właśnie jego będzie na kartach powieści ścigać trzyosobowy zespół śledczy. A co zrobić, gdy zleceniodawczyni znika nagle? Oczywiście doprowadzić do rozwiązania zagadki, która później okazuje się nieco bardziej zawiła, niż się początkowo wydawało. A zwyrodnialec jest niezwykle brutalny - obcina swoim wyłącznie żeńskim ofiarom sutki i wycina poniżej piersi literę "X".

Książkę firmuje swoim nazwiskiem Harlan Coben i nie dziwi wcale fakt, że przypadła mu do gustu. Akcja jest prowadzona wartko i jak u Cobena każdy z krótkich rozdziałów odkrywa przed nami kolejne elementy zagadki kryminalnej. Podróżujemy więc po nitce do kłębka z każdą stroną pałając większą sympatią do wyrazistych bohaterów.

Detektywistyczna drużyna: Quinn, Fedderman i Pearl uzupełniają się w śledztwie, działając jak dobrze naoliwiona maszyna. Ich perypetie czyta się z dużą przyjemnością, przynajmniej fanowi kryminałów, jakim jestem. Niektórym intryga i zwroty akcji mogą wydać się trochę przewidywalne, bo co tu kryć, bywa schematycznie, jednak John Lutz stworzył kawał przyjemnej powieści pod hasłem "tropimy mordercę".

Dodatkowym atutem książki jest fakt, że u Lutza nie ma zbędnego epatowania przemocą i niesmakiem (jak to bywa np. u Alexa Kavy). Można powiedzieć, że zbrodnie podane są w sposób wyważony. Nie jest to powieść dla dzieci, ale autor oszczędził nam niepotrzebnych moim zdaniem bestialskich i sadystycznych wynurzeń.

Role są przejrzyście podzielone - grupa dobrych wojowników tropi zło. Czysto i klarownie. Czarno-biało. To może być dla niektórych wadą, wszak w życiu istnieje wiele odcieni szarości. Jednak ja odbieram ten fakt jako zaletę.

Wymowna jest okładka, opatrzona słynną amerykańską taśmą "miejsce zbrodni, nie przekraczać" (która zresztą pojawia się też na pozostałych tomach serii). Przywodzi na myśl słynne seriale "Kryminalne zagadki..." i książka w tej stylistyce jest utrzymana. Osobiście uwielbiam i telewizyjne przygody detektywów z Las Vegas czy Miami, jak i dobre powieści detektywistyczne i w tym wypadku John Lutz zaspokoił moje czytelnicze wymagania w stu procentach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.