Facebook Google+ Twitter

Książki, które przyczyniły się do rozwoju mojej osobowości

Od kiedy sięgnę pamięcią nie widzę czytających książki rodziców czy dziadków, choć to elokwentne osoby. Pamiętam za to, jak z pamięci cytowali mi długie wiersze i jak bardzo lubiłam ich słuchać..

Okładka książki / Fot. .Pierwszą książką, którą bardzo polubiłam była "Winnetou" Karola Maya. Znalazłam ją na półce z książkami w naszym rodzinnym domu. Należała do mojego taty, który w dzieciństwie pochłaniał książki przygodowe. Pamiętam jak dziś: jest już późna godzina nocna, a ja z latarką pod pierzyną czytam tę książkę. Ukrywałam się przed rodzicami, którzy kazali mi już dawno spać. Nie ważne wtedy były ani lekcje, ani lektury szkolne, bo zafascynował mnie świat na Dzikim Zachodzie, a także Indianie. I choć "Winnetou" to książka przeznaczona przede wszystkim dla chłopców, to właśnie od niej zaczęła się moja fascynacja literaturą. Być może to właśnie dzięki niej poszłam na Polonistykę, obroniłam dwie prace dyplomowe o tematyce literatury przygodowo-podróżniczej i z przyjemnością czytam teraz mnóstwo książek swoim dzieciom. Z książki po prawie 20 latach zapamiętałam wielkiego wodza Apaczów - Winnetou i jego przyjaciela - Old Shatterhanda. To oni zostali moimi autorytetami przez długie lata, ze względu na ich dobroć, szlachetność i waleczność. Zazdrościłam im ich nieskazitelnej przyjaźni, przygód, a przede wszystkim osobowości. "Winnetou" nauczyła mnie wrażliwości, miłości do bliźniego, a także ukazała jak wielkie znaczenie ma siła, która drzemie w każdym z nas.

Okładka książki / Fot. PromicDrugą książką, diametralnie różniącą się od "Winnetou", jest "W domu najlepiej", napisana przez Scotta i Kimberly Hahn. To wzruszająca opowieść o poszukiwaniu prawy i drogi życiowej przez bardzo kochające się małżeństwo. Jako nastolatka miałam szereg wątpliwości na temat religii, którą zaszczepili we mnie rodzice. "W domu najlepiej" poprzez świadectwo przede wszystkim Scotta - kalwińskiego pastora i wykładowcy, który odnalazł moc w katolicyzmie - rozwiązało moje wątpliwości. Do dziś podziwiam siłę tego małżeństwa. Moment, w którym Scott przeszedł na katolicyzm był dla Kimberly prawdziwym dramatem. Nie mogła się z tym pogodzić, znajomi proponowali, aby rozwiodła się z mężem. I nagle, pewnego dnia, studiując pisma teologiczne, odkryła, że w niektórych kwestiach to kościół katolicki, a nie protestancki ma rację. Scott i Kimberly, nawróceni z protestantyzmu, nie wstydzą się swojej wiary, nie mają także obaw przed głoszeniem jej wielkości. Są rzeczywiście szczęśliwi, że mogą być w Kościele, bo wiedzą, co oznacza bycie poza nim i znają wartość Eucharystii, sakramentu pokuty czy kierownictwa duchowego. Interakcje współmałżonków względem siebie są nacechowane życzliwością, akceptacją, empatią, tolerancją i wrażliwością, warto więc brać z nich przykład.

Okładka książki / Fot. RebisTrzecią książką, dzięki której wiem, że nigdy nie zostanę pisarką, jest "Interwencja" Robina Cooka. Kiedy pierwszy raz ją przeczytałam, nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Cały czas żyłam w opisywanej historii. Robin Cook jest lepszy od kawy, od której jestem w stanie się odzwyczaić. Od książek tego autora niestety nie. Teraz, kiedy mam bardzo mało czasu na czytanie literatury innej niż dziecięcej, nie ma dnia, w którym nie pomyślałabym jak wspaniale byłoby przeczytać kolejną jego książkę. Boję się jednak, że zaniedbam przez to moje maleńkie dziecko. Wróćmy jednak do książki. "Interwencja" jest bardzo inteligentnym thrillerem, którego akcja toczy się w Kairze, w Rzymie i Nowym Yorku. Bohaterem jest patomorfolog Jack Stapleton, którego przyjaciel Shawn Daughtry, znany archeolog, całkiem przypadkowo odkrywa kości z DNA Maryi. Jego znalezisko podważa dogmat o Wniebowzięciu Marii Panny. "Interwencja" wciąga jak szalona. Nie wiem jakim cudem, ale zapomniałam, że to fikcja literacka. Robin Cook ma niesamowity dar. Gdybym nie miała styczności z jego książkami, pewnie napisałabym swoją, a tak wiem, że nigdy mu nie dorównam. Za co szczerze i ja i Wy możemy mu podziękować :)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

@ Weroniko, być może dlatego że ją przeczytałam jako pierwszą, zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i do dziś ją zapamiętałam jako niesamowitą i bardzo dobrze napisaną - nic mi w niej nie brakowało i nic bym w niej nie zmieniła. Mój mąż też ją dobrze zapamiętał, bo o niczym innym nie mówiłam przez wiele wiele dni - miał ze mną męczarnię :)

@Pani Grzegorzu, książki czytałam w odstępie wielu lat. 1. pozycję jak miałam 7-8 lat, 2. jak miałam16-17, a 3. jak miałam 26-17 lat. Na raz rzeczywiście zupełnie do siebie nie pasują, ale oddzielnie wywarły na mnie bardzo duży wpływ. Każda z nich jest inna, każda wnosi inne przesłanie. Teraz czytam tylko te podobne do pozycji 3., bo ich właśnie potrzebuję :)

Dziękuję za komentarze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy pozycje nr 2 i 3 wzęte razem nie wywołują u Autorki męczarni duchowych? Przepraszanm za uszczypliwość, ale wzięte razem trochę mi nie pasują. To tylko taka drobna uwaga, bo artykuł mi sią sposodbał i z czystynm sumieniem daję 4 oraz podbijam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z wymienionych przez Ciebie książek przeczytałam tylko "Interwencję". Powieść ta podobała mi się, choć była trochę naciągana i, jak dla mnie, za mało było w niej wątków medycznych. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.