Facebook Google+ Twitter

Książki Tomasza Lisa dla autorów Wiadomości24.pl

Dziesięć najnowszych książek Tomasza Lisa "My, naród" mamy w nagrodę dla tych osób, które chcą się wdać z autorem w spór o Polskę. No, właściwie spierać się za bardzo nie będziemy. Ot, poprosimy o polemiczne wypowiedzi o na trzy tematy podniesione przez autora. Niekoniecznie bardzo długie wypowiedzi. Liczy się argumentacja.

Książki Tomasz Lisa. / Fot. Materiały własne.Pierwszy fragment, (wyrwany nieco z kontekstu): "W przypadku społeczeństwa obywatelskiego ponownie bokiem wychodzi nam to, że niemal zupełnie sobie nie ufamy.Wyróżnikiem współczesnej Polski pewnie w większym stopniu niż tradycyjna polska gościnność jest tradycyjna polska nieufność. (...)"

Druga myśl: "Złe rządy, złe drogi, piłkarze kiepsko grają, pogoda pod psem, ceny rosną, w telewizji na święta nic porządnego nie dają - taka standardowa polska litania, malkontenctwo a la polonaise. Coś w tym jest, bo przyjeżdżającym do Polski obcokrajowcom, w każdym razie tym, którzy jeszcze nie zdążyli się przejechać po naszych drogach, w oczy rzucają się od razu dwie rzeczy. Tylu ludzi milkliwych, ponurych, a w rozmowie najczęściej tylko narzekają i mówią co im nie wyszło, co im nie wychodzi albo co im na pewno nie wyjdzie. (...)"

I trzecia myśl, z którą - mamy nadzieję - posprzeczacie się trochę:
"Polsce potrzebna jest propaganda sukcesu. Nie nachalna, ordynarna i fałszywa propaganda jaką serwowano nam w czasach Gierkowskich, która z kraju żyjącego na kredyt uczyniła dziesiątą potęgę gospodarczą świata. Potrzebujemy tej propagandy w podwójnym sensie. Propagandy gigantycznego, fantastycznego sukcesu, który odnieśliśmy w 1989 roku i później oraz propagandy sukcesu jako pojęcia, wartości, celu, do którego trzeba i warto dążyć."

Na efekty twórczej sprzeczki z Tomaszem Lisem czekamy do poniedziałku 20 października. Jak sądzę, przeważy siła argumentów. Najciekawsze wypowiedzi ( w formie komentarzy wpisanych pod tym tekstem lub e-maili na adres: t.kowalski@wiadomosci24.pl) nagrodzimy książkami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (24):

Sortuj komentarze:

Co do propagandy sukcesu - zgadzam się w pełni, ale należy zacząć od podstaw. Od ogólnego uzmysłowienia sensu tego slowa. Bo sukces jako taki istnieje w naszym społeczeństwie ale my nie umiemy go zaakceptować!
Sukces to zjawisko, przed którym uciekamy i którego się boimy … a zwłaszcza konsewkencji sukcesu.
Do sukcesu dążymy przez całe życie, tak jak nas nauczono, tak nam wpojono ( i słusznie) ale nie nauczono nas życia z sukcesem i jego akceptacji – sukces oznacza odpowiedzialność, której nie chcemy . Przecież lepiej powiedzieć” to nie ode mnie zależy , to nie moja wina “itp
Wszechbytna zawiść prowadzi do tego, że wręcz wstydzimy się sukcesu nie doceniając go jak należy. Dostosowujemy się do ogólnej mentalności, ktora zabrania nam cieszyć się sukcesem.
Sukces to owoc naszej pracy dlaczego wiec większość boi się napelnić nimi własny koszyk i pochwalić się…??
Osoba pracowita, która odnosi sukcesy zawodowe nigdy nie zostanie określona jako “osoba pracowita” - tylko “zachłanna na pieniądze, zaniedbująca rodzinę, myśli tylko o sobie i o swojej karierze “itp.
Dlatego tez ośmielę sie powiedzieć , że sukces rozwija się bardziej w “podziemnej” formie( w podziemnych sprawach ponoć jesteśmy najlepsi…) – odnoszący sukces powie sobie – “ja wiem, że odniosłem sukces i na tym koniec, nie powiem dalej, bo …stworzy to wiecej problemów niż radości”
Dlatego też wolimy być określani jako “ambitne osoby”, ktore mają cele i dążą do nich ale na tym koniec. Jednak również i w tym przypadku znajdzie sie życzliwa osoba, która do “ambitnego” doda “głupi” czy “naiwny”, lub po prostu “a gdzie on się pcha!?”
AKCEPTACJA
Osobiście uważam, że to pierwszy ważny krok do sukcesu. Jednak wydaje mi się, że w naszym społeczeństwie nie ma mowy o czymś takim. Został przytoczny przykład polskich piłkarzy. To co od razu mi się nasuwa na myśl, to to, że nie mówi się “nasi doszli do europejskich” ale to, że “nasi nie strzelili gola… “i tu kłania się akceptacja –może powinno być - ja wiem, że “moi” piłkarze grają na takim a nie inny poziomie i WIERZĘ, że z czasem będzie lepiej (bo ponoć praktyka czyni mistrza). Optymizm wyjdzie na dobre nam kibicom i im piłkarzom, którzy odczuwając nasze zaufanie z pewnością będą robili wszystko, by go nie zawieść . Wydaje mi się, że pogarda do niczego nie doprowadzi… a perfekcja nie istnieje
Ponadto sport to nie tylko piłka nożna… mamy wielu atletów, mistrzów świata w różnych dyscyplinach. Dlaczego więc nie mówi się o tym tak głośno jak o niestrzelonym golu?
Reasumuąc, to co pragnę powiedzieć to to, że ja wcale nie twierdzę, że jest dobrze i tak ma być, ale to że optymizm jest kluczem do sukcesu ( jeśli rzeczywiście nas to interesuje…).
Nieustający lament do niczego nie doprowadzi. Nauczmy się określać pół szklanki wody jako półpełnej a nie półpustej….

Komentarz został ukrytyrozwiń

I Fragment: Ciężko jest stworzyć społeczeństwo obywatelskie, nie wykazując zaufania drugiej osobie. Typowemu Polakowi, któremu lepiej się powodzi trudno zaufać "słabszemu" - pomyśli, że chce go oszukać, aby dorównać jego statusowi społecznemu. Polska gościnność nadal występuje, ale wyróżnia nas nieufność. Polak prędzej zaufa obywatelowi innego kraju, niż własnemu rodakowi. Polacy kształtują swoje zdanie, ufając telewizji, w której słyszymy tylko o oszustwach w kraju...każdy chce każdego oszukać, a Polak, będący więźniem fotela widzi wszędzie spisek...

II Fragment: Nie zgodzę się z Tomaszem Lisem. Na pewno nie można uogólniać, że każdy Polak jest malkotentem. Można tu rozgraniczyć młode pokolenie od starszego. Młodzi ludzie są głodni sukcesu - dążą do celu nie zamartwiając się np. pogodą. Jeśli jadą na wakacje to albo do ciepłych krajów, albo zwiedzają kraj ojczysty z paczką znajomych, z którymi zawsze będzie im dobrze. Nie narzekają, a oceniają otaczającą ich rzeczywistość. Gorzej wygląda to patrząc na starsze pokolenie. Na pewno nie wszyscy tak sądzą, ale większość Polaków starszego pokolenia uważa się za ekspertów w każdej dziedzinie i wszystko jest złe...szkoda tylko, że nie chce im się działać...lepiej być więźniem fotela...

III Fragment: Nie zgodzę się z tym zupełnie. Młodym ludziom nie jest potrzebny sukces kraju. Każdy daży do własnego celu, osiągając wcześniej czy później swój mały lub duży sukces. Starszemu pokoleniu nie jest potrzebny sukces Polski. Wszyscy będą zachwyceni przez...2-3 dni i krajowy optymizm pryśnie...każdy wróci do codziennych obowiązków i znowu będzie narzekał, czasami jedynie wspominając sukces...np. jak to w 1974 roku zdobyliśmy brązowy medal na MŚ, a teraz nie potrafimy tego powtórzyć. Sukces prowadzi do narzekać przez kolejne lata. Sukces Polski musiałby się regularnie powtarzać, aby mógł coś zmienić..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkowicie nie zgadzam się z tezami zawartymi w książce Tomasza Lisa. Sądzę, że Polsce nie potrzebna jest droga sukcesu, lecz calkowicie odejscie od prymitywnej neoliberalnej ideologii ktorą wprowadził na początku lat 90 L. Balcerowicz. W moim przekonaniu pózniej jako społeczeństwo nie odnieśliśmy żadnego sukcesu w przeciwieństwie do globalnego kapitału. Ponadnarodwe koncerny zwolnione z płacenia podatków, sowicie opłacani menedżerowie w bankach i innych spółkach giełdowych, powiązane z globalnym kapitałem elity polityczne, spekulanci giełdowi - oni wszyscy odnieśli często spektakularny sukces, gorzej się powiodło zwykłym obywatelom. Myślę, że propagandę czasów Gierkowskich zastąpiono prymitywną i nachalną neoliberalną propagandą, która promowała wyścig szczurów i doprowadziła do powstania gigantycznych nierówności społecznych. Na szczęście ta ideologia bankrutuje w samym sercu systemu, tj w USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I. Teza, że Polacy nie są narodem ufnym pozbawiona jest jakichkolwiek podstaw. Wystarczy wziąć pod uwagę wszelkie kampanie wyborcze po 1989 r. Pierwszych wyborów prezydenckich omal nie wygrał Stanisław Tymiński. Obiecał narodowi, że tak jak z niczego zrobił prosperującą w Peru telewizję, tak zrobi z Polski prawdziwy raj mlekiem i miodem płynący. Nikt do tej pory go nie znał, a jednak większość mu bezgranicznie zaufała. Przeszedł do drugiej tury wyborów, gdzie sondaże dawały mu przewagę nad samym Lechem Wałęsą. Dopiero rozpowszechnienie materiału filmowego ukazującego pretendenta jako niewiernego tyrana maltretującego w prywatnym życiu codziennym własną żonę spowodowało, że nie objął tego Urzędu. Nie, nie na skutek spadku zaufania - na skutek wytworzenia obrazu nie przystającego do wizerunku Polaka - katolika. Mimo zaufania przestali go popierać nawet ci, którzy każdego niemal dnia raczą się bynajmniej nie mlekiem (chyba, że kwaśnym zabijającym poranną suchość w ustach), a jak się już uraczą, to leją żonę ile wlezie, żeby wiedziała, kto jest panem w domu i gdzie jest jej miejsce. Potem te rewelacje okazały się bezpodstawne, ale było już po wyborach. Wszyscy w tym kraju pragną sprawiedliwości, cokolwiek by to nie miało znaczyć i przestrzegania prawa równego dla wszystkich. Ufnie podeszli do wyborów tak prezydenckich jak i parlamentarnych - w obu wypadkach większość wybrała opcję obiecującą realizację tych zasad. Nie ważnym było, że popularne hasła głosili ludzie związani niegdyś z „Telegrafem”, FOZZ, czy „Fundacją Prasową „Solidarności””. Liczyła się ufność! Po drodze było jeszcze parę wyborów, które wygrywały ugrupowania obiecujące gruszki na wierzbie! Im więcej gruszek, tym lepszy wynik wyborczy. Tak więc jestem w stanie postawić tezę przeciwną do tezy Pana Tomasza Lisa:
W dobie społeczeństwa obywatelskiego wyróżnikiem Polski jest ufność wzajemna równa tradycyjnej polskiej gościnności. Bywa, że gościnność jest kosztowna, ale nasza tradycyjna polska ufność kosztuje jeszcze więcej, jednakże i tak nie wywołuje w tej kwestii tendencji do oszczędzania.
II. Cudzoziemcy przyjeżdżając do Polski niech się najpierw przejadą ze 100 km. po naszych drogach (o ile ich samochody to wytrzymają). Można gwarantować, że zniknie uśmiech z ich radosnych twarzy - im lepszym będą dysponować samochodem, tym szybciej to nastąpi! Przestaną się wtedy dziwić, że spotykają tylu ponurych, milkliwych - podobnych sobie ludzi. Jak jeszcze zdarzy im się zobaczyć te wiadukty wolno stojące na łąkach do których miały prowadzić autostrady a nic nie prowadzi, to sami stwierdzą, że z tego już nic nie wyjdzie. Ktoś tym bałaganem od lat musiał zarządzać, więc jak się dziwić, że Polacy narzekają na rządy, którym bezkrytycznie zaufali. Marnotrawstwo kosztuje, więc jak ceny nie mają rosnąć? Piłkarze tkwiąc w tym marazmie doskonale się w niego wpasowują. Telewizja co ma innego pokazywać? Jak będzie za fajna, odda rzeczywisty obraz normalnego świata, to jeszcze tylko pogłębi narodową frustrację. I tylko pogoda jest jaka jest niezależnie od całego tego kramu. Łatwo jest być cudzoziemcem we własnym kraju - niech spróbują tu przeżyć. Ciekawe, jak wielu się to uda i czy jeszcze się będą dziwić?
III. Propagandy nam żadnej nie trzeba - mamy każdego dnia jej w nadmiarze! Nam trzeba zbiorowej mądrości i dążenia do wymarzonego celu, jakim jest polepszenie własnej egzystencji i stworzenie warunków do godnego życia przyszłym pokoleniom! Trzeba nam jedności narodowej w osiągnięciu tych celów - włączenie w ten proces wszystkich bez sztucznego różnicowania społeczeństwa, bo przecież tylko krowa podobno nie zmienia poglądów. Parafrazując słowa poety:
A niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie krowy, że swój rozum mają! Mniej ufności więcej poczucia realizmu i jedności - tego nam wszystkim trzeba, a nie pustej propagandy, którą narodu wykarmić się nie da.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ksiazki pana Lisa to zbior komunalow: owszem w dzisiejszej tabloidowej rzeczywistosci czasmi potrzebna jest podreczna antologia komunalow.
Zasadniczo jednak odrzuca mnie od lektury nieznosna, podskorna obecnosc przekonania o wyzszosci "czwartej wladzy" nad wszelka inna. Tabloidyzacja wszelkiego przekazu dziennikarskiego z jednoczesnym podkreslaniem swego statusu jako "czwartej wladzy" mierzi mnie i wielu moich znajomych. Sa ksiazki ciekawsze niz te napisane przez Tomasza Lisa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I.
To nie do końca prawda. Ufności brakuje w życiu społecznym, szczególnie politycznym I trudno się temu dziwić po tylu niespełnionych obietnicach i deklaracjach. Zaufaniu ni służy też fakt, że polska lewica potrafi lansować rozwiązania liberalne, a skrajna prawica czerpie z kolei po pomysły formacji lewicowych. W efekcie tworzy się taka polityczna schizofrenia.
Na szczęście pozostało nam sporo ufności w relacjach rodzinnych, koleżeńskich i towarzyskich. I tego wynika też – nie wiem czy pozytywny – fakt, że tak niewielu Polaków wie, że należy do tak wielu zdradzanych. ;)

II.
A co jest lepsze: malkontenctwo „a la polonaise” czy wieczne, tak często udawane zadowolenie i krzywienie ust w udawanym uśmiechu? Chyba w tym naszym swojskim malkontenctwie jest jednak więcej prawdy i szczerości. Pomijam oczywiście przypadki kliniczne, które należy leczyć. Wówczas można by na przykład zastosować kastrację (ale tylko dobrowolną!!!) pesymizmu. Dobry przykład mogłyby dać osoby z pierwszych stron gazet.
PS.
No ale jak nie narzekać na piłkarzy po meczu ze Słowacją?

III.
To utopia. Głosząc sukces III RP mimowolnie przyznajemy, że IV jest jeszcze niepotrzebna. Zaczynając sukces od IV RP trzeba by przekreślić dorobek III. Rozwiązaniem byłaby RP III, koma ileś tam, ale wtedy byłby to – nie do przyjęcia przez nikogo – tylko półsukces. Polskie piekiełko wciąż funkcjonuje sprawnie, proponuję więc wrócić do tematu (najwcześniej!) po wymarciu pokoleń tworzących obie RP przełomu tysiąclecia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tomaszu, liczę, że zaprosi Pan swych oponentów do programu! Dyskusja byłaby gorąca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I

Problem nieufności z pewnością jest obecny, ale nie wynika sam z siebie. Na pytanie: „Czy potrafiłbyś wymienić grupę kilku/kilkunastu osób, którym bezgranicznie ufasz”, większość Polaków z pewnością odpowiedziałaby „tak”. Najczęściej są to członkowie rodziny, przyjaciele, bliscy znajomi. W tym gronie potrafimy kooperatywnie działać, walczyć o wspólne interesy i pod tym względem nie odbiegamy od innych narodów. Problem zaczyna się, gdy przychodzi współpracować z osobami, z którymi nie łączą nas tak zażyłe znajomości. W takich sytuacjach niemal automatycznie przypisujemy im z góry złe intencje, nawet jeśli w ogóle ich nie znamy. A przyjmujemy taką postawę prawdopodobnie dlatego, że naiwność to cecha, którą bardzo lubimy obśmiewać. Wolimy więc być skrajnie nieufni, niż przez kogoś oszukani. Suma sumarum, co z tego wynika? Ano to, że na przykład klasa zgranych ze sobą uczniów potrafi walczyć o swoje interesy w szkole, ale już szersza społeczność lokalna rzadko kiedy potrafi zebrać się i wspólnie działać. Szczególnie widoczne jest to w dużych miastach, gdzie społeczeństwo obywatelskie prawie w ogóle nie istnieje.

II

Opisane „malkontenctwo” ściśle wiąże się z niebywałą polską tendencją do popadania w skrajności. Skoro już mowa o piłkarzach, doskonale widać to na przykładzie trenera Leo Beenhakkera. W ciągu zaledwie dwóch lat pracy, był już w oczach mediów i kibiców przynajmniej trzykrotnie noszony na rękach – i tyleż samo razy był antybohaterem. To fenomen niespotykany chyba w żadnym innym kraju (przynajmniej europejskim) i naprawdę trudno wyjaśnić, z czego wynika. Może swoją rolę odgrywają tu uwarunkowania historyczne. W niedawnym wywiadzie dla „Dziennika”, minister Sikorski mówił o polskim zwyczaju „chwalenia się klęskami narodowymi”. Wystarczy przejrzeć podręczniki do historii, by domyślić się, o co chodzi. I po takiej edukacji przychodzi refleksja – dlaczego za najwspanialsze chwile w dziejach Polski uznajemy te, w których coś nam mimo wszystko nie wychodziło? Może nie było lepszych? A skoro tak, to pewnie po prostu nic nam nie wychodzi... Zwłaszcza jeśli rzeczywiste osiągnięcia Polski i Polaków (czytaj: Okrągły Stół, reformy Balcerowicza) są dziś mocno kwestionowane lub wręcz obalane.

III

Polsce nie jest potrzebna żadna propaganda sukcesu. A przynajmniej nie taka, jaką mieliśmy okazję obserwować w ostatnich latach. W wielu dziedzinach życia – szczególnie w sporcie – mamy do czynienia z przesadnym, wręcz sztucznym oczekiwaniem na triumf. Ma to wiele wspólnego z opisanym już popadaniem ze skrajności w skrajność. Niestety, w wielu sytuacjach myślimy sobie: musimy głośno mówić, jacy to jesteśmy pewni siebie, głodni sukcesu, pokażmy innym... i robimy to w formie karykaturalnej, wręcz groteskowej. Pisałem o tym swego czasu w artykule „Nakręceni na sukces”. Miało to miejsce, gdy film Andrzeja Wajdy nie dostał Oscara, a wszyscy w Polsce wydawali się tak zawiedzeni, jak gdyby ktoś wcześniej obiecał im, że „Katyń” nagrodę zgarnie. To sztuczne, demonstrowanie własnej siły jest właśnie naszą propagandą sukcesu, która tylko szkodzi i z którą jak najszybciej powinniśmy zerwać. Rozbudzanie nieuzasadnionych nadziei nie jest sposobem. Jeśli rzeczywiście chcemy dążyć do sukcesu, zamiast uprawiać jakąkolwiek propagandę powinniśmy prezentować podejście: uda się, nie uda? – nigdy nie wiadomo, ale na pewno warto starać się i próbować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ad.1.
To nie brak zaufania to po prostu zazdrość i zawiść zżera nasze społeczeństwo obywatelskie. Zazdrościmy wszystkim wszystkiego. Bogactwa bogatym, wolności biednym, rencistom choroby, pijakom zdrowia i tak w nieskończoność.

Ad.2.
Nie jesteśmy krajem ponuraków. Jesteśmy krajem ludzi głęboko zamyślonych i zatroskanych. Stale czujnie rozglądamy się dookoła by nie dać sobie zrobić krzywdy. Z drugiej zaś strony przełykając gorycz zawiści planujemy jakby tu bliźniego załatwić.

Ad.3.
Nie potrzebna nam propaganda sukcesu. W kraju, w którym na pytanie: Kiedy będzie lepiej? Odpowiada się: Lepiej już było. Sukces jest godny potępienia, podejrzany etycznie moralnie i finansowo. Nawet jeśli się nam przypadkiem wymsknie jakiś sukces to zrobimy wszystko aby go zniszczyć, a przynajmniej zmniejszyć lub obrzucić błotem

Komentarz został ukrytyrozwiń

I

Społeczeństwo obywatelskie nie powstaje ot tak. Aby mogły wykształcić się odpowiednie postawy, przekonania i sposoby działania, musi upłynąć przecież sporo czasu. Pomijam pozostałe czynniki dotyczące tego wielce złożonego zjawiska. Pragnę za to zwrócić uwagę na inną sprawę - nie sztuką jest dowodzić, iż przez naszą "wrodzoną" nieufność rzekomo nie budujemy społeczeństwa obywatelskiego. Sztuką jest dostrzec te inicjatywy, które dowodzą, że - wbrew pozorom - dzieje się w tej materii w Polsce coraz więcej. I lepiej. I czy to będą coraz ciekawsze inicjatywy studenckie, czy rozmaite ruchy społeczne, czy wreszcie zorganizowana świetlica dla dzieciaków - to się dzieje naprawdę. I o tym tak naprawdę warto mówić. Bo takie właśnie formy zaangażowania dowodzą rosnącego w Polsce zaufania - do innych, ale i do samych siebie.

Proszę popatrzyć na wyniki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Proszę policzyć wsparcie finansowe uzyskane w ramach 1%, które zasiliło konta organizacji użyteczności publicznej. To nie jest wyraz zaufania? Panie redaktorze proszę pamiętać - nie od razu Kraków zbudowano.

II

Przedstawiona wyżej myśl brzmi dla mnie cokolwiek zabawnie - oto autor piętnuje Polaków narzekanie, samemu przy tym... narzekając. To nieprawda Panie Tomaszu z tym narzekaniem. Jasne, pod tezę można podciągnąć wszystko. Pan jest w stanie udowodnić mi, że wciąż tylko biadolimy i się użalamy, ja Panu - że wręcz przeciwnie. Pisząc jednak o naszym narzekaniu, sam Pan narzeka. Pewnie, drogi fatalne. Jasne, rządy mogłyby być lepsze, piłkarze zawsze grać tak jak z Czechami, a w TV można by było odpuścić sobie "Kevina" na święta. Ale to akurat wiemy sami. Za to obcokrajowcy - przynajmniej mi - mówili co innego. Że ludzie otwarci (!) i uczynni. Że starówka we Wrocławiu piękna, kuchnia polska smaczna, a język uroczo niezrozumiały. A okiem gołym widać spory postęp i rozwój. Pewnie, że to tylko jedna strona medalu. Ale Panie Tomaszu - to Pan narzeka, nie ja :)

III

Może określenie "propaganda" jest tu nieco zbyt mocne i użyte trochę na wyrost, ale generalnie trudno jest się z tym nie zgodzić. Fatalnym dla mnie symptomem współczesnej polityki jest to nasze polskie piekiełko z wiecznym sprzeczaniem się o sprawy sprzed lat 25 i sobie tylko przypisywanie sukcesów późniejszej transformacji przez rozmaitych politykierów. Niesmaczne to i budzące odrazę. Zwłaszcza, że - niezależnie od dzisiejszych ocen i zachowań - sporej grupie ludzi udało się doprowadzić do tego, o czym pewnie nie marzyli. Do wolności. I to - bez względu na harce, kłótnie i połajanki - jest niesamowite. Warto o tym pamiętać i warto pracować, by taki właśnie tego przekaz był tym nasuwającym się na myśl od razu, oczywistym wręcz, gdy tylko mówi się o współczesnej Polsce.
Natomiast sukces jako wartość sama w sobie to kolejna sprawa i tej tezy w dzisiejszej Polsce postrzeganie to temat zaiste frapujący. I o ile postaw pod tym względem pozytywnych zauważam coraz więcej, tak zgodzę się, że warto podjąć wysiłki, by przekonać każdego, iż odnoszenie sukcesów jest ze wszech miar dobre i wskazane. Że do sukcesu warto dążyć. Tak, aby nikomu nie kojarzył się on z cwaniactwem, pozorowaniem i wykorzystywaniem koneksji. Sukces jako wartość sama w sobie powinien łączyć się z moralną i uczciwą drogą do niego - bez ciężkiej pracy o sukcesie nie może być mowy. W Polsce ludzi, którzy coś osiągnęli często bez namysłu klasyfikuje się jako oszustów i krętaczy. I takie właśnie postawy warto zmieniać. Przy czym pamiętajmy - dziś dla wielu młodych ludzi sukces jest już celem. Nie pustym słowem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.