Facebook Google+ Twitter

"Księstwo". Jaka to polska prowincja zła i paskudna

„Księstwo” Andrzeja Barańskiego. Filmów krytykujących prowincję jest u nas sporo, rzec można, że nie ma żadnych innych, bo jako żywo, gdy nie ma nawet prowincji na ekranie, to dlatego, że zła i paskudna i lepiej pokazać miasto. A jak już jest dobra, to tak bardzo, że można dostać niestrawności.

Andrzej Barański ("Parę osób mały czas", "Nad rzeką kórej nie ma"), mimo że reżyserią para się nie od wczoraj, nakręcił film tak, jakby był debiutantem i chciał pokazać wszystko. A raczej nic, wszechogarniające nic, jałowość i pustkę. Skąd ten pesymizm u dojrzałego twórcy, autora, który doczekał się godnego zazdrości przewodnika „Krytyki politycznej”, na razie jako jeden z czterech obok Żuławskiego, Skolimowskiego i Herzoga?

Ktoś powie, że prowincja sama na swój obraz pracuje, ale to nie ten klucz. U Barańskiego wszystko, co widzimy, jest niejako wtórne, nawet pozornie świeże obrazki, wydają się po czasie znajome, z innych dzieł. Jak np. jedna z nielicznych oryginalnych scen - usypiania wszystkich wiejskich psów - szybko przechodzi w banał, gdy chłopi niemalże linczują sąsiadkę, która własne psy zachowała. Taka spontaniczna wrogość i agresja od razu imputuje obraz ciemnogrodu z książek Grossa, tak samo jak równolegle kręcony „Z daleka widok jest piękny” Sasnalów.

Mamy tu więc samotnego, młodego chłopaka, Zbyszka (Rafał Zawierucha), którego nie stać na utrzymanie się w mieście. Studia mu nie idą, praca też nie. Miał kiedyś szansę zabłyśnięcia w piłce nożnej, ale zdarzyła mu się kontuzja. Mógł kiedyś porządnie się zakochać, ale jego dziewczyna poszła studiować do innego miasta. Mógł skończyć studia, ale był zbyt słaby. I tak dalej, nasz bohater to dziecko szczęścia inaczej. Jego ambicją jest jednak sprostać misji dziejowej – jak dowiedział się kiedyś od ojca – płynie w nim rzekomo książęca krew, a jak wiadomo szlachectwo zobowiązuje. Aspiracje przerastają jednak chłopaka - wraca z miasta do wsi, wyrzucony ze studiów, a motorem zdarzeń jest przemilczenie tego faktu, którego dokonuje przed owdowiałą matką: to nie wilczy bilet, ale letnie, przeciągające się wakacje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.