Facebook Google+ Twitter

"Kształt rzeczy..." ludzkiej

Dramat Neila LaBute pt. "Kształt rzeczy" opowiada o sztuce i jej granicach, miłości, poświęceniu i przyjaźni. Jego teatralną interpretację możemy zobaczyć w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze. Sztuka warta obejrzenia.

Stworzony przez Neila LaBute dramat sceniczny na cztery osoby, swoją prapremierę miał w 2001 w Londynie, filmową wersję zrealizowano dwa lata później. Sztuka współczesna o współczesności. O kobiecie i mężczyźnie razy dwa. Każda z postaci jest jednocześnie twórcą i tworzywem.Tworząc "coś" jednocześnie konstruuje samą siebie w oczach innych osób.

Materiały organizatora. / Fot. Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej GórzeW głównej roli możemy zobaczyć Karolinę Honcherę, która wcieliła się w rolę Evelyn - studentki akademii sztuk pięknych, tworzącej pracę dyplomową, która ma być instalacją, o tworzeniu czegoś, czego sama bliżej nie określa. Zafascynowaną kulturą dwudziestokilkulatkę, która w małomiasteczkowym muzeum próbuje zniszczyć rzeźbę starożytnego bóstwa z doczepionym figowym listkiem, w wiadomym miejscu, przyłapuje Adam (Robert Gulaczyk) - woźny w muzeum, student anglistyki, utrzymujący się głownie z kredytów studenckich. Aby zapisać sobie numer Evelyn, oddaje jej swoją szmacianą, noszoną od trzech lat kurtkę aby jego nowa znajoma mogła wypisać na niej sprayem swój numer telefonu. Rzeźba została ocalona... niestety. Tak właśnie zaczyna się burzliwa znajomość Evelyn i Adama, która zmuszona będzie przetrwać niejedną próbę i dla której każde z nich będzie musiało poświecić bardzo wiele.

Kolejną sceną jest spotkanie Evelyn ze znajomymi Adama, Philipem (Wojciech Brawer) i Jenny (Marta Frąckowiak). Ci drudzy są już narzeczeństwem, planują wspólny ślub.... pod wodą. W tym związku twórcą jest Philip, on podsuwa pomysły i je realizuje. Jenny - dawniej zakochana w Adamie, teraz biernie podporządkowuje się woli obecnego narzeczonego. Dla mnie postać Jenny to materiał, żywy, posiadający uczucia, a w gruncie rzeczy to tylko osoba niezdolna do otwartego sprzeciwu, ale ukrycie dążąca do zmiany życia na lepsze. W kawiarni dochodzi do sprzeczki między wyzwoloną artystką Evelyn a konserwatywnym w swych naukowych poglądach Philipem. W całej scenie obrywa się też biednemu Adamowi, który stara się pogodzić swoją dziewczynę i najlepszego przyjaciela.

W późniejszych scenach coraz bardziej dostrzegamy modyfikację tytułowego kształtu rzeczy. Pod czujnym okiem Adam wyrzuca starą kurtkę, zrzuca dziesięć kilo wagi, ścina niesforne włosy, okulary zamienia na soczewki, przestaje obgryzać paznokcie, a nawet poddaje się operacji nosa. Wszystko z pozoru wynika z jego własnej i nieprzymuszonej woli. Ale gdy ze swojej metamorfozy tłumaczy się przyjaciołom, widać wyraźnie, że motorem każdej zmiany jest właśnie Evelyn. Prowadzi ona z Adamem niezwykła grę, nie zmusza go do niczego, sama kupuje mu kurtkę, pokazuje jak powinien wyglądać prawdziwy mężczyzna. Adam godzi się nawet na operację zmniejszenia nosa, lecz wszystkim znajomym wmawia później, że złamał go upadając na schodach.

Materiały organizatora. / Fot. Lubuski Teatr w Zielonej GórzeUrokowi nowego Adama nie może oprzeć też jego dawna niespełniona miłość, Jenny. Pewnego dnia spotykają się w kawiarni, ona nie jest już tak pewna swojego związku z Philipem. Dochodzi do niespodziewanego pocałunku, wywołującego z początku niemałe zakłopotanie obojga. Z czasem przeradza się w coś więcej. To spotkanie Adam uwiecznia w swoim pamiętniku, do którego zajrzała Evelyn. Nie omieszka wytknąć tego faktu na przyjacielskim spotkaniu dodając, że dla wyrównania rachunków sama miała randkę z Philipem. Przyjaciele znów rozstają się w atmosferze wzajemnej wrogości. Gdy Adam i Evelyn i Adam zostają sami ta stawia mu propozycję, właściwie nie do odrzucenia. Adam ma zrezygnować z przyjaźni z Jenny i Philipem.

Oczywiście nie koniec na tym. Jest to jedna z zasadniczych scen w tym spektaklu. Widzowie powoli domyślają się co właściwie jest tytułowym kształtem rzeczy. To dobry moment, aby zastanowić się nad istotą sztuki, swoistego odwrócenia performance. Każda z teatralnych postaci staje się panem i władcą własnego, i cudzego losu. Evelyn kształtuje Adama, Adam kierowany przez swoją narzeczoną kształtuje swój nowy, lepszy wizerunek, w pewnym momencie ostatecznie odwraca się od najlepszych przyjaciół kształtując tym samym relacje na dwóch płaszczyznach: partnerskiej i przyjacielskiej. Jenny - poprzez bierna postawę kształtuje całokształt swojego życia, a dzięki nocy spędzonej z Adamem zmienia relacje z Philipem. Philip - jako twórca dyktuje życiem Jenny i wyśmiewa postawę Adama. Sam staje tworzywem w momencie zdrady Jenny.

Na uwagę zasługuje kolejna osoba dotąd celowo pomijana. Kelnerka (Sandra Staniszewska) to jedyna postać, która w całym przedstawieniu wypowiada ledwie pięć słów. Pozostaje obserwatorem przyjacielskich spotkań czworga młodych ludzi. Jako jedyna z całej sztuki wychodzi z podniesiona głową, nie jest twórcą ani tworzywem. Staje się postacią, której zazdrościmy już na samym końcu spektaklu. Wcześniej nie zauważana, stojąca niżej od początkującej elity uniwersyteckiego miasteczka. Jej słowa i gesty ją dla odbiorców wymowne, mimowolne, dyskretne ruchy, trzaśnięcie krzesłem o podłogę nie pozostawia w odbiorcach wątpliwości co do jej wewnętrznych, nigdy nie wypowiedzianych na głos przemyśleń nad losem bohaterów.

Sama sztuka będąca cyklem teatru wartości z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. Traktuje o ludzkim indywidualizmie, wolności człowieka i granicach sztuki, a także rolą człowieka jako przedmiotu i podmiotu rozmaitych działań podejmowanych przez innych. Sztuka zmuszająca do zastanowienia nad tym czy my sami nie wpadliśmy w podobne sidła jak Adam, może niekoniecznie z powodu naszej drugiej połówki. Nieprzypadkowo bohaterowie otrzymali takie, a nie imiona. Evelyn i Adam... czyżby przeniesione z biblijnej Księgi Rodzaju? Tylko, że role zostały zamienione. To nie Evelyn powstała z żebra Adama, lecz to nowy Adam powstał w wyniku jej działań. Doskonałe przeniesie to próba zniszczenia wizerunku bóstwa, już na samym początku widzimy po której stronie stoi i kogo stara się zdetronizować Evelyn.

Materiały organizatora. / Fot. Lubuski Teatr w Zielonej GórzeOprócz walorów stricte intelektualnych i poznawczych warto chwilę przyjrzeć się walorom artystycznym nowego widowiska. Reżyserii podjął się Szymon Kuśmider - znany krakowski aktor związany z tamtejszym Narodowym Starym Teatrem. Wyszło ciekawie. Ważne dla widza nie było tylko to dzieje się na scenie ale też to co między bohaterami i na scenie w czasie ciszy. Sądzę, że spektakl postawił nam wiele pytań, na które nie zawsze potrafiliśmy znaleźć odpowiedź. Liczyła się tutaj przestrzeń i wszystko to, co łączy bohaterów i publiczność. Spektakl to mieszanka różnych emocji, choć często śmiejemy się z jednego lub drugiego. Duży plus za naturalność i dynamizm sytuacji, przestrzeń to właśnie momenty w życiu bohaterów, nie poprowadzone w ciągu przyczynowo - skutkowym. Wraz z Evelyn, Adamem, Jenny i Philipem przenosiliśmy się z miejsca na miejsce aby wrócić tam skąd przyszliśmy, tylko po to aby znów wyruszyć w kolejną podróż w świat głęboko skrywanych motywów, pragnień, pytań i uczuć.

Kolejnym z niemniej ważnych elementów jest muzyka, która stworzył Olgierd Futoma. Doskonałe wyczucie czasu, miejsca i akcji - to kilka słów oddających to co mogliśmy usłyszeć zza sceny. Muzyka jak muzyka, mieszanka różnych stylów i gatunków z jednym motywem przewodnim, który oddawał chwilami panujący nastrój grozy. Scenografia stworzona przez Barbarę Guzik to dzieło skromne, praktyczne, mając zmieniać się po wielokroć więc praktyczne bo "Kształt rzeczy" to dziesięć scen, cztery miejsca, zamysł scenografii stworzony z niemałą precyzja i smakiem nie pozostawiał wątpliwości o świecie w jakim przyszło żyć głównym bohaterom.
Świat często niewidzialny, który nie chce albo nie potrafi nas dostrzec więc zrobimy wszystko by to zmienić.

Miejsce to nie pozwala nam na bycie swobodnym, otacza nas niewidzialna ściana, czujemy sie obserwowani, staramy sie pokazać jak najlepiej. Tylko w jakim celu? Uzupełnieniem scenografii jest niewątpliwie wizualizacja stworzona przez Marzenę Więcek. Ten zabieg z początku wydawał mi się zupełnie niepotrzebny, ale jednocześnie nie odwracał mojej uwagi od tego co działo się na scenie, wprost przeciwnie. Po chwili zaakceptowałem w pełni obecność na scenie telewizora. Przyciągał on uwagę migawkową i w innym świetle obrazował to co dzieje się na scenie lub w myślach bohaterów. Sztuka nowoczesna, przeznaczona dla młodszego grona odbiorców, bo scena erotyczna tylko jedna, a i tak naga Evelyn spaceruje po scenie w półcieniu, a pośladków Adama na szczęście nie widać. Uczta bardziej dla ducha niż dla oka ale, chyba właśnie dlatego warto wybrać się na ten spektakl.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dobra recenzja podsyca zainteresowanie. Ta podsyciła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie to czasami walka z wiatrakami... zwłaszcza w tematach, które lubię

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartek, Czechow chyba mawiał, że mistrzowstwo w narracji polega na robieniu skrótów, czy coś takiego:) i fakt, jest to trudne. Też z tym walczę;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj rzeczywiście sporo napisałem, czasem tak jakoś wychodzi... z rozpędu... :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za Klarą.
I również plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawie, ale trochę przegadane. Akcji nie trzeba opowiadać tak szczegółówo, żeby dać czytelnikowi przedsmak tego, co zapowiadasz w dalszych akapitach.

ale plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

sztuka zapowiada się ciekawie, recenzja wciągająca, choć może ciut przydługa, plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.