Facebook Google+ Twitter

Kto jest kim? W topless, dżinsach, koloratce

Stoją przy grillu i nie sposób odgadnąć, co robią na co dzień. Chyba że czyjeś bystre oko dostrzeże fachowe nacięcia kiełbaski wykonane przez znanego chirurga albo sprawiedliwy podział karkówki oddanej w ręce wysokiego sądu.

Piękna pogoda podczas czerwcowych weekendów sprzyja grillowaniu, odwiedzaniu przyjaciół z działką, a przynajmniej spacerom po miejskich parkach. W Parku Kościuszki w Katowicach odbywają się z tej okazji koncerty na świeżym powietrzu. Ponieważ repertuar jest bardziej klasyczny niż młodzieżowy, wśród licznych słuchaczy można spotkać sporo miejscowych VIP-ów: uczonych, radnych, lekarzy, prawników, dziennikarzy. Jednym słowem śmietankę towarzyską miasta. Choć nikt nie zakrywa twarzy, to jednak większość jest incognito. Jak to możliwe? Ano, bardzo prosto: pan redaktor w krótkich spodenkach albo pani prezes w dżinsach są nie do rozpoznania.

Do przemian dochodzi szczególnie w okresie kanikuły. Dostojni wykładowcy, mecenasi i urzędnicy zakładają szorty i tenisówki, a prezydent koszulkę, dżinsy i klapki. Pan docent staje się zwykłym Markiem, pani prezes zamienia się w Marysię, a pan prokurator w Tadka. Stoją przy grillu i nie sposób odgadnąć, co robią na co dzień. Chyba że czyjeś bystre oko dostrzeże fachowe nacięcia kiełbaski wykonane przez znanego chirurga albo sprawiedliwy podział karkówki oddanej w ręce wysokiego sądu. Jednak bez wnikliwej analizy nie da się powiedzieć, kto jest kim. Choć nikt nie zakłada maski, a może właśnie dlatego, że wszyscy maski zdejmują, niełatwo się zorientować, z kim mamy przyjemność.

Najtrudniej, bez misternej fryzury i makijażu, rozpoznać kobiety. Złośliwcy twierdzą, że gdy Pan Bóg obejrzał Ewę w raju, to po chwili wahania mruknął: "No, ty to będziesz musiała się malować". Kobieta na pełnym luzie jest zupełnie inną istotą, zmienia się nie do poznania. Jej szef mógłby ją minąć w odległości dwóch metrów i wcale by nie poznał. Zwłaszcza jeśli ma w pamięci drobną blondynkę siedzącą za biurkiem ze stertą papierów. W życiu nie przypuszczałby, że królowa prędkości na motocyklu wyprzedzającym jego samochód, to pani Halinka z księgowości. Zresztą, nie trzeba aż tak diametralnych przeobrażeń. Wystarczy spotkać na ulicy ekspedientkę ze spożywczego, w którym niemal codziennie robi się zakupy, a już są kłopoty ze skojarzeniem twarzy. Skąd ja ją znam? - usiłujemy sobie przypomnieć. Gdzieś ją widziałam, a widziałam na pewno?! Ona chyba też mnie poznała, bo się uśmiecha. No więc "odśmiecham się", ale niepokój nie mija: czyżby moja skleroza już tak się posunęła?

Wszystko przez to, że ta osoba wyszła z ram. Panienka z pocztowego okienka, już bez okienka, jest zupełnie kimś innym. Tak jak surowy naczelnik z jamnikiem u boku. Jeszcze trudniej rozpoznać kogoś, kogo zazwyczaj spotykamy w grupie. Wiedzą coś o tym profesorowie, którzy na swoich studentów patrzą na ogół z wysokości katedry. Na plaży absolutnie nie mogą sobie skojarzyć, skąd znają długonogą, czekoladową brunetkę albo kłaniającego się w pas ratownika. Dobrze, jeśli ratownik nosi koszulkę z nazwą uczelni, ale dziewczyny rzadko wkładają kostium kąpielowy z napisem Politechnika Śląska na staniczku. Nie mówiąc już o paniach, które opalają się bez góry, czyli topless. Dziekan w kapeluszu panama zdejmuje wtedy słoneczne okulary i oczy przeciera ze zdumienia. A żonie się zarzeka, że widzi dziewczę po raz pierwszy.

We Francji prowadzono kiedyś debatę, czy policjanci mogą wracać z pracy do domu w cywilnych ubraniach, czy raczej powinni przebierać się dopiero w domu. Jedni twierdzili, że sam widok munduru działa uspokajająco na zbyt gorące temperamenty. Inni przeciwnie, utrzymywali, że niektórych złoczyńców mundur właśnie prowokuje. Z moich obserwacji wynika, że kierowców przekraczających szybkość nic tak nie hamuje, jak widok radiowozu, a czasami jego atrapy. Podobnie jak widok obrączki na placu hamuje u niektórych zapędy uwodzicielskie, zaś pojawienie się w towarzystwie koloratki ucisza nazbyt swobodne rozmowy. Choć znajdą się zawsze i tacy, których obrączka i koloratka prowokują niczym płachta (niekoniecznie czerwona) byka.

Jak wielką wagę przywiązujemy do znaków zawartych w ubiorze czy w akcesoriach, przekonujemy się niemal codziennie. Kiedyś przebojem była męska saszetka, nieładnie zwana pedałówką, potem czarna teczka, ostatnio furorę robi kolorowa torebka. Jak nie angielskiego teletubisia, to przynajmniej polskiej posłanki. Spiskowa teoria dziejów podpowiada, by baczniej przyjrzeć się kaletnikom.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.