Facebook Google+ Twitter

Kto jest właścicielem psów–morderców?

W nocy, z soboty na niedzielę (21/22 sierpnia), w Liszkach, gmina Repki, doszło do makabrycznego zdarzenia. W oborze pana Kazimierza Buczyńskiego, w jednym z boksów dwa zdziczałe psy zagryzły osiemdziesiąt sześciotygodniowych prosiaków.

Zaduszone przez psy sześciotygodniowe prosiaki / Fot. Kazimierz BuczyńskiW nocy, z soboty na niedzielę (21/22 sierpnia), w Liszkach, gmina Repki, doszło do makabrycznego zdarzenia. W oborze pana Kazimierza Buczyńskiego, w jednym z boksów dwa zdziczałe psy zagryzły osiemdziesiąt sześciotygodniowych prosiaków.

– Rano, około godz. 5.30 w niedzielę, 22 sierpnia usłyszałem wołanie sąsiadki, która poinformowała mnie, że jeden z moich prosiaków biega po jej podwórku – opowiada pan Kazimierz. – Byłem bardzo zdziwiony i nie wierzyłem, że prosiak mógł uciec z obory. Lecz sąsiadka nadal twierdziła, że to mój prosiak, gdyż jest z obciętym ogonkiem i oznakowany. Poszedłem zaniepokojony do chlewni i przeżyłem szok. Wszystkie prosiaki leżały pogryzione, niektóre jeszcze się ruszały. Otwierając drzwi, zobaczyłem uciekającego psa, który wyskakiwał z odchowalni. Był to kundel średniej wielkości, który uciekł za chlewnię. Wróciłem do chlewni, przerażony i zdziwiony nie mogłem z szoku dojść do siebie.

Poszedłem do sąsiadki po tego prosiaka, i faktycznie – był to mój prosiak. Wrzuciłem go razem do tych nieżywych i zadzwoniłem do szwagra i kuzynów, aby pospieszyli mi z pomocą. Ja zaś za tymi psami pobiegłem za chlewnię. Siedziały dwa, nawet nie uciekały. Jeden z psów leżał pod lawetą ze słomą i miał na szyi brązową obrożę. Widać było, że obroża nie była stara, prawdopodobnie pies miał właściciela. Drugi z psów sprawiał wrażenie rasowego, jakby przez właściciela był przygotowywany do walki psów. Typowy pies-morderca. Pobiegliśmy za nimi. Psy skryły się w kukurydzy. Pilnowaliśmy ich do czasu, gdy przyszło więcej osób.

W międzyczasie zadzwoniłem po policję do Sokołowa Podlaskiego, informując o całym zajściu. W tym czasie dotarł szwagier z aparatem fotograficznym i idąc za psami, robił zdjęcia. Myśleliśmy, że psy pójdą do właściciela, lecz one uciekały z działki na działkę, z lasu do lasu. Obserwowaliśmy je do godz. 19.00, psy doszły aż pod Rudniki. Następnego dnia sąsiad, który widział jednego z tych psów, zauważył, że psy wróciły do Liszek i były w odległości około 400 m od moich zabudowań. Brał on także udział w poszukiwaniu tych psów, gdyż przed czterema dniami u niego te psy wydusiły dziewięć kaczek i około siedmiu kur. U kolejnego mieszkańca Liszek także psy zagryzły około dwunastu mięsnych kur. W ten czwartek psy zadusiły w kurniku kolejne dwie kury. Te psy nie zabijają po to, żeby jeść, lecz żeby zabijać. Szukamy właścicieli tych zwierzaków, jeździmy do okolicznych miejscowości i pytamy, ale trwa zmowa milczenia. Na pewno właściciel tych psów nie jest z Liszek. Koszt wyrządzonej szkody to około 17 tys. zł. Trzodę mam ubezpieczoną, lecz dopóki nie ustalimy właściciela psa-mordercy, ubezpieczyciel nie wypłaci mi ani grosza. Temu, kto wskaże właścicieli tych psów, wyznaczam nagrodę w wysokości po dwa tysiące od jednego psa i zapewniam dyskrecję. Nikt się nie dowie, skąd pochodzi źródło informacji.

W sobotę, 28 sierpnia, w godzinach rannych schwytano jednego z krwiożerczych psów. Jeden ze złapanych psów - morderców / Fot. Kazimierz BuczyńskiNocował w stodole u sąsiada pana Kazimierza Buczyńskiego. Stodołę zamknięto do czasu przybycia wójta gminy i powiatowego lekarza weterynarii. Drugi pies zdążył uciec i jest jeszcze na wolności. Do Liszek przyjechała wójt gminy, Krystyna Mikołajczuk – Bohowicz oraz powiatowy lekarz weterynarii, Czesław Żurawski. Po obserwacji psa podjął on decyzję, że nie stanowi on zagrożenia dla ludzi i powinien zostać umieszczony w schronisku na okres dwutygodniowej kwarantanny, na obserwacji. Prawdopodobnie zostanie w schronisku do czasu odnalezienia właściciela. Wójt gminy znalazła schronisko chętne przyjąć zwierzaka. Ekipa przyjechała po niego samochodem ze Schroniska dla bezdomnych zwierząt z Nowodworu koło Lubartowa. Panowie przywieźli ze sobą metalową klatkę dla psa. Pies nie przejawiał agresji, dał się podejść i złapać. Pojmanego psa włożono do klatki.

Ustawa o ochronie zwierząt mówi, iż zgodnie z art. 11. 1. Zapewnianie opieki bezdomnym zwierzętom oraz ich wyłapywanie należy do zadań własnych gmin. Za interwencyjny odłów tego psa gmina Repki zapłaci 2.440 zł.

Oczywiście, właściciele psów nadal są poszukiwani, gdyż nie zwalnia ich to z odpowiedzialności pokrycia szkód, jakie wyrządziły zwierzaki panu Buczyńskiemu.

Redakcja dowiedziała się od rzecznika powiatowego policji, Sławomira Tomaszewskiego, iż postępowanie w tej sprawie prowadzi posterunek policji w Repkach o wykroczenie z artykułu 75 kodeksu wykroczeń: „Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.”

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

basia krzemniska
  • basia krzemniska
  • 25.11.2011 15:58

widziałem podobnie

Komentarz został ukrytyrozwiń
gościu 3434
  • gościu 3434
  • 24.11.2011 17:58

poje***bane skurwysyn tylko psychopata by to zrobil

Komentarz został ukrytyrozwiń

Współczuję gospodarzom.

Komentarz został ukrytyrozwiń
gg
  • gg
  • 31.08.2010 14:44

Tak psy wychować może tylko osoba z zaburzeniami psychicznymi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.