Facebook Google+ Twitter

Kto następny, czyli jak zepsuć rynek transferowy

Nie jest tajemnicą, że światem dzisiejszego futbolu rządzą gigantyczne pieniądze. Kto je ma, może pozwolić sobie na pozyskiwanie największych gwiazd futbolu. A ten, którego portfel świeci pustkami, raczej niewiele osiągnie w tym sporcie.

Robinho. / Fot. EPA/CLIVE LAWRENCERynek transferowy zaczął się diametralnie zmieniać, gdy Florentino Pérez na przełomie wieków zasiadł na fotelu prezesa Realu Madryt. Sprowadzenie Luisa Figo, co obiecał przed wyborami, wydawało się niemożliwe. Portugalczyk był przecież kapitanem FC Barcelony, w dodatku bez oporu deklarującym miłość do „Dumy Katalonii”. Jego uczucie jednak okazało się być warte tylko, a może aż, 56 milionów dolarów, które w roku 2000 wpłynęły do kasy klubu z Camp Nou i kontrakt gwarantujący jednemu z najlepszych skrzydłowych w historii futbolu zarobki, o jakich większości ówczesnych piłkarzy się nawet nie śniło.

Od tamtej pory w Katalonii nikt nie nazywa Figo inaczej niż „Juda$”, ale sam zainteresowany pewnie się tym szczególnie nie przejmuje, gdy patrzy na swoje wyciągi bankowe z okresu gry dla „Los Merengues”. Transfer Portugalczyka był jednak dopiero początkiem wielkich zakupów Péreza – człowieka, dla którego pieniądze nie grały roli, póki zapewniały, ze biały trykot Realu Madryt przywdziewać będą kolejne gwiazdy.

Do 2004 roku skład „Królewskich” zasilili Zinedine Zidane (za 64.5 miliona dolarów z Juventusu Turyn. Jak do tej pory najdroższy piłkarz w historii), Ronaldo (za 44.5 miliona dolarów z Interu Mediolan) oraz David Beckham (za 41 milionów dolarów z Manchesteru United). Że skończyło się to sporym sportowym kryzysem klubu z Kastylii, żadnemu piłkarskiemu kibicowi przypominać nie trzeba.

Petrodolary w Londynie

O Pérezie mówiło się wiele złego – że naraża budżet klubu, mającego spore długi nawet bez spektakularnych transferów, że zamienia jeden z najlepszych zespołów w historii piłki nożnej w objazdowy cyrk, by dorobić na tournee po Azji i przede wszystkim, że psuje rynek transferowy ani trochę nie licząc się z tym, ile wydaje na sprowadzanie gwiazd do Madrytu. Transakcje byłego (i niewykluczone, że również przyszłego) prezesa Realu wydają się jednak dobrze zagospodarowanymi pieniędzmi, gdy porównamy je z szałem zakupów Romana Abramowicza.

Rosyjski miliarder przejął Chelsea Londyn i choć nigdy oficjalnie nie był prezesem „The Blues”, to jednak stał za dużą liczbą transferów tego klubu. Owszem, należy oddać Abramowiczowi, że w ciągu kilku lat z drużyny dobrej, aczkolwiek nie na tyle, by liczyła się w walce o ważne trofea, zrobił jedną z największych potęg futbolu. Kosztowało go to jednak kilkaset milionów funtów, z czego duża część została po prostu wyrzucona w błoto. Chelsea mogła skusić wielkimi pieniędzmi niemalże kogo tylko zapragnęła. Przez kadrę tego klubu w ciągu ostatnich kilku lat przewinęło się mnóstwo zawodników, z których część okazała się zupełnymi transferowymi niewypałami. Swojej przygody z londyńskim klubem na pewno miło nie będą wspominać Andrij Szewczenko, Asier Del Horno, Damien Duff, Shaun Wright-Philips, czy Adrian Mutu. Również Florent Malouda póki co jest bardzo daleki od spełniania nadziei, które pokładano w nim, gdy przychodził na Stamford Bridge.

Komediant ze wschodu

Wydawało się, że rynek transferowy przez nikogo nie ucierpi tak bardzo, jak przez Romana Abramowicza, dzięki któremu można sztucznie podbijać ceny piłkarzy. Przez to tacy specjaliści od targowania się jak José María del Nido, czy Jean-Michel Aulas mogą zarobić krocie na talentach wypromowanych przez swoje kluby -
oni zapewne na rosyjskiego miliardera nie narzekają, ale powody ku temu mają prezesi zespołów bardziej słynących z kupowania niż sprzedawania zawodników. Oni bowiem w szranki z Chelsea stawać nie mogą.

Okazuje się jednak, że jest ktoś, kto może w czasie kilku najbliższych okien transferowych namieszać może nawet bardziej niż właściciel londyńskiej drużyny. Od września zeszłego roku Manchester City należy do Szejka Mansoura bin Zayed al Nahyana. Mając zaledwie jeden dzień letniego mercato, nowy właściciel „The Citizens” zaczął działać na rynku z subtelnością godną niemieckiego działa kolejowego Dora. Batalię o Robinho wygrał z samą Chelsea, sprowadzając Brazylijczyka za rekordową dla brytyjskiej piłki sumę 32.5 miliona funtów. W ostatniej chwili klub z The City of Manchester Stadium chciał jeszcze podebrać lokalnemu rywalowi Dymitara Berbatowa, ale sam piłkarz zadecydował, że woli reprezentować barwy United.

Letnie okienko zostało zamknięte i z kolejnymi spektakularnymi transakcjami Szejk al Nahyan musiał poczekać do zimowego mercato. Gdy to się zaczęło, mniej utytułowany klub z Manchesteru uderzył z potworną siłą. Ponad 100 milionów dolarów za Kakę, a dla samego piłkarza najwyższy w Europie kontrakt nieomal sprawiły, że największa gwiazda Milanu przeprowadziła się na Wyspy. Na całe szczęście sam zawodnik posłuchał głosu rozumu i postanowił dalej walczyć o mistrzostwo Włoch zamiast z dwukrotnie większymi zarobkami do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie w Premiership.

Kto potem?

Kabaret z Kaką nareszcie dobiegł końca, ale tak na dobrą sprawę, wszystko wskazuje na to, że sprawa ewentualnego przejścia Brazylijczyka do ekipy z Manchesteru to tylko wstęp do wieloodcinkowej telenoweli pod tytułem „Zakupy City”. Pozostaje tylko pytanie – kto następny padnie „ofiarą” grubego portfela nowego właściciela „The Citizens”. W tym okienku może już szaleć nie będą, bowiem dopiero co sfinalizowali transakcję z HSV, dzięki której ich skład zasilił Nigel de Jong (ponoć za jedyne 18 milionów funtów. Jak na MC to dość przyzwoity wynik, choć pewnie nikt inny by za Holendra tyle nie zapłacił). Jestem jednak gotów założyć się o każde pieniądze, że gdy na dobre rozkręci letnia karuzela transferowa, to bez przerwy będziemy czytać o piłkarzach, którym oferuje się niesamowite pieniądze za przywdziewanie błękitnego trykotu.

Latem wygasa umowa, wiążąca Carlosa Téveza z Manchesterem United. Nie wiadomo, czy „Czerwone Diabły” zdołają zatrzymać argentyńskiego napastnika na Old Trafford, nie wykluczone więc, że do walki o niego włączy się właśnie rywal zza miedzy podopiecznych sir Alexa Fergusona. Ponadto, na City of Manchester Stadium mile widziany byłby nowy bramkarz. Jeśli nie uda się tej zimy sprowadzić Shaya Givena, za którego Newcastle chce otrzymać 14 milionów funtów, to nie będzie wielką niespodzianką, jeżeli najlepsi fachowcy od stania między słupkami, jak Gianluigi Buffon, czy Iker Casillas będą kuszeni ogromnymi pieniędzmi. Poza tym, jeżeli jakiś dobry piłkarz tylko wspomni na łamach prasy o podwyżce, może być pewnym, że „The Citizens” się nim zainteresują. Bo obecnie kasa klubu to studnia bez dna, z której zdaje się, iż można czerpać do woli.

Tylko co dalej?

Z polityką transferową nowego finansowego potentata Premiership wiąże się też inny niż psucie rynku transferowego problem. Otóż co będzie, jeżeli Manchester City za pieniądze swojego nowego właściciela nasprowadza w najbliższym czasie od groma zawodników (a moja szklana kula [u nogi] podpowiada, że jest to wysoce prawdopodobne, by nie powiedzieć, iż prawie pewne), płacąc im przy tym iście bajońskie sumy, a Szejk al Nahyan nagle zakręci kurek z forsą? Jak nagle przyszedł, tak nagle pójdzie i co po nim zostanie?

Najpewniej zbieranina przypadkowych piłkarzy i niewypłacalny klub – i na tym się skończy „arabski sen” kibiców ekipy „The Citizens”. Oczywiście nie chcę by się tak stało, ani nie zakładam tego jako pewnik... ale po prostu chciałbym, by takie osoby jak Roman Abramowicz, czy teraz nowy właściciel Manchestru City wydawały swoje pieniądze z głową. Bo wówczas nie ani oni nie będą tego żałowali, ani my, fani futbolu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

świetnie napisany, niemal bezbłędnie merytorycznie, doskonale reasumuje rynek transferowy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Siergiej całkowicie się z Tobą zgadzam. Natomiast wpis Stefanii Najsarek wskazuje że ta osoba kompletnie nie ma pojęcia o piłce nożnej. Nie można oceniać zagranicznych lig przez pryzmat korupcji w polskim futbolu. Gdyby niektóre niewiasty z uwagą obserwowały rozgrywki piłkarskie różnego szczebla, może zrozumiałyby dlaczego ten sport porywa miliony ludzi.
Poza tym każdy sport łączy się z biznesem a każdy kto może stara się na sporcie zarobić. Więc równie dobrze można by oskarżyć Adama Małysza <cóż skoki narciarskie też są niezłym biznesem> że kupił sobie jakiś tytuł- co jest oczywiście absurdalne.
Ale oczywiście nienawiść do piłki nożnej można wyrażać w różny sposób. Najłatwiej jest o coś bezpodstawnie oskarżyć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

W polskie piłce korupcji było już aż nadto. Ale twierdzenie przez pryzmat tak mało istotnego w świecie futbolu kraju, że o wynikach meczy na całym świecie decyduje się poza boiskiem, to ignorancja i brak szacunku dla ludzi, którzy wkładają mnóstwo pracy w to, by na murawie dać z siebie wszystko i poprowadzić zespół do zwycięstwa. Poza tym, nawet największa w ostatnich latach afera związana z piłką, czyli Calciopoli, nie opierała się bezpośrednio na ustawianiu meczy.

Webster - w LM grały ze sobą kiedyś drużyny Romana Abramowicza (Chelsea vs CSKA) i nie było problemów :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Siergiej, webster,piotrzej, wcale na to nie patrzę! :)
Ale trudno nie rejestrować kłótni, oskarżeń, dyskusji, jakie toczą się wokół polskiej piłki nożnej; z resztą, nie tylko polskiej.
Przekupstwo, korupcja, pospolite szwindle, zaprzeczają idei -jak napisał piotrj -"czystej sportowej rywalizacji" . A prawdziwie czysty sport był wtedy, kiedy dla sportowców i działaczy nie był biznesem.

A te "tłuki", jak raczyłeś określić, rozpowszechniające taką wiedzę, - to media.
Z innych źródeł wiadomości nie zasięgałam. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkie mecze ustawione, wszystko sprzedane, tak najłatwiej powiedzieć. To burzy tylko idee olimpijskiej czystej sportowej rywalizacji. Może najlepiej zlikwidować coś takiego jak sport ? nie będzie wogóle takich dywagacji na temat sensu sportu w przyszłości ? Tylko pytanie podstawowe jest takie, co będą robić miliony ludzi na świecie bez sportu ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sformułowanie "Taka powszechna wiedza" to jednak przesada, ale pomyślmy, co będzie, gdy wspominany już szejk kupi Chelsea Londyn( a informacja o takim zamiarze już się pojawiła w angielskiej prasie).Czy mając dwa kluby w jednych rozgrywkach wynik spotkania tych drużyn to na pewno będzie sprawa rozstrzygająca się na boisku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Stefanio, o jakiej powszechnej wiedzy pani mówi ? Jeżeli pani patrzy tylko na polskie "bagienko", to współczuje :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powszechnie wiadomo? Cóż, wolę w takim razie nie wiedzieć co za tłuk taką "wiedzę" rozpowszechnia ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nieustannie zadziwia mnie, że całe rzesze, także poważnych ludzi, porywają rozgrywki piłki nożnej.
Rozumiałabym, gdyby to był czysty sport; jednakże powszechnie wiadomo, że o wynikach meczu decyduje się poza boiskiem.
Widzowie - kibice w emocjach sięgających zenitu, skłonni są własną piersią bronić zawodników i barw klubowych. To wydaje się mi irracjonalne, zważywszy, że wszystko jest wyreżyserowane, a wynik z góry zaplanowany i zapłacony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.