Facebook Google+ Twitter

Kto pierwszy ten lepszy? Dzień z życia w Casa Don Bosco w Peru

Pora obiadowa to czas, który w ośrodku Casa Don Bosco w Arequipa przeznaczony jest na spokojne spożycie posiłku i chwilę wytchnienia po godzinach spędzonych w klasie. Czy jednak dla wszystkich? Dla wielu wychowanków jest ciszą przed burzą.

Tajemnica Javiera / Fot. Tomasz BukłahoW Casa Don Bosco w Arequipa pracujemy z żoną już prawie rok. Mieszkają tu nastoletni chłopcy z ubogich peruwiańskich rodzin. Większość dnia zamknięta jest w ścisłym harmonogramie. Między wierszami pisanych zasad, pojawiają się jednak równie ważne codzienne rytuały.

Modlitwa jest nieodłącznym elementem każdego posiłku. Zarówno przed jak i po, dziękujemy Bogu za to, że mamy co jeść i za ludzi, którzy przygotowali nam strawę. Jest to moment refleksji, oderwania od spraw doczesnych, wewnętrznego uspokojenia. Jednak rozmowa z Bogiem po obiedzie tylko pozornie wygląda tak samo. Ten sam znak krzyża, te same słowa, tylko chłopaki zachowują się inaczej. Od chwili gdy odpowiedzialny za modlitwę daje sygnał do powstania, pomieszczenie stołówki nagle staje się przepełnione napięciem, poddenerwowaniem. Mimo ustalonych zasad część wychowanków nerwowo zmienia swoje miejsca. Zawsze tak, by znaleźć się bliżej drzwi wejściowych. Amen pośpiesznie kończonego "Ojcze Nasz" jest niczym wystrzał z pistoletu startowego. Na dźwięk, którego zrywa się do biegu większość chłopaków, rozpychając się łokciami kierują się do wyjścia. Co niektórzy już walcząc w tłumie, kończą cykliczny moment zadumy czyniąc znak krzyża. To jednak robią tylko ci o głębszej wierze. Decydując się bowiem na takie poświęcenie tracą na moment możliwość szarpania kolegów prawą ręką, a to może skończyć się utratą wywalczonej na starcie pozycji.

W tym czasie na dachu budynku panuje jeszcze względny spokój. Nie ma tu nikogo. Dźwięk wylewających się ze stołówki dzieciaków zwiastuje jednak szybką zmianę tego stanu. Od frontowej, dłuższej, ściany budynku dumnie przygląda się całemu zajściu wulkan Misti. Uformowany w kształcie równego stożka, o bardzo masywnej podstawie sprawia wrażenie szefa tej okolicy. Mamroczące u jego podnóża zabudowania Arequipy, tylko nasilają wrażenie jego potęgi. Dwa krótsze boki Casa Don Bosco wyznaczają kierunki na znajdujące się na przeciwległych krańcach miasta: wzgórza Rosaspata oraz miejscowego lotniska. Po przeciwnej stronie od wejścia ściele się niemal po horyzont las niskich zabudowań od czasu do czasu poprzetykany kolonialnymi wieżami kościołów. Głęboko błądzi człowiek, który myśli iż dla tych właśnie widoków młodzież szarżuje teraz po stalowych schodach. Słychać coraz głośniejszy stukot sandałów i zza szklanych drzwi prowadzących na dach wypada najszybszy z zawodników. Na ślepo biegnie do narożnika budynku, będzie miał chwilę na wybranie najlepszego sprzętu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Podziwiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serdecznie Was pozdrawiam :) Tekst b. ciekawy i zmusza do refleksji.
Moja przyjaciółka także była na misji salezjańskiej w Peru - tylko nie w Arequipie ale w Piura - w Bosconii...
Święty Janie Bosko, módl się za nami!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.