Facebook Google+ Twitter

Kto sieje wiatr, zbiera burzę

Polska zdegenerowana klasa polityczna wyhodowała na własnej piersi pierwszego polskiego terrorystę na miarę Brevika. I głupio udaje, że to nie jej sprawka. Pewnie podrzucili go nam kosmici.

Brunon K., uniwersytecki specjalista od wybuchowych procesów chemicznych, jawił się władzom szacownej uczelni oraz studentom i sąsiadom jako człowiek miły, spokojny i nie wadzący nikomu. Nie każdy czyta blogi i ogląda stosowne amerykańskie filmy. Aż tu nagle podjął zamiar zdetonowania 4 ton materiałów wybuchowych, umieszczonych w samochodzie. Celem zamachu miał być sejm podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i rządu w sprawie projektu budżetu. Brunon K, reprezentujący spory procent ześwirowanych patriotów i mścicieli, chciał wysadzić w powietrze przedstawicieli znienawidzonych organów państwa, chociaż nie należy do PiS-u, a na Młodzież Wszechpolską jest za stary. Mimo ciepłej i bezpiecznej posadki w Krakowie był ponad miarę krytyczny. Są ludzie, którzy mają to w genach. Nic im się nie podoba i już!

Różni uczeni eksperci próbują w mediach jakoś wytłumaczyć ten co najmniej nierozsądny zamiar kolegi-uczonego. Prezentują racje słuszne i wyważone. A to sytuacja społeczno-polityczna w kraju sprzyja odradzaniu się ruchów nacjonalistycznych i faszyzujących. A to alienacja władzy budzi w społeczeństwie poczucie bezsilności i agresywnej frustracji. A to polityczna wojna na górze tworzy atmosferę, w której rozkwitają nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antysemickie kwiatki. Tracimy poczucie narodowej wspólnoty. I wpadamy w desperację. Cóż, zamęt i poczucie zagrożenia uaktywnia wszelkiej maści psychopatów. Jakoś nikt nie doradził naukowcowi K., żeby raczej wystąpił w telewizji w programie "Mam talent" i błysnął wiedzą, jak się robi bombki. Ot, przeoczenie.

Wszystko, co najgorsze, zaczęło się od katastrofy smoleńskiej. Nikt nie był przygotowany na taką sytuację. Stąd cały naganny obraz zaniechań, niekompetencji, niepotrzebnych gestów i słów, teorii spiskowych i jawnych oskarżeń bez mocnych dowodów... Wszyscy potracili głowy. A potem osierocony Jarosław Kaczyński, świadomie czy też w rozpaczliwym odwecie, uczynił z tej tragedii narzędzie walki politycznej. Zemsta miała zastąpić program polityczny, skompromitowany upadkiem jego krótkich rządów. To ofensywa PiS-u pod hasłami "przypadkowy prezydent", "obcy rząd, który się nie sprawdził", "PO to mordercy i sługusy Rosji" stała się podłożem i katalizatorem dla niebezpiecznych rojeń i działań. Kaczyńskiemu marzy się zamach stanu w stylu Józefa Piłsudskiego. Napęczniałe od "polskiego patriotyzmu" kryteria uliczne mają nakręcić zbiorowe emocje i odebrać rozum. Żeby wreszcie frustraci i nieudacznicy znaleźli swoje miejsce i poczuli się ważni i mocni. Ruszyli po władzę. Po co? Mają lepszą receptę na "zieloną wyspę"? "Żeby Polska była Polską"? A nie jest?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Z całym szacunkiem Autorze twoja analiza jest zdecydowanie niepełna i nacechowana mową i to nie przyjażni. Wszystko nie zaczęło sie od katastrofy tylko dużo wcześniej, politycy oderwali sie od społeczeństwa i radośnie lewitują, brak okręgów jednomandatowych jest tu jednym z licznych przykładów

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.