Facebook Google+ Twitter

Kto wymaga, a kto płaci?

Po zapoznaniu się z dzisiejszymi wiadomościami, wśród których dominuje jedna, ta naj, naj, naj - znajduję również i tę, która powtarza się cyklicznie i mniej więcej regularnie.

Oczywiście chodzi o niezawodnych jak zawsze górników. Albo będą strajkować, albo głodują, albo ogłaszają pogotowie strajkowe.

Ja nie wnikam rzecz jasna w trudy i specyfikę zawodu, bo od tego są fachowcy. Jestem jednak obywatelką naszego kraju i jak każdy nie górnik podziwiam determinację, a również upierdliwość ludzi, którzy od pokoleń są i będą górnikami. Bo taka jest ich tradycja oraz WOLA wykonywania tego zawodu.

Od początku przemian ustrojowych w Polsce nie było chyba takiego rządu, takich zmian, takich regulaminów, zbiorowych układów, przekształceń własnościowych, sposobów finansowania, odchodzenia na emerytury i Bóg wie, co tam jeszcze, aby górnicy nie protestowali i nie krzyczeli "chcemy więcej".

Kiedy pod koniec ery gierkowskiej, w okresie kartek żywnościowych i słynnych nagich haków w sklepach mięsnych, przyjeżdżały na kurację do Buska żony górników, pierwszą czynnością było wyładowanie z bagażnika weków z zakonserwowaną przez te zacne gospodynie żywnością, w tym - wszelkich przetworów mięsnych.

Potem była rejestracja do lekarza, rajd poprzez pracownie diagnostyczne szybko, albo jeszcze szybciej, i pierwsze wolne popołudnie mogły panie ze Śląska poświęcić na zwiedzanie miasteczka i oddychanie nareszcie świeżym powietrzem.

Oprócz tego wspaniałego powietrza brakowało w mieście wszystkiego (jak prawie wszędzie) i na drugi dzień panie ślązaczki nie omieszkały dzielić się z nami - personelem swoimi spostrzeżeniami.

Główne, najważniejsze, niezapomniane i podsumowujące nasz nędzny żywot służby zdrowia brzmiało mniej więcej tak: "Nooooo, trza być cołkiem gupiem, żeby tu mieszkać." Fakt, że te całkiem głupie zapewniały im codzienne dopieszczanie w trakcie zabiegów jakoś im do przekonania nie przemawiało. Jak również, że nie wszyscy mogą być ukochanymi przez rząd górnikami oraz mieszkać na Śląsku. Pozostawało nam połykać własny język, aby nie udzielić adekwatnej kulturalnie odpowiedzi świętej krowie - kuracjuszce.

Wydaje się, że jedyną trwałą zmianą jaka górnicy zaakceptowali bez szemrania, a nawet z aplauzem, to jakaś monstrualna ilość ichnich związków zawodowych. Do których to związków na ogół należą jednostki najsprytniejsze, nie kochające brudnych rąk, szalenie dbające o dobro cudze, aby przy okazji zadbać jeszcze bardziej o własne.

Plebs rzymski domagał się chleba i igrzysk. Górnicy domagają się chleba zawsze z szynką i przywilejów opłacanych kosztem całej reszty społeczeństwa. Jednym słowem - realnego socjalizmu jaki pamiętają przywdziewając mundury obwieszone medalami.

Od czasu do czasu pokazuje nam się w telewizji obszary nędzy górniczej. To prawda. Ale czyż takiej samej nędzy nie ma w innych rejonach Polski? Jest. Ale ta cicha nędza nie ma działaczy, odświętnych mundurów ani autokarów aby jechać do stolicy i petardami domagać się PRZYWILEJÓW!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.