Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25696 miejsce

Kto zarabia na masakrze drzew?

Kiedyś symbolem śmierci była kosa i jej szczupła właścicielka. Dzisiaj synonimem śmierci i zagłady staje się dla mnie piła mechaniczna i obsługujący ją człowiek w zielonym kombinezonie.

Śmierć na raty / Fot. Andrzej PieczyrakOdkąd zmieniono przepisy, dopuszczając wycinkę drzew bez zgody konserwatora przyrody, a jedynie na podstawie decyzji lokalnych samorządów, zaczęła się czarna era dla drzew miejskich i przydrożnych. Najpierw wycięto drzewa chore, potem przyszła kolej na takie, które „blokowały” tereny pod drobne inwestycje. Powszechną praktyką naszych czasów jest przekształcanie miejskich terenów zielonych na tereny inwestycyjne, usługowe lub pod budownictwo mieszkaniowe - to kolejna okazja dla pilarzy. Trudno było nie zauważyć przy okazji, że nie tylko teren „uwolniony” od niechcianych drzew ma swoją wartość, ale ma ją również drewno pozyskane z wycinki. Dostrzeżono też, że można całkiem nieźle zarobić na tzw. „pielęgnacji” zieleni miejskiej. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać firmy, które pod szczytnymi hasłami pielęgnacji czerpią zyski z handlu drewnem.

Wydaje się, że również lokalne samorządy odkryły, iż ten proceder może być intratnym zajęciem. Miejskie spółki odpowiedzialne za utrzymanie terenów zielonych zarabiają dziś na wiele sposobów. Wycinane są cenne gatunki drzew, na które jest największe zapotrzebowanie - jesiony, klony, buki, dęby. Przeważnie są to co najmniej kilkudziesięcioletnie starodrzewy. Magicznym zaklęciem pielęgniarzy jest „poprawa statyki drzewa” – pod tym pretekstem obcina się połowę konarów. Z nieznanych powodów, w trakcie takiej pielęgnacji zazwyczaj pozostają w koronie suche, próchniejące gałęzie. Taki zabieg jest w rzeczywistości jedynie śmiercią na raty. Jednego roku dokonuje się „cięć pielęgnacyjnych” pozostawiając kikut drzewa. Po roku, lub dwóch, gdy tak potraktowane drzewo obumiera... można je już z czystym sumieniem wyciąć. Firmy zarabiają podwójnie, a nawet poczwórnie – za robociznę przy pielęgnacji i drugi raz, przy późniejszej wycince, na drewnie pozyskanym przy pielęgnacji i tym z wycinki…

Bez komentarza


Powyższy proceder opisywały już różne gazety. Chyba najlepiej przedstawiła problem Rzeczpospolita w artykule Iwony Trusewicz "Kwitnie biznes na jesionach” pisząc: „Jacek Wierzbicki, właściciel tartaku w Przytułach na Mazurach, wylicza, jaki to biznes: Jeden jesion to ok. 3 m sześc. drewna. Za taki jesion wycięty w lasach państwowych przedsiębiorca płaci średnio 1500 zł. Jesion ścięty przy drodze kosztuje 100 – 300 zł (w zależności od stanu drzewa). – Z jednego metra jesionu można zrobić 30 mkw. super podłogi (gruby parkiet) albo 40 mkw. boazerii. Za parkiet klient zapłaci ok. 4500 zł. Za boazerię ok. 2400 zł. To oznacza, że z jednego przydrożnego jesionu można wyciągnąć do 14 tys. zł [...]. To są rodzinne grupy interesów, najczęściej powiązane z lokalną władzą. Znam wójta, którego brat ma stodołę pełną takich przydrożnych jesionów. W tamtej gminie drzewa znikają bardzo szybko, tnie się je o świcie, żeby turyści, którzy będą chcieli pojeździć rowerami, nie przeszkadzali, nie donosili na policję – dodaje Wierzbicki.”.

Czy można powstrzymać tę masakrę?


Przeciwko takiemu procederowi protestują liczne środowiska przyrodników. Od samego początku przeciwstawia się takim praktykom Liga Ochrony Przyrody, Międzynarodowe Towarzystwo Uprawy i Ochrony Drzew, Polskie Towarzystwo Chirurgów Drzew, Polski Klub Ekologiczny, Towarzystwo Ochrony Krajobrazu oraz liczne lokalne stowarzyszenia i organizacje ekologiczne.

W swoich apelach kierowanych do polityków i rządu od lat piszą różne organizacje głosami uznanych ekspertów dendrologii, botaniki, ochrony środowiska: „Zarząd Główny Ligi Ochrony Przyrody wyraża stanowczy sprzeciw wobec przeprowadzanej w całej Polsce akcji usuwania drzew przydrożnych. [...]Dbałość o wszelkie istotne elementy naszego dziedzictwa przyrodniczego jest naszym wspólnym obowiązkiem i Zarząd Główny LOP apeluje do wszystkich zaangażowanych w ochronę przyrody o przeciwstawienie się planom ogólnopolskiej rzezi drzew przydrożnych”, „Karygodny błąd ustawodawcy, zezwalający na wycinkę tych zadrzewień
bez uzgadniania tego ze specjalistami od ochrony przyrody, doprowadziło do bezmyślnej dewastacji środowiska”.

„Drzewa są praktycznie wycinane bezkarnie i bez opamiętania. Czy ktoś pamięta, ile lat musi rosnąć drzewo, aby nam dało cień, osłoniło przed kurzem wiatrem, skwarem i hałasem, stało się bezpiecznym domem dla ptaków?”, „Zwracamy się zatem do Pana Ministra z apelem o pilną interwencję w celu powstrzymania trwającej dewastacji, poprzez podjęcie wspólnie z innymi resortami prac nad wydaniem odpowiednich aktów prawnych. Oczekujemy także na wystąpienie do Sejmu z nowelizacją prawa ochrony przyrody, poprzedzone konsultacjami ze środowiskami zawodowymi zajmującymi się tą dziedziną, w celu ochrony naszego dziedzictwa”. „Drewno jest w cenie - w dobrej cenie. Na drewno jest koniunktura w kraju i za granicą. A u nas drewno jeszcze w obfitości stoi przy drodze. I to drewno, o którego ,,pozyskanie" nietrudno, a którego sprzedaż nie musi odbywać się na publicznych przetargach. Wystarczy ,,wygrać" przetarg na ,,pielęgnację" miejskiej, wiejskiej czy gminnej zieleni - kasa murowana. Jest dobry zysk, jest czym podziękować zleceniodawcy." Apele te jednak nie znajdują odzewu, biznes drzewny rozwija się w najlepsze, a władze samorządowe nie widzą w tym nic złego.

W moich rodzinnych Gliwicach


Chory czy z jednostronną koroną? / Fot. Andrzej PieczyrakRównież w moim mieście prowadzona jest intensywna wycinka drzew, co opisywałem już dwukrotnie w publikowanych tutaj artykułach. Ostatnio staraliśmy się powstrzymać wycinkę jesionów przy ul. Rybnickiej oraz „przycinkę pielęgnacyjną” dwustuletnich dębów przy pl. Grunwaldzkim. Wystąpiliśmy do Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody o wpisanie alei dębów na listę pomników przyrody, a w sprawie jesionów zwróciliśmy się do Urzędu o wyjaśnienia. Właśnie otrzymałem pisma dotyczące obu naszych inicjatyw. W odpowiedzi na pismo w sprawie alei jesionów wiceprezydent Piotr Wieczorek odpisał: „w trakcie przeglądu zadrzewienia przyulicznego odnotowano zagrożenie bezpieczeństwa jakie stanowi drzewostan zlokalizowany w pasie zieleni przy ul. Rybnickiej. Spośród kilkudziesięciu egzemplarzy zlokalizowanych w pasie przydrożnym – 46 szt. drzew (zamierające, pochylonych lub z jednostronną koroną) wskazano do usunięcia, w ramach wymiany na odpowiednie siedliskowo gatunki”. Gdyby nie fakt, że to wyrok na kilkadziesiąt drzew, śmiałbym się do rozpuku. O czym pisze pan wiceprezydent? O tym, że jesienią drzewa straciły liście? Mam zdjęcia tych drzew i wiem, że są one zdrowe... a jeżeli niektóre z nich mają „jednostronną koronę” to nie jest to wina ich naturalnych ułomności, ale wcześniejszej „pielęgnacji” wykonanej przez miejską spółkę. Ponieważ te akurat drzewa należą do odmiany o formowanej koronie, można skorygować ich kształt poprzez fachowe cięcie, a dla pochylonych okazów można zastosować odciągi poprawiające statykę. Ale prościej jest wyciąć…

W drugim z pism pan wiceprezydent Adam Neuman napisał: „Wskazany w piśmie szpaler drzew przy pl. Grunwaldzkim rośnie w skrajni parku i sięga pasa drogowego ul. Zawiszy Czarnego w obrębie licznego uzbrojenia terenu. W rzucie koron tych drzew przebiega pod ziemią sieć gazociągowa, kable energetyczne i teletechniczne. [...] Biorąc pod uwagę powyższe, działania w kierunku uznania wskazanych drzew za pomniki przyrody nie są celowe.”. Podziwiam finezję stylu i pozostawiam bez komentarza.

Piękne deklaracje


W programie działań na rzecz ochrony środowiska UE, obok strategii uzyskania trwałego rozwoju, został wyodrębniony punkt dotyczący dążenia do poprawy środowiska miejskiego, w którym zaleca się ograniczanie dalszej zabudowy zielonych otwartych przestrzeni w miastach: „Powierzchnie pokryte roślinnością powinny być tak duże, jak to tylko jest możliwe […]. W planach zagospodarowania przestrzennego należy w większym stopniu uwzględniać zieleń miejską, a także zakładać i rozbudowywać korytarze ekologiczne pomiędzy zielonymi obszarami w mieście oraz między miastem, a zielenią poza miejską”.
Nowe tabliczki pod Urzędem... / Fot. Andrzej PieczyrakRównież na internetowej stronie Urzędu Miasta Gliwice można znaleźć zapis może stanowić motto tego artykułu: „Żadne zakazy nie są w stanie uchronić bezbronnych drzew oraz tworów przyrody nieożywionej od bezmyślnego niszczenia, jeśli nie wynika to z potrzeby serca - aby potomni też mogli cieszyć się pięknem naszej przyrody.”

W zeszłym tygodniu byłem w Wydziale Środowiska Urzędu Miejskiego, gdzie chciałem obejrzeć ekspertyzy dendrologiczne, dotyczące planowanych wycinek. Z rozbrajającą szczerością urzędnik magistracki stwierdził, że nie może mi ich pokazać bo nie ma czasu... i nie wie czy może to zrobić z uwagi na ustawę o ochronie danych osobowych. Powiedział też, że będzie mnie to sporo kosztowało (?). Umówiłem się na kolejny termin: jutrzejszy. Obiecuję czytelnikom Wiadomości24 szczegółową relację z tego spotkania. Być może już Was nudzi ciągłe powracanie do tego tematu. Dla gliwickich drzew jest to jednak być może ostatnia szansa – niech cała Polska czyta, może decydentom w końcu zrobi się wstyd przed światem. Może przeczytają swoje własne piękne deklaracje i zaczną postępować zgodnie z nimi. Pozostaję z nadzieją.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (27):

Sortuj komentarze:

Henryk Olok
  • Henryk Olok
  • 06.12.2011 16:01

Mam wrażenie, że przestaliście myśleć. Jestem kierowcą i wiem jak łatwo wpaść w poźlizg i wylądować w drzewie. Raz wylądowałem na szczeście w rowie, bo drzewa były ... za rowem. Dlatego zaklinam wszystkich oszołomów i pseudoekologów - walczcie o to by w miastach były zielone fale dla aut, a w zamian za wycięte drzewa tuż przy drodze sadzono inne - ZA ROWEM. Nam kierowcom drzewa są również potrzebne tak jak i zielone fale. Łączmy się w dobrej sprawie. Tymczasem bez sensu stoimy po przeciwnej stronie !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Otoż obserwowałam z wielkim oburzeniem ciecie drzew według tej dziwnej metody, potem obserwowałm z niedowierzaniem niewielkie zielone odrostki świadczace o zyciu - teraz widze, że drzewa uzyskały piekne, zwarte korony bez nadmiernie rosochatych konarów.

A zarobek na odcietych - to faktycznie inna sprawa. Co to znaczy miec łeb na karku!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dziękuję za poruszenie tego tematu. U nas w Krakowie jest podobnie. Wielokrotnie interweniowałam w Referacie Ochrony (?) Zieleni i Zarządzie Komunalnym, które "opiekują" się naszymi parkami. Drzewa w mojej dzielnicy są podkaszane do wys.8 metrów i więcej, poddaje się je nieustającej "pielęgnacji", po której ledwo stoją. Ewenementem jest wynajmowanie straży pożarnej do masakrowania drzew przy szkołach i innych obiektach należących do gminy. Po wizycie bohaterskich strażaków mamy drzewa pozbawione 70% konarów, poranione, zniekształcone (znam przypadek gdzie większość drzew to teraz słupy w ogóle bez gałęzi). Interwencje nie przynoszą skutku (zazwyczaj urzędnicy nie widzą w ogóle problemu), a straz pożarna jest całkowicie bezkarna. Po roku takie pseudo-drzewa można już zakwalifikować od tzw. zagrażających i wyciąć, o co od początku wnioskodawcom o pielęgnację i tak chodziło. Kłopoto z głowy, a parę kubików się przyda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomaszu a ile kubików daje dąb, który w pierśnicy ma 360 cm? Czy takiego drewna też nie da się sprzedać? Czekam na liczby, które nie są "z kosmosu".

Komentarz został ukrytyrozwiń

WOW " z jednego przydrożnego jesionu można wyciągnąć do 14 tys. zł" jak ktoś mi da tyle kasy za jedno drzewo to sprzedam swoje wszystkie działki leśne.
Cena drzewa to około 150 zł za 1m3 !!!! A to że ktos przerabia to drzewo specjalistycznym sprzętem i wyrabia z niego skrzypce za 2000 zł to nie znaczy ze drzewo jest tyle warte. Nie każde drzewo da sie przerobić na boazerię czy parkiet. Człowiek chyba z kosmosu wziął te liczby. A i jeszcze te 3 m3 z jednego drzewa to śmiech na sali!!! Drzewo takie jak jesion chyba w puszczy Bialowieskiej osiąga miąższość 3 m3 ale na pewno nie przy drodze! uśmiałem się bardzo z tego artykułu.

Ps. mi nie ma kto zapłacić za Dęba 500 zł. za metr, a dą ma conajmniej 2 m3,


Ludzie na jakim wy świecie żyjecie - pseudoekolodzy!!!!!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

tak się usuwa drzewa w mieście aby nie płacić za ścięcie drzewa. Jak uschnie po takim zabiegu to można bez problemu wyciąć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mera z radia "wziąlem"... ale mogłem źle usłyszeć. Starość nie radość :-). Drzew jednak nasadzonych ma być milion (podobno w Londynie jest ich już 5 milionów), to usłyszałem bardzo wyraźnie. Jak wyciąć drzewo w mieście wiemy chyba wszyscy... ale czy ktoś wie jak "szary obywatel" może posadzić drzewo w mieście?

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie wiedziałem, że informacje o drzewach są objęte ustawą o ochronie danych osobowych ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"+"!

Komentarz został ukrytyrozwiń

ponoć zapomniałam o "+" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.