Facebook Google+ Twitter

Kto zarabia na zakazie aborcji?

Spór o aborcję to nie walka o moralność, lecz bezwzględny konflikt o konkretne materialne interesy

Debata o aborcji jest prowadzona niemal wyłącznie według kryteriów moralnych: zwolennicy liberalizacji argumentują, że restrykcje i represje tylko utrudniają rozwiązanie problemów, które kryją się za aborcją albo postulują złagodzenie przepisów w imię wolności wyboru kobiet. Ich przeciwnicy mówią o „dzieciobójstwie” i występują w imieniu nienarodzonych i prawa do życia. Jedni twierdzą, że bronią praw kobiet, drudzy twierdzą, że bronią praw (nienarodzonych) dzieci.

Cała debata jest wysoce moralizatorska, często w głosowaniach kluby znoszą dyscyplinę i posłowie mogą głosować według własnego sumienia. Sugeruje to, że o aborcję toczy się spór, który można rozstrzygnąć na podstawie „najlepszych argumentów”, i   w którym interesy materialne nie odgrywają żadnej roli.

 

Gdyby tak było, już dawno jedna strona sporu przekonałaby drugą i sprawa byłaby raz na zawsze rozstrzygnięta. Tak nie jest – każda strona twardo obstaje przy swoim a wicepremier Roman Giertych oświadczył nawet, że on i jego partyjni przyjaciele „nigdy nie zmienią zdania”. Tak jak w niemal każdej dziedzinie polityki mamy bowiem to czynienia z sytuacją, w której politycy walczą o podział rzadkich dóbr (władzę i pieniądze), ale uzasadniają to racjami moralnymi, aby uzyskać poparcie tych, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani w walkę o interesy materialne.

 

Paradoksalnie na liberalizacji przepisów aborcyjnych wcale nie skorzystają tylko kobiety chętne do aborcji – rzesza tych, których interesy materialne są dotknięte zmianą prawa jest o wiele szersza, obejmuje szpitale, lekarzy, pielęgniarki, agencje turystyczne, ZUS a w pewnym sensie nawet wszystkich, którzy płacą składki zdrowotne.

 

Jeśli w jakimś kraju prawo aborcyjne jest bardzo restrykcyjne, to w statystyce dramatycznie spada liczba legalnych aborcji i wzrasta liczba poronień i innych przypadków nagłego zakończenia ciąż. Można wtedy – jak obecnie w Polsce – obserwować wzrost liczby ogłoszeń medycznych jednoznacznie oferujących legalne lub półlegalne zabiegi „zakończenia ciąży”. Delegalizacja aborcji nie powoduje więc, że zjawisko jako takie zniknie – powoduje natomiast, że dostęp do takich zabiegów zostaje utrudniony i ryzyko dla lekarza, który podejmuje się przerwaniem ciąży wzrasta, co odbija się na cenie usługi. Ma miejsce podobne zjawisko jak przy prohibicji: Ludzie nie przestają pić, ale cena alkoholu wzrasta. To jest niekorzystne dla biednych, których już nie stać na taki zabieg, ale to jest zdecydowanie korzystne dla tych ginekologów, którzy dokonują przerywania ciąż w szarej strefie. Tam bowiem szybko tworzy się cena równowagi między podażą i pobytem. Ta cena jest o wiele wyższa niż byłaby w warunkach liberalnej ustawy aborcyjnej, nie tylko dlatego, że ryzyko jest większe ale i dlatego, że ginekolodzy nie mają konkurencji ze strony państwowej służby zdrowia, która w warunkach liberalnej ustawy aborcyjnej wpływałaby na obniżenie cen. W czasach, kiedy w Polsce aborcja była dopuszczalna z przyczyn społecznych, niektóre szpitale odmawiały zabiegów z uwagi na (rzekome lub prawdziwe) zastrzeżenia moralne personelu. Obojętnie, czy były to zastrzeżenia prawdziwe lub tylko próby przekazywania pacjentek do prywatnych przychodni, to takie zachowanie zmniejszyło podaż zabiegów przerywania ciąży i tym samym podbijało (przy niezmiennym popycie) cenę tych   zabiegów. Dlatego feministki, obrońcy praw kobiet i socjaliści (broniący interesy mniej zarabiających, w których uderza wzrost cen takich usług) najgłośniej protestują przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych – ginekolodzy natomiast milczą.

 

Restrykcyjne przepisy aborcyjne sprzyjają turystyce aborcyjnej – to znane od lat i tak samo, jak zwiększa się wtedy liczba dwuznacznych ogłoszeń usług ginekologicznych, tak samo też zwiększa się liczba ogłoszeń agencji oferujących „usługi ginekologiczne za granicą”. Ale to nie są wszyscy beneficjenci restrykcyjnego prawodawstwa. Korzystają na nim bowiem niemal wszyscy, którzy nie dokonują aborcji – wszyscy płatnicy składek do NFZ. Gdyby bowiem aborcja ze względów społecznych była legalna, to przynajmniej część kosztów zabiegów była pokrywana przez NFZ. Nawet gdyby ustawodawca wyłączył koszty bezpośrednio związane z zabiegami przerywania ciąży, to i tak kobiety u których wystąpiłyby komplikacje poaborcyjne bez obaw mogłyby się zgłosić do lekarza i otrzymałyby refundację. W warunkach restrykcyjnej ustawy aborcyjnej te możliwości są bardzo ograniczone, bo taka pacjentka nie może ujawnić przyczyn tych komplikacji. To zaś oznacza, że delegalizacja aborcji obniża wysokość składki dla wszystkich i przerzuca część kosztów poaborcyjnych na pacjentki. W ten sposób wszyscy płatnicy składek zdrowotnych korzystają z restrykcyjnego prawa aborcyjnego. Zwolennicy liberalizacji przepisów aborcyjnych argumentują, że restrykcje powodują, że kobiety skłonne do nielegalnego usunięcia ciąży uciekają się do zabiegów w niebezpiecznych warunkach u znachorów. Gdyby tak było, restrykcyjne ustawodawstwo powinno spowodować wzrost kosztów dla płatników składek, według zasady „więcej kiepskich zabiegów, więcej komplikacji po zabiegu, więcej kosztów leczenia.” Jest to jednak mało prawdopodobne: W świetle obecnego prawodawstwa lekarz ryzykuje bowiem więcej niż kobieta, więc ma też silniejsze bodźce, aby wykonać zabieg prawidłowo.

 

Spór o aborcję nie jest więc czystą walką na argumenty i moralność, moralność tu jedynie kamufluje fakt, że prawie wszyscy, którzy biorą stronę w sporze, mają konkretne materialne interesy, którym zagraża zmiana prawnego status quo. Dotyczy to nawet Kościoła, choć w jego przypadku nie chodzi o pieniądze, lecz o władzę nad wiernymi. Restrykcyjne prawo aborcyjne utrwala sytuację, w której duża część kobiet działa wbrew głoszonym przez siebie przekonaniom – zwłaszcza na wsi. Taka sytuacja zapewnia Kościołowi utrzymanie kontroli społecznej nad wiernymi. Bez kościelnego potępienia aborcji nie byłoby wyrzutów sumienia (albo byłyby one słabsze) i tym samym i władza Kościoła nad kobietami byłaby słabsza. Dlatego Kościół, rezygnując z potępienia aborcji, straciłaby część swojej władzy nad wiernymi.

 

Spór o aborcję jest elementem walki o podział władzy i pieniędzy w państwie. Dlatego jest on równie bezwzględny i demagogiczny jak konflikty o reformę podatków. I tak samo strony w sporze starają się kamuflować swoje materialne interesy racjami wyższymi i argumentami moralnymi. W tym sporze LPR paradoksalnie i wbrew temu, co mówi, broni interesów ginekologów i turystyki aborcyjnej i występuje de facto za urynkowieniem usług aborcyjnych. Lewica i liberałowie, również wbrew temu, co głoszą na co dzień, bronią z jednej strony interesów mało zarabiających kobiet skłonnych do aborcji (albo, określając to politycznie mniej poprawnie – interesów marginesu społecznego) i opowiadają się za interwencjonizmem państwowym i sztucznym obniżeniem cen usług aborcyjnych. W przypadku liberałów jest to może bardziej zaskakujące niż w przypadku lewicy, ale w dyskusji o aborcji już od dawien dawna wszystko jest na głowę postawione…

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (31):

Sortuj komentarze:

Pełna zgoda z Beatą.
Wobec tego za każdą "ideologią" stoi jakieś lobby.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ha, dzięki. Właśnie, kolejnym krokiem ku uznaniowości jest zmiana terminologii: już nie eutanazja, a "godna śmierć"? . Tego właśnie się obawiam, bo nigdy nie wiadomo, kto dorwie się do władzy i jak będzie korzystał z prawa do zabijania - jeśli takowe zostanie uchwalone. Wystarczy kryzys w służbie zdrowia oraz wariat u władzy. Co do obecnej dyskusji o zaostrzeniu ustawy, to dla mnie jest gra polityczna, jasne. Tyle że to nie wyklucza mojego nie dla aborcji, eutanazji i kary śmierci - dla wszystkich razem.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witaj, sosno!
co do kwestii wyboru - zgoda.
Co do tego, że na aborcji ktos zarabia, tez zgoda. Jedna grupa zarabia na zakazie, inna grupa zarabia na liberalizacji.
Co do eutanazji - ta debata juz jest, tyle ze nie w Polsce. Caly spor w Holandii, Belgii i Niemczech idzie o to, jak rozpoznac wole umierającego w pewnych skrajnych przypadkach i jak wogole zdefiniowac te wole. I oczywiscie daje to zawsze pole do naduzyc, zwlaszcza, jesli o woli ma orzec rodzina (ktora chce dziedziczyc, albo po prostu miec spokoj). Problem znow jest w tym, ze nieregulowanie tej kwestii (albo po prostu utrzymanie zakazu) tez daje pole do naduzyc. Eutanazja zostala w tych krajach liberalizowana kiedy sie okazalo, jak duza jest liczba takich zabiegow ktore odbywaja sie bez zadnej kontroli (bo byly nielegalne). Wtedy uznano, ze lepiej to uregulowac tak, aby kontrola byla mozliwa. To jest fundamentalna kwestia, czy prawo powinno tylko odzwierciedlac moralnosc wiekszosci (bez wzgledu na - czasami - niemoralne skutki tego moralnego prawa) czy rozwiazac spoleczne problemy (wtedy metody moga byc niemoralne, ale skutki jak najbardziej). W Polsce na razie przewaza pierwsze podejscie, w Holandii to drugie.
I jeszcze jedno: Nie nazywajmy tego eutanazja. Eutanazja to bylo planowane masowe zabojstwo chorych psychicznie w Trzeciej Rzeszy. Nikt ze zwolennikow "pomocy w umieraniu" nie chce legalizowac zabojstwa, nikt nie kwestionuje, ze "pomoc w umieraniu" wobec osoby, ktora tego nie chce, jest morderstwem. To, co w Polsce nazywa sie eutanazja, wedlug ustaw belgijskich i holenderskich dotyczy wylacznie ludzi, co do ktorych nie ma watpliwosci, ze
1. sa nieuleczalnie chorzy albo data ich smierci jest bardzo bliska
2. sami sobie zycza smierci.
Caly spor idzie tylko o to, jak to ustalic, jak unikac bledow i jak to dokladnie zdefiniowac.
Nikt natomiast nie chce mordowac psychicznie chorych, to zupelnie cos innego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co myślicie o tym żeby gumki było dozwolone od lat 18;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaus, ale ja się będę kłocić dalej, bo widzę, że jesteś skory do dyskusji :-)
Decydowanie kobiet o sobie - jestem za. Tylko że dla mnie na przykład nie jest sprawiedliwe, że ktoś proponuje mi zabieg, a nie daje drugiej możliwości: urodzenia w należytym komforcie i oddania dziecka do adopcji. Wolnośc decyzji jest wtedy, kiedy nie jestem pod presją. Bo mam wrażenie, że ktoś na aborcji zarabia ;) Co o tym myślisz?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja się podparłam argumentem religijnym. Ale do definicji początku, defincji aborcji etc. nie doszłam dzięki Kościołowi. Mnie argumentacja Kościoła irytowała tak samo, jak tu obecnych, innych Dyskutantów.
Logika mi mówi, że jeśli z tego "zlepka komórek" (jak mawiają inni) wyrośnie w pełni ukształtowany człowiek, to już w tej chwili mam do czynienia z człowkiem. A co do eutanazji, jestem 100% pewna, że za parę lat zacznie się seria eutanazji bez pytania się pacjentów o zdanie. Kropka. I mówię to, kierując się logiką, a nie wiarą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sosna ma o tyle racje, ze postawa kosciola jest na tyle konsekwentna, ze nie da sie jej podwazyc za pomoca argumentow religijnych. Bo nawet jesli zgadzamy sie, ze nie mozna jednoznacznie stwierdzic, czy plod jest czlowiekiem, to juz sama mozliwosc, ze jednak moglby byc czlowiekiem, powinnien nam nakazac jego bezwzgledna ochrone. Problem zaczyna sie przy pytaniu, czy ta absolutnie konsekwentna i logiczna argumentacja powinna byc na tyle obowiazkowa dla wszystkich (rowniez niewierzacych), aby ja wpisac do ustaw panstwa, w ktorym istnieje rozdzial miedzy panstwem i kosciolem (albo "wzajemna autonomia"). I czy to prawo do ochrony jest tak absolutne (i jednostronne), ze wyklucza wszelkie inne prawa (na przyklad prawo kobiety do decydowania o sobie). Bo w zadnym panstwie ochrona zycia nie jest absolutna i bezkompromisowa: Wszystkie panstwa dopuszczaja zabojstwa obcych (podczas wojny), wiele dopuszcza zabijanie jednej osoby aby ratowac innej albo kilku innych (kwestia snajpera ktory strzela do porywacza aby ratowac zakladnikow), w niektorych istnieje kara smierci, w innych legalna pomoc w umieraniu (prosze mi nie mowic o eutanazji, eutanazja to zabojstwo wbrew woli ofiary!!!). Nie może byc inaczej, z bardzo prostej przyczyny: i definicja "zycia", i definicja poczatku i konca życia (smierci) są pewnymi konstrucjami spolecznymi, ktorych znaczenie zmienia sie w czasie. Ktos, ktorego dzis uwazamy za zywego pacjenta (lezy n. p. w komie) kilkaset lub kilkatysiecy lat temu bylby uwazany za martwego. I tak samo wtedy wszyscy powiedzieliby, ze ktos, ktory sie nie urodzil, nie jest czlowiekiem. Poniewaz to jest zmienne, to i granice tego, co dopuszczalne, i to, na ile zycie trzeba chronic, ewoluuje ciagle. A to oznacza, ze tylko na podstawie pewnej aksjologii (jak na przyklad katolicyzmu) mozna ustalic jasne, niezmienne reguly. Ale one sa wtedy przekonujace tylko dla tych, ktorzy argumentuja na podstawie tej samej aksjologii. W demokracjach takie spory rozstrzygaja kompromisy, stad na przyklad mamy granice, ze aborcja ze wzgledow kryminalnych lub medycznych jest dopuszczalna do 3. miesiaca. To kompromis, zadna ostra, "obiektywna" granica.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak trzymać ministrze;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niech minister zrobi nakaz "GUMKI DOZWOLONE OD LAT 18" wszak oto tu chodzi żeby polska młodzież nie miała dostępu do takich bezeceństw. No i dodatni przyrost naturalny i jeszcze przybędzie uczennic w ciąży do policzenia i którym da się oznaczyć Np. Bardzo ładną "Szkarłatna Litera"

Pozdrowienia panie ministrze tak trzymać!;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli nie jesteś człowiekiem od początku (od zapłodnienia), to potem w każdym momencie życia może ktoś Ci tego człowieczeństwa odmówić. Z "logicznych" powodów. Dzisiaj "nie odczuwająca niczego tkanka" nie jest człowiekiem, jutro okaże się, że człowiek-roślina, chory, stary. Czy jesteśmy w stanie zahamować tę tendencję do odczłowieczania, nie stawiając jednocześnie granicy, o której piszę?

Zmuszanie kobiet do rodzenia. Zawsze się zastanawiam: a gdzie są w tych trudnych sytuacjach mężczyźni? Przecież to nie "ona" jest w ciąży, tylko "oni", to nie kawałek "jej" ciała, tylko "ich" dziecko. Rozumiem, że aborcja ma być formą pomocy... bo niektórych nie stać na inną pomoc. Tragiczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.