Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15509 miejsce

Ktoś musi wycierać parkiet...

Wielu ludzi powtarza, że młodzi to tylko siedzą na plantach, w parku, piją piwo, włóczą się po mieście. Mit ten obalają tancerze breakdance. Jest ich 11. Dziewięciu „starych” i 2 „młodych”. Są w różnym wieku ale łączy ich jedno. Grupa Wataha.

Jedna z figur wykonywana przez Turisza / Fot. Sławomir FerencPiątek około godziny 19. Przechodzę obok Miejsko – Gminnego Ośrodka Kultury w Tyczynie. Słychać muzykę. Wchodzę. W środku grupa młodych ludzi. Duduś, Outlaw, Gumer, Bisiu, Goodstaff, Kermit, Awgan, Falcon, Bizon, Ryba, Krawat. Jedni tańczą, drudzy się przyglądają.

Co to jest breakdance?

Według definicji encyklopedycznej breakdance to rodzaj tańca, wymagający dobrych predyspozycji fizycznych, kondycji oraz wysokiego poczucia rytmu. Osoby tańczące breakdance nazywamy b-boy (mężczyzna) lub b-girls (kobieta). Nazwa ta powstała od słowa "beat boy", "bronx boy", "break boy" określającego człowieka tańczącego do beatu (rytmu). A czym jest dla nich?

– To powiązanie tańca z akrobatyką. By dobrze tańczyć trzeba tańczyć długo i być wytrwałym – mówi Outlaw, niewysoki blondyn, który tańczy od prawie 4 lat. Goodstaff, najstarszy z ekipy dodaje
– breakedance polega na ćwiczeniu figur, własnej kreatywności i wykorzystywaniu tego w bitwach breakdance’owych "jeden na jeden".

Outlaw w akcji... / Fot. Sławomir FerencJak się zaczęło?

– Zaczęliśmy sześć lat temu od ćwiczenia na korytarzu w gimnazjum. Później udało mi się załatwić salę w GOKu (Gminnym Ośrodku Kultury) i liceum gdzie trenujemy do dziś – relacjonuje Goodstaff. – W sumie z tamtej ekipy sprzed sześciu lat zostałem sam. Reszta się wykruszała. Powoli, ale się wykruszała.

– Zainspirowały nas filmiki „Flightstep”, a także innych znanych wtedy ekip. Również ekipy starszej, która się rozpadła, a z której został tylko Goodstaff. Chcieliśmy kontynuować to co im nie wyszło – dodaje Outlaw

– Do break’a wciągnęli mnie znajomi. Od razu mi się spodobało i zostałem. A przyszedłem 3 lata temu – mówi zdyszany Duduś, który właśnie skończył „kręcić” backspin’a czyli standardowy obrót na plecach.

Podchodzę do następnego tancerza breakdance. – Na dyskotece szkolnej w podstawówce pierwszy raz zobaczyłem osobę, która tańczy breaka i od razu mi się spodobało. Jak poszedłem do gimnazjum to załapałem się na treningi i tak do tej pory trenuje – opowiada Kermit i dodaje – to jedyny taniec, który umożliwia kreowanie własnej osobowości...

Dlaczego ten styl ? – Pytam. – To nie styl. Źle zadane pytanie – poprawia mnie Goodstaff. – Powinieneś spytać dlaczego breakdance? Pytam więc. To jedyny taniec, który umożliwia kreowanie własnej osobowości... – odpowiada bez zastanowienia. – To bardziej styl życia niż taniec – dodaje po chwili.

– Break daje mi duże odstresowanie, oderwanie od rzeczywistości, wejście w jak gdyby inny świat, gdzie robisz tylko to co lubisz i to, co cię kręci, triki, które cię pociągają, które lubisz albo po prostu, które umiesz – kontynuuje Outlaw. – Break to przede wszystkim przyjemność, Fajnie jest panować nad swoim ciałem – dodaje Kermit. Dlaczego? Jak to dlaczego, przecież ktoś musi wycierać parkiet – śmieje się Gumer.

Zainteresowanie widowni...

Chłopaki tańczą na scenie. Na sali porozkładane krzesła. Co chwilę ktoś wchodzi i na nich zasiada. Dołącza do tych, którzy są od początku. Głównie młodzi, którzy wieczorami nie mają gdzie pójść. Przychodzą „popatrzeć na break’a, bo fajnie to wygląda” – jak sami mówią.

Na występach zainteresowanie breakdance’m jest duże. Nie tylko młodych, ale też dorosłych. – Nieraz widzi się bardzo dużo osób, nie tylko młodych. To cieszy, że patrzą na Ciebie Ci ze „starszego pokolenia”. Świadczy to o tym, że break łączy ludzi w różnym wieku – mówi Bizon, dobrze zbudowany dwudziestolatek.

– Mają sobie to coś, co przyciąga uwagę – mówi Kędzior, który wspólnie z innymi ogląda trening. – To, co robią chłopaki jest wspaniałe, podoba się ludziom. Wystarczy spojrzeć chociaż teraz, kiedy jest tyle osób, a o występie już nie wspominając – kończy.

Rzeczywiście. Wataha bardzo często tańczy na różnego rodzaju imprezach. Zarówno charytatywnych jak i widowiskowych. Ostatnio pomogli dzieciom, włączając się w finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wcześniej tańczyli na „Dniach Tyczyna”.

Zawsze jednak tańczą przy pełnej sali. To jest budujące. – mówi Krawat, który dopiero zaczyna, ma już jednak za sobą pierwsze występy. – Buduje to, że ludzie przychodzą i patrzą na ciebie i że to co robisz się im podoba.

Robią to co lubią i zgarniają nagrody

Tańczą dla własnej przyjemności. Nie dostają za to żadnych pieniędzy. Pomimo tego odnoszą sukcesy. Nie spadli jeszcze niżej niż czwarte miejsce. To motywuje i zachęca do tego, żeby tańczyć dalej – mówi Bisiu. Uczestniczą w przeglądach i konkursach ekip breakdance’owych z całego województwa. Drugie miejsce w Nisku i Zespole Szkół Mechanicznych w Rzeszowie, trzecie w Mielcu, czwarte na zawodach „trójek” w Bitwie – Południe. – To tylko niektóre rezultaty. Jest ich znacznie więcej jednak nie pamiętam więcej – opowiada Awgan, który zbiera wszystkie dyplomy i puchary. – Jest tego tyle, że mi się półka ugina – kończy z uśmiechem na ustach.

A co na to rodzice ?

– Początkowo nie chcieli się zgodzić, ale później dało się ich przekonać – mówi Ryba, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej. – Dobrze, że się tym zajmuje. Przecież mógł trafić na planty, albo do parku i skończyć jak tamten – mówi mama jednego z tancerzy wskazując, na zataczającego się mężczyznę.

– Wiem, że to niebezpieczne, ale jestem spokojny. Obiecał mi, że będzie na siebie uważał. I z taką myślą puszczam go na trening. – komentuje tata Krawata. – Jestem na każdych zawodach Wataha i dzielnie ich wspieram – mówi inny rodzic – kibic.

– Fajnie, że w rodzicach znajdujemy wsparcie. To nas podnosi na duchu – komentuje Gumer

I po treningu...

Dochodzi godzina 22. – Goście już dziesiąta – krzyczy któryś z tancerzy. – Zwijamy się – dodaje inny. Zaczynają się przebierać i sprzątają. Sala pustoszeje. Widzowie wychodzą po kolei. – Szkoda, że już skończyli. Fajnie było – słychać głosy.

Tancerze też powoli wychodzą. Żegnają się. Podchodzi do mnie Falcon. – Zostajesz? – pyta. – Nie już idę – odpowiadam. Na scenie choć pusto, widzę jednak jeszcze te wszystkie figury, które jeszcze przed chwilą chłopaki „kręcili”. – Czas wracać do domów, do normalnego życia – mówi Duduś – Do następnego treningu. I znów będzie inny świat, inna rzeczywistość. Już nie mogę się doczekać – kończy.

Ja też. Ten jeden trening sprawił, że break mi się spodobał. Na pewno przyjdę na następny i później na następny. Ten jeden piątkowy wieczór sprawił, że zacząłem inaczej patrzyć na breakdance.

I pomyśleć, że gdyby nie szukanie dobrego tematu na reportaż...... break byłby dla mnie dalej zwykłym „tańcem połamańcem”....















Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.