Facebook Google+ Twitter

Któż by nie chciał mieć takiego ojca?

Wesoły, honorowy, oddany rodzinie, dzielny i bitny jako żołnierz, wytrwały i cierpliwy w dążeniu do celu, no i do tego zna języki. Panie i panowie. Oto on. Gieorgij Macharaszwili.

Okładka DVD filmu / Fot. materiały prasowePochodzi i mieszka w słonecznej, spokojnej Gruzji. Monotonię płynących dni przerywa mu wiadomość o ranach odniesionych przez jego syna. Pierworodny walczy na froncie z żołnierzami Wehrmachtu. Cóż może zrobić ojciec? W jedną podróżną sakwę pakuje prowiant od lamentującej matki, w drugą kilogramy tytoniu dla rannego i rusza w stronę szpitala polowego. Tam gdzie leży syn.

Na miejscu, w szpitalu, okazuje się jednak, że chłopak zakończył już rekonwalescencję i wrócił do walki. Macharaszwili spóźnił się kilka dni. Nie pozostaje mu nic innego jak wrócić do domu, przepustka starego Gruzina nie pozwala mu podjechać bliżej terenów, na których toczą się działania wojenne. Wracać do domu? Bez wieści o synu? A może złamać prawo wojenne i przedzierać się w kierunku walczących? W rozwiązaniu dylematu, Gruzinowi pomaga przygodnie napotkany żołnierz. Gieorgij rozpoczyna podróż śladami syna. Jaki będzie jej finał?

Trochę Szwejk, trochę Zagłoba

Trudno oprzeć się porównaniom - Gieorgij Macharaszwili - to trochę taki nasz pan Zagłoba, a trochę dobry wojak Szwejk. Nie ma pewności czy twórcy filmu poznali obu książkowych bohaterów, ale wydaję mi się, że w umysłach wielu polskich widzów skojarzenie z pewnością się pojawi. Stary Gruzin to prosty i honorowy chłop, do tego odważny i zdeterminowany - chce spotkać kochanego syna. Niczym Alosza z Ballady o żołnierzu - (kolejne porównanie, któremu trudno się oprzeć) przedziera się, podróżuje przez fronty, zniszczone miasta, wypalone pola. Pozostaje przy tym jednak sobą - charakternym, serdecznym i pełnym specyficznej ludowej mądrości człowiekiem.

Wojna jest tu elementem tła (fakt, stary Gruzin zaciąga się do Armii Czerwonej i walczy z wrogiem, ale szturmowcy Wehrmachtu czy rozpędzone niemieckie czołgi są tu mimo wszystko przeszkodą tak samo groźną jak skalista droga czy szeroka rzeka) i wydaje sie być zjawiskiem niegroźnym, dziecięcą igraszką. Ot dużo strzałów, huku, wybuchów, ale ginie mało kto, a nawet jeśli umiera - to bezkrwawo, widowiskowo padając i wydając z siebie efektowny jęk.

To zupełnie inny obraz, od tych które mogliśmy oglądać dotychczas w ramach serii "Klasyka radzieckiego kina". Dotychczasowe filmy sławiły poświęcenie i trud żołnierzy (radzieckich oczywiście) i zwracały uwagę na ogrom cierpienia cywilów (mieszkańców ZSRR oczywiście). Tymczasem w "Ojcu żołnierza" otrzymujemy danie lekkostrawne, nie zmuszające nas do wielogodzinnej zadumy. Reżyserowi nie udało się całkowicie uciec od scen patetycznych. Dwie najsłabsze z nich (moment dotarcia żołnierzy radzieckich do przedwojennej granicy ZSRR i czas spotkania Giorgija z synem) są pełne niepotrzebnego wzniosłego nastroju, nie pasującego estetycznie do reszty opowieści. Na szczęście są to sceny krótkie.

Film wpisuje się w stylistykę dzieł takich jak "Paragraf 22" Hellera albo wspomnianych już przygód Wojaka Szwejka. Dzieł, które dowodzą, że o wojnie można opowiadać mądrze i z humorem jednocześnie.

Wiadomości24.pl są patronem wydania DVD filmu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.