Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40828 miejsce

"Kubańska maniana" czyli Passion de Buena Vista w Warszawie

Rytmy salsy, cha cha i mambo, okraszone pokazami tanecznymi przeniosły publiczność zgromadzoną w Sali Kongresowej w klimat słonecznej Kuby. Passion de Buena Vista znowu koncertowali w Polsce.

Passion de Buena Vista w Warszawie / Fot. fot. Robert ŚwiderskiGromadzącą się w sali publiczność wprowadzała w kubański nastrój sceniczna dekoracja – gigantyczna, czarno-biala fotografia hawańskiej ulicy wykonana i czekające na muzyków tradycyjne instrumenty. Dzięki temu widzowie mogli "od progu" oczyma wyobraźni przenieść się do przepełnionego muzyką
miasta.

Passion de Buena Vista w Warszawie / Fot. fot. Robert ŚwiderskiI wreszcie rozbrzmiały dźwięki oryginalnych congas, claves i shekeri. Scenę wypełnili kolorowi tancerze z klubu "Tropicana". Całość koncertu prowadził – przeplatając poszczególne wykonania anegdotami o artystach i przygotowanych utworach - lider grupy "La idea". Z największą "pompą" zapowiadał śpiewaków z grupy "Companeros de Buena Vista", podkreślając, że pracowali i przyjaźnili się z legendami kubańskiej sceny.

Właśnie Maida Castaneda, Tomas Sanchez i Pachin Inocencio zebrali największe brawa od publiczności. Zaśpiewali między innymi takie niezapomniane szlagiery, jak "Besame mucho" czy "Quantanamera".

Passion de Buena Vista w Warszawie / Fot. fot. Robert ŚwiderskiCałe przedstawienie na zmianę przypominało konwencją to rewię, to znowu uliczne (a może plemienne?) taneczne szaleństwo. Gorące tańce przeplatały się z nastrojowymi balladami. Publiczność także zaproszono na scenę do wspólnej zabawy. Nie zabrakło chętnych i nikogo na siłę nie trzeba było wyciągać, by w świetle reflektorów wykonać grupową cha chę. Wszystko złożyło się na atmosferę radości i relaksu, z jaką kojarzymy Karaiby.

Choć trzeba przyznać, że trudno siedząc w sali będącej reliktem środkowoeuropejskiego socjalizmu, do końca wczuć się w klimat tropikalnego klubu... To trochę tak, jakby oglądać przedstawienie w towarzystwie ducha Stalina, w mentalnej łączności z el Comendante Castro i próbować ożywić muzyczne wspomnienia sięgające korzeniami w świat sprzed totalitarnych rewolucji.

Passion de Buena Vista w Warszawie / Fot. fot. Robert ŚwiderskiJednak warto zauważyć, że to, co było najoptymistyczniejsze w show to miejsce, jakie zajęli w nim seniorzy z "Companeros de Buena Vista". Właściwie wokół nich osnuto całe przedstawienie. Byli jego niekwestionowanymi gwiazdami. A kondycja, swoboda i lekkość z jaką prezentowali się na scenie pozostawiła w pamięci niezachwiane przekonanie, że w tej odległej i słonecznej kulturze, nawet starość wygląda inaczej. Karaibska starość wydaje się pogodniejsza, bardziej sprężysta i wciąż bawi się przy muzyce. No i oczywiście przykrywa głowy mężczyzn tak charakterystycznymi czapkami, które pamiętamy jako nieodłączny atrybut Ibrahima Ferrer (choćby z okładki kultowej płyt Buena Vista Social Club).

I choćby dlatego warto spędzić z kubańskimi artystami muzyczny wieczór, jeśli ponownie wrócą do Polski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Szkoda, że tylko zdjecia . Słyszę w uszach te rytmy..5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.