Facebook Google+ Twitter

Kubica jest wielki!

Ponad dziesięć lat temu, kiedy pierwszy raz obejrzałem wyścig Formuły 1 korzystając jeszcze z transmisji Eurosportu, ani przez chwilę nie pomyślałem, że w tak elitarnym gronie może znaleźć się Polak.

Siedząc u boku ojca, emocjonowałem się wspaniałymi pojedynkami Damona Hilla z Michaelem Schumacherem, jakby z góry zakładając, że ten świat jest nie dla nas, nie dla Polaków. Tymczasem w roku 2006 pojawił się on. Tytaniczna praca wykonywana w czasie jazd testowych, doskonałe wyczucie bolidu, i przede wszystkim wrodzony instynkt zwycięzcy - chciałoby się powiedzieć, kierowca idealny. Choć każdy życzył Robertowi Kubicy wszystkiego najlepszego - tak naprawdę mało kto wierzył, że Polak kiedykolwiek stanie na podium. O zwycięstwie w Grand Prix nie mówiąc.

To miał być jeden z wielu kierowców, którzy przejechali kilka wyścigów, a następnie kontynuowali swoją karierę w innych seriach, gdyż na F1 byli po prostu za słabi. Tymczasem już na słynnym torze Monza, Robert pokazał przebłysk geniuszu. Doskonała jazda i trzecie miejsce pokazały niedowiarkom, że być może mamy do czynienia z kierowcą niezwykłym, takim który pojawia się w F1 raz na kilkanaście lat. Następny sezon, choć dla Kubicy niezwykle cenny, bo chyba każdy kierowca marzy o regularnych występach w serii F1, nie był tak udany jak początek jego przygody z cyklem GP. Problemy z samochodem, kiepski dobór strategii, i wreszcie koszmarny wypadek w Montrealu sprawiły, że duża część kibiców znów straciła wiarę w Roberta.

Co na to zawodnik? Jak zawsze, spokojny, opanowany, po prostu zabrał się do pracy. Razem z inżynierami znacznie ulepszył bolid, schudł 6 kilogramów co zapewniło lepszy balans samochodu, i co najważniejsze – nie załamał się słabszym sezonem. Już pierwsze wyścigi tegorocznego cyklu pokazały, że Kubica jest niezwykle mocny. Sam zawodnik tonował nastroje wśród fanów, twierdząc że BMW nie jest jeszcze gotowe na zwycięstwa, chyba że... stanie się coś nieprzewidzianego. I to „coś” stało się w Kanadzie.

O czym myślał Lewis Hamilton opuszczając swoje pole w pit-lane nie wie chyba nawet on sam. Na pewno nie było to nic związanego z wyścigiem – w innym wypadku nie rozbiłby samochodu swojego i Kimi Raikkonena. W tym momencie uwierzyłem, że mogę być świadkiem historii. Wreszcie los sprzyjał naszemu kierowcy. Przecież Hamilton równie dobrze mógł wjechać w Roberta i tym samym zakończyć udział Polaka w GP Kanady. A jednak stało się inaczej, opatrzność już po raz drugi czuwała nad Robertem na torze Gillesa Villeneuva. Prawie rok po kraksie, z której cudem wyszedł cało, wygrał swoje pierwsze GP – nikt mi nie wmówi, że to jest przypadek.

„Duch F1” czuwa nad Robertem. Zwycięstwo to nagroda za wiele lat wyrzeczeń, za wiele lat cierpliwości, za wiele lat ciężkiej pracy. W F1 wygrywają Ci, którzy popełniają najmniej błędów. Obserwując jazdę Roberta w tym sezonie, byłem przekonany że niedługo ujrzę go na najwyższym stopniu podium. Blisko dwa lata temu, po wyścigu na Monzie, eksperci nieśmiało przepowiadali Robertowi wielką karierę. Dziś mogę ze spokojnym sumieniem napisać – są ogromne szanse, że Kubica zdominuje F1 tak jak uczynił to Michael Schumacher. Wszystko w rękach i głowach inżynierów BMW. W bolidzie mają geniusza, teraz muszą mu dać narzędzie do wygrywania. Dzisiejszy wyścig to dowód na to, że marzenia się spełniają, nawet te, które kiedyś wydawały się nierealne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

+ Dla autora i dla Roberta

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo przyjemny tekst. Szkoda, że taki krótki. Miałem nadzieję, że ten sezon zacznie się od GP Australii, gdzie niestety szczęście Robertowi nie dopisało i wszyscy myśleli, że ten sezon będzie wyglądał jak poprzedni. Takie myśli jednak Kubica rozwiał w Malezji zajmując drugie miejsce.
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.