Facebook Google+ Twitter

Kulinarne przeszkody w miasteczkach

Od czterech lat mieszkam na wsi. Przeprowadzając się z 120-tysięcznego miasta, do 3-tysięcznego miasteczka odczuwa się wieeeelką zmianę. Nie zawsze zmianę na lepsze. Ale ma co się oszukiwać, nie istnieją przecież same minusy.

Szlag jednak mnie trafia (tak jak dosłownie przed chwilą) gdy nie mogę kupić w tutejszych sklepikach przypraw niezbędnych do przygotowania obiadu. Nie jestem zbyt wybredna. Jako osoba o niewielkich zdolnościach kulinarnych zamierzałam zrobić dziś gulasz. Szperając po szafkach stwierdziłam, że brakuje mi kaszy jęczmiennej i fixu do gulaszu (w sumie już obojętnie jakiej firmy).

Jako, że nie zrobiłam jeszcze prawa jazdy (pluję sobie teraz w twarz), w samo południe wyruszyłam na rowerze do pobliskiego sklepu. Kasza w torebkach jest, fix do gulaszu – hmm, wiem, że go miałem, ale teraz na szybko to nie znajdę... – z marzeń o perfekcyjnym rodzinnym obiadku wyrwał mnie głos sklepikarza. No nic, niech będzie tylko kasza. Po fix pojadę gdzieś indziej – trudno.

Z wypiekami na twarzy (jako, że upał dziś niesamowity) popędziłam do kolejnych sklepów. Wszędzie patrzono na mnie jakbym chciała gwiazdkę z nieba. Jedna pani, to powiedziała, że owszem – w słoiczkach sos do spaghetti jest. No tak, bo między spaghetti a gulaszem jest znikoma różnica – zażenowana opuściłam budynek.

Po sześciu nieudanych podejściach zrezygnowana i z językiem do pasa wróciłam do domu. Nie da rady, trzeba jakoś inaczej sobie poradzić. Ze spiżarni wyjęłam domowej roboty przecier. Do prużącego się mięska dodałam słodką paprykę, wspomniany pomidorowy przecier, inne znalezione przyprawy, i... czekam na rezultat. Zapach zniewalający, lekkie drgania pokrywki od garnka pobudzają zmysły. Mój brzusio woła jeść...

To nie pierwszy raz, kiedy w Lubrańcu nie znalazłam tego – com chciała. Wcześniej był żurek w torebce (określonej firmy – ale kryptoreklama jest tutaj absolutnie zbędna), awokado, łosoś w płatach, drobiowe żołądki... No dobrze, rozumiem, że nie mogę wymagać od małego miasteczka zaopatrzenia jak w wielkim (albo średnim) mieście. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że nie oczekuję nie wiadomo czego...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

no kto wie, może się skuszę :) ale jak powiedziałam, a raczej napisałam "jako osoba o niewielkich zdolnościach kulinarnych" fix ułatwia w zupełności sprawę, a smakuje wspaniale ;) na szczęście w najbliższej odległości nie mam miąska biegającego w zagrodzie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Judyta!!!! fix do gulaszu? Przeciez bluznisz mi tutaj Kobieto!!!
A od czego masz boczek cebulke papryke pomidory czosnek, troche chilli, troche smietanki no i oczywiscie miesko???? Przeciez te rzeczy zazwyczaj sa w kazdym wiejskim ogrodku za darmo, miesko tez sie znajdzie biegajace w zagrodzie!
Najpierw smazysz boczek wrucasz i podsmazasz ze wszystkich stron mieso wsypujesz peprz i inne przyprawy (papryka, chilli, byle nie solic i nie wsypywac vegety ktora rowniez ma w sobie sol) dorzucasz ogromne ilosci pokrojonej w talarki cebuli. tusisz to wszystko kilka minut (naprawde wg wlasnego uznania a nie zegarka). wrzucasz to do garnka i zalewasz wrzatkiem i zostawiasz na malym ogniu po 45 minutach wrzucasz papryke i po kolejnych 15tu minutach (najlepiej uprzednio sparzone i bez skorki) pomidory. Cebula jest naturalnym zageszczaczem wiec sie nie martw jesli na samym poczatku wlalas zbyt duzo wody. Czesc wody wyparuje a w pozostalej wodzie cebula sie calkowicie rozpusci i ciecz zrobi sie gesta. Pamietaj tylko zeby gotowac to na naprawde malym ogniu (ale zeby "pyrkotalo") i czym dluzej, tym lepiej. Czas gotowania zalezy od miesa jakiego uzywasz. po 90iu minutach solisz sobie do smaku lub wsypujesz vegete no i tez w zaleznosci od twojego gustu mozesz uzyc smietany badz nie. Wcale nie musisz sie trzymac zegarka. sama ustal sobie czas. W kazdym badz razie gulasz masz gotowy bez zadnej chemii w rodzaju fix. Fix to nic innego jak mieszanina aromatow i barwnikow z mąką. i gotowanie z fixem to zadna sztuka. Ciekawe czy sie odwazysz na ten krok i sprawdzisz moj przepis. Naprawde go polecam. Stosuje go juz pare dobrych lat i szczerze mowiac moj gulasz jest slynny hehehe:-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, nader często wyłączają u mnie prąd. Te awarie bywają naprawdę irytujące.
Co do zakupów, to właściwie mam wszystko na miejscu, mieszkam w wiosce pod Poznaniem, ale pieszo mogę dojść do kilku sklepów, w tym całodobowego oraz do długo otwartego troszkę dalej i właściwie wszystko mogę kupić :) A jeśli zachce się wielkich zakupów, biorę samochód i jadę kilka km do Swarzędza. Do Poznania samochodem niechętnie wjeżdżam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.