Facebook Google+ Twitter

Kulisy filmu czyli "Księżyc i magnolie" w Teatrze Współczesnym

Wakacje to okres gdy większość teatrów jest nieczynna. Na szczęście nie wszystkie. Jednym z nich jest Teatr Współczesny, który w swoim letnim repertuarze ma m.in. spektakl "Księżyc i magnolie".

 / Fot. Magdalena Hueckel, Teatr WspółczesnyAkcje spektaklu zaczyna się w momencie, gdy przerwane zostają zdjęcia do filmu" Przeminęło z wiatrem". Producent David O. Selznick (Sławomir Orzechowski), niezadowolony z dotychczasowego scenariusza, postanawia zwolnić dotychczasowego scenarzystę oraz reżysera. Wzywa więc do siebie Bena Hechta (Andrzej Zieliński), któremu zleca napisanie nowego scenariusza.

Problem w tym, że ten na wykonanie zadania ma zaledwie pięć dni, a nie czytał książki. Próbując ratować sytuację Selznick wraz z nowo zatrudnionym reżyserem Victorem Flemingiem (Leon Charewicz) odgrywają scenki "Przeminęło z wiatrem", wcielając się kolejno w coraz to inne postaci. Ben dość sceptycznie podchodzi do swojego zadania uważając, że do tej pory ani jeden film o wojnie secesyjnej nie zarobił ani centa. Jednak Selznick wierzy w projekt. Dla niego zresztą to walka o marzenia. Walka o to, by nie skończyć jak ojciec i by nie pracować u teścia.

Trzej zamknięci ze sobą w jednym pomieszczeniu mężczyźni przez pięć dni i nocy próbują stworzyć coś wyjątkowego, niezapomnianego. Za pożywienie służą im jedynie banany i orzeszki. Jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym jest dla nich sekretarka Selznicka, Miss Poppenghul (Marta Lipińska).

Spektakl wyreżyserował Maciej Englert. I trzeba przyznać, że zrobił to znakomicie. Wzajemne obrzucanie się orzeszkami czy Fleming w roli rodzącej Melanie, wywołują salwy śmiechu. Widać, że i samym aktorom gra sprawia przyjemność.

Mimo że spektakl jest komedią, nie jest to banalna historyjka, jakich wiele. Nie brak w nim postaci z krwi i kości. Postaci, które posiadają swoje marzenia, ideologie, czy chwile zwątpienia. A grać tak, aby widz zapomniał, że ogląda kreowaną przez aktora postać, a nie jego samego, to nie lada sztuka. Trzeba wykazać się niezwykłym kunsztem aktorskim. A tego niewątpliwie aktorom "Księżyca i magnolii" odmówić nie sposób.

Plusem jest też skromna scenografia. Zabawne dialogi to zasługa nie tylko autora sztuki, Rona Hutchinsona, ale również Klaudyny Rozhin, która dokonała przekładu. Jest to niewątpliwie jeden z tych spektakli, na które warto się wybrać. Nie koniecznie raz.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.