Facebook Google+ Twitter

Kulisy Hollywood na scenie warszawskiego Teatru Współczesnego

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-04-14 13:40

Z pozoru "Księżyc i magnolie" nie jest sztuką, która mogłaby zachwycić przeciętnego widza. Za wiele w niej środowiskowych anegdot i swoistego slangu zrozumiałego dla artystów, ale niekoniecznie znanego bywalcom kin. To jednak ciekawy świat.

 / Fot. Materiały prasoweWielokrotnie nagradzana sztuka Rona Hutchinsona święci tryumfy na wielu polskich scenach i w Teatrze Telewizji, ale warto przy okazji zwrócić uwagę na inscenizację Macieja Englerta. Pozwolił on aktorom na rozwinięcie skrzydeł i bez wielkich, inscenizacyjnych fajerwerków, wybrzmieć wypowiadanym na scenie dialogom, cytowanym kwestiom i traktowanym jak osobiste wyznania, monologom postaci dramatu… chociaż o wyraźnie komediowym zabarwieniu. O wszystkim jednak decyduje kontekst zdarzeń i realia, w jakich przyszło działać trzem muszkieterom amerykańskiego kina i wiernie towarzyszącej im sekretarce. Nie ma co ukrywać pointy i intrygi, bo dramatyczne dzieje powstawania ekranizacji powieści Margaret Mitchell: „Przeminęło z wiatrem” są dobrze znane miłośnikom kina i literatury.



Po przepracowanej razem w gabinecie Selznicka, pięciodniowej gehennie i napisaniu dla tego producenta filmowego scenariusza, boss wypisuje czek na piętnaście tysięcy dolarów. Jest to jedna z ostatnich scen, ale równie dobrze mogłoby się to w ten sposób rozpoczynać, bowiem plan filmowy w każdym momencie stwarza równie napięte, pełne nieporozumień i osobistych zadrażnień, sytuacje. Autor tej sztuki, traktującej twórców kina jako istne bestie, Ron Hutchinson, doskonale obeznany w tym środowisku, jest przecież autorem odcinków seriali, jak też klasycznych dzieł gatunku fabularnego. Obiektywnie rzecz ujmując, nie można mu odmówić racji, patrząc na stworzone przez niego charaktery i postaci. Pozornie sprawa nie wydaje się trudna, bo wystarczyło zebrać krążące wokół arcydzieła światowego kina anegdoty i dopasować do nich odpowiednie słowa, pisząc dialogi spierających się partnerów. Są nimi: scenarzysta, reżyser i producent.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Czytelnik
  • Czytelnik
  • 16.04.2012 22:09

To stary, akademicki spór o to, kto jest najważniejszym twórcą filmowym. W teatrze jest to samo. Artyści czują się niedoceniani przez producentów. Producent cierpi z powodu nienawiści, jaką żywią do niego wszyscy za jego skapstwo, a reżyser musi mimo wszystko pracować i pogodzić szalejące wokół niego żywioły. To jest samo życie i świetna pożywka dla scenarzysty. Tylko nie wiem, czy to jest sztuka, czy pamiętnik autora, który zęby zjadł na tym rzemiośle i wszystkich sławnych ludzi kina osobiście znał ?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.04.2012 19:17

W tak epizodycznej roli trudno rozwinąć skrzydła, ale większość ludzi z mojego pokolenia pamięta aktorkę jako przepiękną, cudowną, zjawiskową kobietę. Do dzisiaj pozostaje interesującą i nie pozostawiającą widza obojętnym istotą. Są po prostu różne gusta i guściki. Każdy ma prawo, nawet do niesprawiedliwej do oceny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I to chciałem wiedzieć, teatromanie, dziękuję!

Komentarz został ukrytyrozwiń
teatroman
  • teatroman
  • 16.04.2012 17:01

też mi coś... rólka dla żony reżysera. Miota się po scenie i odgrywa biurową blondynkę. Nic nadzwyczajnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo wnikliwa recenzja, choć chętnie przeczytałbym coś na temat roli Marty Lipińskiej...

Komentarz został ukrytyrozwiń
9832
  • 9832
  • 16.04.2012 13:51

W bólu się piękne dzieci rodzą i tu się to powiedzenie sprawdziło, bo "Przeminęło z wiatrem" należy do filmów Wszechczasów. Margaret Mitchell też nie zdążyła się nacieszyć swoim sukcesem, bo zmarła potrącona przez samochód. Fortuna kołem się toczy

Komentarz został ukrytyrozwiń
Bywalec
  • Bywalec
  • 16.04.2012 13:25

No to prawie wszystkie wątki i problemy twórców kina są dziś aktualne. Sytuacja artysty, jak była, tak i jest beznadziejna a jego szanse w starciu z producentem minimalne. Ten ostatni nie żył zbyt długo, bo nerwowa robota w filmie nie sprzyja długowieczności. Za to aktorzy, owszem... z wyjątkiem odtwórcy roli Reda. Kiedy zmarł na serce ludzie dowiedzieli się wreszcie, że naprawdę je miał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.