Facebook Google+ Twitter

Kulisy zamordowania prezydenta Łodzi w 1927 roku? Cz. 1

14 kwietnia 1927 roku zamordowano prezydenta Łodzi Mariana Cynarskiego. Prezydent zginął od ciosu nożem na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkał, przy ulicy Andrzeja Struga 4. Jak opisywały łódzkie gazety to tragiczne wydarzenie?

Skan fragmentu gazety / Fot. Marek ChorążewiczKrótkie wprowadzenie do tematu

Lata 20. ubiegłego wieku, to lata odbudowy państwa Polskiego po wielu latach życia pod zaborami. Powszechnie panująca bieda rodziła różne patologie, a państwo broniąc się przed zalewającą kraj zbrodnią starało się reagować natychmiast. Stworzono więc instytucję sądów doraźnych powoływanych wtedy, gdy zbrodnicze działanie dotykało bezpośrednio tkanki struktur nowo tworzącego się ładu publicznego. Inaczej mówiąc, gdy zbrodni dokonał ktoś, kto nie był nieletnim, kobietą w ciąży czy chorym psychicznie, przeważnie podlegał wymierzaniu sprawiedliwości przez takie sądy. Decydowała o tym w zasadzie prokuratura. Procedura dochodzeniowa była wtedy uproszczona, a fakty starano się oceniać bez wnikliwych dociekań motywów działania sprawców czy ich uwarunkowań psychospołecznych, religijnych lub jakichkolwiek innych.

Sądy doraźne działały do końca grudnia 1927 roku. Wtedy Rada Ministrów postanowiła nie przedłużać rozporządzeniem obowiązującej ustawy skonstruowanej w taki sposób, że należało ją przedłużać co pół roku. Tak więc wszystkie sprawy nie zakończone do końca 1927 roku, od 01.01.1928 roku były przekazywane sądom zwykłym, gdzie możliwości obrony sprawców były nieporównywalnie większe.

Łódzka chadecja w tamtym czasie, zabierając głos w sprawie zasądzenia dla sprawców surowych kar i propagując tezę odstraszającego działania kary śmierci wypowiadała się w takim tonie:
"(...)Jeżeli się to stanie, jeżeli rozejdzie się po kraju wieść, że sądy karzą surowo, to można wprost twierdzić, że momentalnie cyfra przekroczeń opadnie".
Na to prasa opozycyjna odpowiadała tak:
"O, tak... Cyfra przekroczeń opadnie, gdy rozejdzie się wieść... W Polsce obowiązuje od lat ustawa o sądownictwie doraźnem, a kronika codzienna aż kapie od krwi...".

Rzeczywiście, gdy przeglądałem prasę okresu międzywojennego, to wrażenie było porażające. Współczesne media pod tym względem nie dorównują doniesieniom z tamtych lat. Spotykało się po 2-3 artykuły w pojedynczych numerach gazet o morderstwach, gwałtach, kradzieżach, a przede wszystkim zabójstwach połączonych z samobójstwem sprawcy.

Z jakimi faktami w tej zbrodni mamy do czynienia?

Kamienica w której mieszkał prezydent Łodzi Marian Cynarski / Fot. Marek Chorążewicz Po pierwsze, 14 kwietnia 1927 roku około godziny 11.00 zamordowano prezydenta Łodzi Mariana Cynarskiego, na klatce schodowej w domu, w którym mieszkał przy ulicy Andrzeja 4 (zdjęcie nr 2).
Po drugie, prezydent otrzymał pierwszą pomoc medyczną zupełnie przypadkowo natychmiast, ale zgon nastąpił po kilkudziesięciu sekundach z uwagi na rozległy uraz brzucha.
Pod mieszkaniem prezydenta na pierwszym piętrze mieszkał lekarz Arkadiusz Sołowiejczyk, który był przygotowany do wyjścia na wizytę do swojego pacjenta. W momencie, gdy usłyszał jakiś rumor na klatce schodowej wybiegł natychmiast na korytarz i zorientował się, że jego sąsiad z góry potrzebuje pomocy, ponieważ osunął się na schody opierając o ścianę. Niestety żadna pomoc - jak się okazało później - nie mogła już powstrzymać gasnącego życia prezydenta po tak potężnym uszkodzeniu aorty brzusznej.
Po trzecie, 18 kwietnia 1927 roku pod adresem Bałucki Rynek 5 aresztowano Adama Walaszczyka, który był sprawcą tego mordu, na co wskazują znalezione dowody oraz jego przyznanie się do zarzucanego mu czynu. Żona Walaszczyka podczas aresztowania męża dodatkowo go pogrążyła, ponieważ zaczęła wykrzykiwać w stronę policjantów, że "to nie mąż zabił prezydenta", mimo że wcześniej nic nie mówiono o przyczynach zatrzymania.
Po czwarte, znaleziono (przy aktywnej współpracy Walaszczyka) materialne dowody zbrodni - nóż wyrzucony w ubikacji przy ulicy Zawiszy 13 oraz zakrwawione jego palto, które wrzucił do śmietnika w posesji przy Piotrkowskiej 93.

Reszta szczegółów oparta jest na mniej lub bardziej wiarygodnych zeznaniach świadków, których przesłuchano ponad stu. Brama wjazdowa na teren posesji kamienicy, w której dokonano zabójstwa prezydenta Łodzi Mariana Cynarskiego / Fot. Marek Chorążewicz

Obciążenie finansowe dla miasta, wygenerowane w następstwie tej zbrodni

Podane tutaj koszty, które znalazłem w gazetach, to wydatki związane bezpośrednio z osobą zamordowanego prezydenta. Oczywiście nie są to straty całkowite dla budżetu miasta.

Naczelnik Urzędu Śledczego komisarz Stanisław Weyer natychmiast wyznaczył nagrodę 5000 złotych za przyczynienie się do schwytania sprawców zabójstwa. Nigdzie w prasie lokalnej nie znalazłem jednak wzmianki, aby ktoś odebrał ową nagrodę, aczkolwiek pełniący obowiązki prezydenta Łodzi wiceprezydent Wacław Wojewódzki omawiając na posiedzeniu komisji skarbowo-budżetowej Rady Miejskiej koszty pogrzebu prezydenta, wliczył w nie także owe 5000 złotych.

Całkowite koszty poniesione przez miasto będące bezpośrednim wynikiem tego zabójstwa były: koszty pogrzebu prezydenta, które wyniosły 29 000 złotych plus stała comiesięczna renta przydzielona rodzinie zmarłego prezydenta w wysokości 1000 złotych, a jednorazowo przyznano pani Cynarskiej zaraz po śmierci męża 5000 złotych.

Kulisy śledztwa

Od początku brano pod uwagę najbardziej prawdopodobne dwie wersje wydarzenia. Z zeznań doktora Arkadiusza Sołowiejczyka wynikało, że gdy dobiegł do rannego, to już nikogo przy nim nie było, a prezydent zdążył przed śmiercią wykrztusić słabym głosem słowo: złodzieje!

Dlatego też początkowo rozważano sytuację, że prezydent Cynarski był świadkiem próby kradzieży i zginął przypadkowo, ale śledczy jednak szybko uporali się z tą wersją, uznając ją za błędną. Po zabójstwie natychmiast aresztowali około 40 najbardziej znanych złodziejaszków, wśród których świadkowie nie rozpoznali morderców.

Co dalej ustalono w śledztwie?

W toku dalszego postępowania śledczy doszli do wniosku, że druga wersja zdarzeń jest bardziej prawdopodobna, a zakładała ona, że sprawcą mógł być ktoś, kto chciał dokonać zemsty osobistej za wyrządzoną krzywdę. Policja zebrała bardzo mocno obciążający materiał wskazujący na zredukowanego robotnika brukarskiego, 25-letniego mieszkańca Łodzi Adama Walaszczyka, którego aresztowania dokonał nad ranem 19 kwietnia 1927 roku komisarz Stanisław Weyer z kierownikiem pierwszej brygady urzędu śledczego Aleksandrem Lutostańskim, w towarzystwie dwóch agentów policji śledczej.

Już 22 kwietnia sędzia śledczy przekazał sprawę do Sądu Okręgowego, a prokurator zadecydował o przekazaniu zabójców prezydenta sądowi doraźnemu, ponieważ mord dokonany został w czasie pełnionych przez zmarłego prezydenta obowiązków, co automatycznie kwalifikowało sprawę do rozpatrzenia przez taki sąd.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.