Facebook Google+ Twitter

Kulisy zamordowania prezydenta Łodzi w 1927 roku? Cz. 3

Sylwetki morderców prezydenta Łodzi Mariana Cynarskiego w świetle lokalnych gazet z tamtego okresu. Czy rzeczywiście tylko złe warunki bytowe były przyczyną tej potwornej zbrodni?

Bałucki Rynek 5. Dom, w którym mieszkał Walaszczyk w czasie zabójstwa prezydenta Cynarskiego / Fot. Marek ChorążewiczAdam Walaszczyk, zabójca prezydenta

O 25-letnim Adamie Walaszczyku w gazetach pisano wyłącznie negatywnie, co nie może zbytnio dziwić po dokonaniu tak okrutnego mordu. Poszukiwałem jednak w dostępnych mi źródłach opisu, który mówiłby o istnieniu u niego tzw. ludzkich cech, które mogłyby tłumaczyć jego zachowanie. Niestety, nic takiego nie znalazłem. Nawet epizod związany z jego skruchą (?) tuż po wydarzeniu, kiedy usiłował znaleźć księdza, któremu mógłby się wyspowiadać (zeznania w sądzie proboszcza Lica) jest mało przekonywujący. Tutaj mieszkał Walaszczyk, morderca prezydenta Cynarskiego / Fot. Marek Chorążewicz

Walaszczyk miał szczególny stosunek do religii. Do kościoła raczej nie chodził, bo przeważnie nie pozwalał mu na to jego stan trzeźwości. Kiedyś wróciwszy do domu po libacji, wykorzystał "święte obrazy" jako materiał opałowy do smażenia jajecznicy. Sprawa zbulwersowała okolicznych mieszkańców na Bałutach, bo nie dało się takiego wydarzenia ukryć, ponieważ było ono połączone z wielką awanturą domową.

Kilku dziennikarzy zbierało informacje o Walaszczyku. Dotarli do znajomych, rodziny, współpracowników, sąsiadów i innych osób. Z tych danych wyłania się taka oto sylwetka mordercy: osobnik o charakterze gwałtownym, kłótliwy, zaczepny, często spożywający alkohol. Dbał tylko o zaspokajanie własnych potrzeb, mniej zajmujący się założoną rodziną. Wszczynał awantury z najbliższymi, zwłaszcza z żoną i teściem. Po ślubie Walaszczykowie zamieszkali razem z teściami i dlatego dochodziło do częstych awantur z teściem, szewcem utrzymującym całą rodzinę.

Kiedyś doszło do tego, że teściowie musieli wynieść się z mieszkania i zamieszkać u znajomych, a pokłosiem tego wydarzenia miała być 25 kwietnia rozprawa przeciwko Walaszczykowi, za bezprawne wynajęcie mieszkania teściów następnemu sublokatorowi, by uzyskać trochę pieniędzy. Ta rozprawa oczywiście nie odbyła się, gdyż odroczono ją z powodu niestawienia się świadków, a również aresztowany Walaszczyk podobno nie otrzymał zawiadomienia o sprawie.

Walaszczyk wraz z rodziną (żoną i dwojgiem dzieci) wyprowadził się z mieszkania teściów do sutereny, jednoizbowego pomieszczenia znajdującego się w budynku Bałucki Rynek 5, gdzie była wilgoć, stęchlizna, z sufitu kapała woda, a cała rodzina sypiała w jednym barłogu.

Gdy Walaszczyk jeszcze pracował, pewnego dnia wywołał awanturę z innym kolegą brukarzem i doszło do bójki, w której dotkliwie poturbował swojego kompana, aż wezwano do poszkodowanego pomoc medyczną, a on sam w efekcie stracił pracę, tuż przed uzyskaniem uprawnień do świadczeń socjalnych, właśnie na taką okoliczność, utraty pracy.

Walaszczyk miał sprawne tylko jedno oko, ponieważ matka niechcący zraniła go nożyczkami, gdy miał dwa lata i oka nie udało się uratować.

Sąsiedzi i znajomi słyszeli podobno kilka razy, jak Walaszczyk wypowiadał się, że będzie się mścił na tych urzędnikach, którzy nie pomogą mu uzyskać pracy.

Walaszczyk został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano natychmiast po odmownej odpowiedzi prezydenta RP w sprawie ułaskawienia. Dzieci Walaszczyka umieszczono w miejskim żłobku.

Skan fragmentu gazety / Fot. Marek Chorążewicz

Kazimierz Rydzewski, drugi współsprawca zabójstwa prezydenta Cynarskiego

Informacje, jakie udało mi się zebrać o 21-letnim Kazimierzu Rydzewskim można byłoby skwitować jednym zdaniem: był rzezimieszkiem, postrachem Bałut. W dodatku był człowiekiem bardzo wyrachowanym, cynicznym i nadmiernie ugrzecznionym, gdyż chciał uchodzić za dżentelmena, ale nigdy nie rozstawał się z towarzystwem zawsze noszącym przy sobie "majchra" (z relacji sąsiadów). Stronił od kolegów z pracy (oczywiście, gdy pracował), zmieniał często miejsce pobytu i rzecz ciekawa, że sąsiedzi nigdy nie widzieli go pijanego. Ostatnio mieszkał u starszego brata, przy ulicy Włocławskiej 15, gdzie został zatrzymany po zeznaniu Walaszczyka, który wskazał go jako współuczestnika morderstwa. W domu Rydzewskiego nie było widocznej takiej nędzy, jak u Walaszczyków.

Rydzewski został skazany w maju 1927 roku wyrokiem sądu doraźnego na dożywocie. Natomiast 18 stycznia 1928 roku w gmachu Sądu Okręgowego w Łodzi odbyło się pierwsze posiedzenie apelacyjne zasądzonego wyroku.

Kilka zdań relacji z sali rozpraw, według "Ilustrowanej Republiki":
"(...)Oskarżony, zapytany o personalia, odpowiada zupełnie spokojnie, potwierdzając, że był karany sześciomiesięcznym więzieniem za usiłowanie zabójstwa policjanta Altmana w lesie łagiewnickim.
- Wyznanie? - pyta przewodniczący.
- Polak - brzmi odpowiedź.
Sąd przystępuje do odczytania aktu oskarżenia(...)".

21 stycznia Sąd Okręgowy uznał go winnym współudziału w zbrodni i skazał go na karę śmierci. Oto dalsze cytaty o odczytaniu uzasadnienia wyroku, który przeprowadzono 28 stycznia:

"(...)Na salę publiczności nie dopuszczono. Motywy wyroku odczytywał sędzia Witkowski w obecności prokuratora kameralnego dr. Markowskiego i aplikanta sądowego Grudzińskiego. Obrońca oskarżonego adw. Hartman nie przybył. (...)".

"(...)Okoliczność, iż Rydzewski liczył zaledwie 21 lat, a Walaszczyk był znacznie starszy nie może być uważana za łagodzącą, gdyż wiek ten dowodzi, że Rydzewski jest typem na wskroś zbrodniczym, który uczynił Walaszczyka powolnem narzędziem w swych rękach. (...)".

"(...)Wobec tego, iż motywy nie zostały jeszcze przepisane na maszynie, zostaną one doręczone Rydzewskiemu dnia 30 stycznia r.b. Po odczytaniu motywów Rydzewskiego wyprowadzono z sali do celi aresztanckiej, poczem skutego odwieziono do więzienia przy ulicy Kopernika".


Obrona Rydzewskiego wniosła skargę do drugiej instancji, do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, gdzie zamieniono karę śmierci na bezterminowe ciężkie więzienie.

Rydzewski wniósł skargę do Sądu Kasacyjnego i 27 października 1928 roku Sąd Najwyższy, jako instancja ostateczna, uznał skargę za bezpodstawną i odrzucił ją ostatecznie, utrzymując w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego.

Na dalsze losy Rydzewskiego nie trafiłem. Ciekawe co się z nim stało w czasie II wojny światowej?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bezcenny artykuł z dziejów ojczystych, pokazujący jak należy wykorzystywać niezmiernie ciekawe i wartościowe źródło, jakim jest dawna prasa codzienna. Mam tylko jedno, malutkie zastrzeżenie; język Autora jest zbyt nowoczesny jak na ten temat, a w istocie rzeczy nasz Drogi Przyjaciel uległ niestety zaśmiecaniu go angielską łaciną. Jednak oczywiście nie umniejsza to w niczym wartości przekazanej tu wiedzy, a tylko pociąga za sobą pewną przykrość dla niektórych czytelników.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.