Poseł Arkadiusz Mularczyk, trzymając rękę w cudzej kieszeni gromko zakrzyknął: łapać złodzieja. Trudno złodzieja złapać, skoro nie wiadomo czyja ręka, a czyja kieszeń. Poseł Mularczyk twierdzi, że ręka nie jest jego. Twierdzenie to jest mu potrzebne po to, żeby w chwilę później zapierać się, że ręka i kieszeń do niego należą. Tymczasem kieszeń, do której rękę poseł Mularczyk włożył jest obca. I to jemu właśnie - szczególnie obca! Poseł Mularczyk włożył bowiem rękę w kieszeń Pani Etyki.
Niepomny na niestosowność takiego zachowania, poseł Mularczyk grzmiał: oskarżę, wsadzę do więzienia, obłożę anatemą, wyzwę na pojedynek każdego kto powie, że moje zachowanie jest "be".
Ja powiem. Pańskie zachowanie jest "be". Pańskie zachowanie jest nieetyczne. Broniąc złej sprawy zachował się Pan w sposób, który świadczy o tym, że do etyki ma Pan stosunek ambiwalentny. Odgraża się Pan (bardzo odważnie!) bo atak jest najlepszą obroną. Obawiam się, że pogróżki nie odniosą skutku. Gotów jestem "odsiedzieć" wypowiedź na Pana temat. Tym bardziej, że przyjdzie mi dzielić celę z zacnym towarzystwem. Jeżeli zaś wyzwie mnie Pan na pojedynek, to odmówię, bo kodeks Boziewicza odmawia prawa do pojedynku ludziom niegodnym!
Co sprawia, że muszę zgodzić się na więzienie. Ano to, że mojej zgody na niegodne zachowania nie będzie. Dopuścił się Pan manipulacji i rzucił cień podejrzeń na sędziego i człowieka, który zasługuje na najwyższy szacunek.

Nie pisałbym dziś o tym, kierując się darem przebaczenia, gdyby nie stanął w Pana obronie Rafał Ziemkiewicz (a nie poświęciłby się Pan wyłącznie literaturze s-f?). Ziemkiewicz polemizując z Dominiką Wielowieyską próbuje wytłumaczyć postępowanie Mularczyka. Powołuje się na prawniczą praktykę, która - jak wiemy - pozwala adwokatowi stosować dowolne kruczki prawne. Prawo z etyką ma niezbyt wiele wspólnego w momencie, kiedy adwokat, powołując się drobne proceduralne uchybienia sądu, prokuratury czy policji domaga się uwolnienia od winy pedofila.
Ziemkiewicz pisze: (...) Mularczyk tuż przed rozpoczęciem rozprawy lustracyjnej w Trybunale oświadczył, że dwóch sędziów zostało zarejestrowanych jako kontakty operacyjne SB, ale nie przekazał informacji, które jasno pokazywały, iż teczki owych sędziów świadczą raczej na ich korzyść, a nie odwrotnie.
Otóż okoliczność, że Mularczyk "nie przekazał informacji" z prawnego punktu widzenia nie ma tu nic do rzeczy. Mularczyk nie był uprawniony do rozstrzygania, czy materiały w tych teczkach świadczą "raczej na korzyść", czy "raczej na niekorzyść" sędziów i jego opinia w tej sprawie nie powinna mieć dla sądu żadnego znaczenia. Istotny był fakt, że teczki są - samo ich istnienie było istotnym powodem, żeby sąd odroczył rozprawę, zapoznał się i powziął decyzję.(...)
Ziemkiewicz daje tym dowód, że łączenie dziennikarstwa z literaturą s-f przychodzi mu z łatwością. Nie dodaje bowiem, że Mularczyk posłużył się wybiegiem prawnym, żeby odroczyć posiedzenie TK. Dlaczego to zrobił? Ano dlatego, że brak rozstrzygnięcia TK uruchomiłoby działanie ustawy, którego nie sposób było by zatrzymać. Nikt nie mógł mieć wątpliwości, że gniot prawny, autorstwa Mularczyka i spółki nie utrzyma się w TK. I to nie z powodu stronniczości sędziów, a z powodu zapisów w ustawie, które łamały konstytucyjne prawa obywateli.
Mularczyk oraz broniący go publicyści i politycy zapomnieli o tym, że przemilczanie istotnych elementów sprawy jest świadomym kłamstwem. Informując o tym, że w IPN znajdują się teczki sędziów, pomijając fakt, że w jednej z tych teczek znajduje się odmowa współpracy jest świadomym kłamstwem i manipulacją. W ten sam sposób mógł poseł Mularczyk powiedzieć, że Frasyniuk uwikłany był w bliskie kontakty z SB, nie dodając, że kontakty te polegały na odbieraniu Frasyniukowi sznurowadeł, paska i osadzaniu go w celi.
Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia i usprawiedliwienia dla postępku Mularczyka. Nie potrafię też zrozumieć próby obrony Mularczyka przez Ziemkiewicza. Choć czytając tekst Ziemkiewicza zaczynam rozumieć. Pisze Ziemkiewicz: (...) W tej sytuacji uprzejmie proszę koleżankę, aby konkluzję swego tekstu raczyła sobie wsadzić w buty. (...)
Szanowny Panie Ziemkiewicz! po tak eleganckiej erupcji kultury osobistej, jaką Pan zaprezentował wobec kobiety obiecuję:
1. natychmiast spakować Pańskie książki i wynieść je do śmietnika;
2. nigdy ni kupić, żadnej książki autorstwa R. Ziemkiewicza;
3. nie oglądać programu stacji telewizyjnych, w których Pan występuje;
4. nie czytać i nie kupować gazet, w których Pan pisuje.