Facebook Google+ Twitter

Kultura, rowerzysto

Rowerzyści powinni przestrzegać nie tylko przepisów, ale też niepisanych reguł. Jasne: uprzejmość, szacunek, kultura. Tyle, że czasem o tym wszystkim się zapomina. Albo po prostu nie chce się pamiętać.

Rowerowy znak drogowy. / Fot. MarianSigler/Wikimedia Commons

Osoby:


Rowerzysta (można próbować się utożsamiać)
Mężczyzna w czerwonej bluzie (rowerzysta nr 2)
Dziewczyna w spódnicy (rowerzystka)
Kobieta z czterema siatkami i jedną paczką pod pachą
Babulinka
Rodzina, model 2+2

Akt 1, scena 1



Rowerzysta jedzie ścieżką rowerową. Ścieżka się kończy, konieczny jest zjazd na jezdnię i przejechanie trzystu metrów ulicą. 100 m przed sobą nasz bohater widzi mężczyznę w czerwonej bluzie, który wjeżdża na ulicę pierwszy. Niech to szlag! - myśli rowerzysta, ale cóż mu pozostaje – musi jechać za nim. Ten przed nim najwidoczniej się nie śpieszy, pedałuje w swoim tempie, nie zważając na mijające go samochody. Wreszcie nasz bohater nie wytrzymuje i zaczyna wykonywać nerwowe ruchy, zerkać na boki i do tyłu. Chce wyprzedzać. Sytuacja na drodze nie pozwala. Mruczy coś pod nosem, z czasem coraz głośniej. Wreszcie nie wytrzymuje i po dojechaniu do ścieżki solidnie obdzwania mężczyznę w czerwonej bluzie.

Akt 1, scena 2



Uff, teraz nasz bohater ma przed sobą perspektywę pustej ścieżki. Pędzi przed siebie zadowolony. Aż tu nagle – myk! Z prawej wyjeżdża dziewczyna w spódnicy. No ładna, ale niech zmyka stąd ze swoim koszykiem i wstążkami przy kierownicy. Ścieżka to nie wybieg mody, a ta pewnie jeszcze głupiutka. Po stu metrach udaje mu się z nią zrównać. Mierzy ją wzrokiem, ostentacyjnie prycha i wymija. A rowerzystka? Ze zdziwioną miną jedzie dalej.

Akt 1, scena 3



Nie mija d10 minut, jak nasz rowerzysta widzi toczącą się po chodniku kobietę obładowaną siatkami. Pewnie wraca z Kleparza. Ale w zasadzie co z tego? Co to jego, rowerzystę, obchodzi? On jedzie po ścieżce, no, może już nie całkiem po ścieżce, bo ta się skończyła, ale po chodniku. Chodnik szeroki, więc niech się kobieta przesunie. A skąd ma wiedzieć, że ktoś za nią jedzie? Powinna usłyszeć, rozejrzeć się dookoła. Ale jak ma to zrobić obładowana do granic możliwości, pewnie myśląca tylko o tym, żeby zawartość toreb donieść w całości do domu? W takim wypadku należy ją ostrzec. Najlepiej podjeżdżając blisko, żeby usłyszała. Idealny do tego jest głośny dzwonek, jeszcze lepsza oldschoolowa trąbka przyczepiana do kierownicy. No, to trąbimy! Kobieta ze strachu podskakuje, upuszcza siatki, wszystko rozsypuje się po chodniku. A my ją kulturalnie, z boku, wymijamy.

Akt 1, scena 4



Lezie taka babulinka – siwa, głucha – lezie chodnikiem. Albo, nie daj Boże, ścieżką rowerową. I co wtedy? Dzwonka nie usłyszy, krzyczeć też za nią nie ma jak. Idzie w swoim tempie, dla rowerzysty stanowczo za wolno. Wyminąć? Owszem, można, byle tylko nie szła środkiem drogi. A nawet jeśli ją wyminąć – czy nie zmieni nagle zdania i nie zechce pójść w prawo czy w lewo, wpadając pod koła? Same utrapienia. I tak nasz rowerzysta rozmyśla: co tu zrobić. I będzie tak rozmyślał, dopóki babulinka w końcu nie zejdzie mu z drogi.

Akt 1, scena 5



O nie – myśli nasz rowerzysta – dzieci! Małe, rozbiegane, jeszcze mu idą po jego czerwonej ścieżce! A obok cały szeroki pas dla pieszych. Rodzice też mądrzy, nawet swoich dzieci nie potrafią dopilnować. Może trzeba zadzwonić? Dzwoni. Maluchy zdezorientowane, matka szybko przywołuje je do siebie. Jakby tego nie mogła zrobić wcześniej, mruczy rowerzysta. Niech idą chodnikiem, skoro jest tak duży, niech dbają o to, żeby dzieci się nie rozbiegały. A najlepiej, żeby szły równo, w szeregu. Jedno za drugim. Wtedy byłoby idealnie.

Epilog



Rzadkie scenariusze? Niekoniecznie. Rowerzystów obowiązują, podobnie jak kierowców, niepisane zasady. Tak zwana kultura. To zrozumiałe – zmęczenie, cały dzień w pracy albo na uczelni, pośpiech. Tylko, że to nie uprawnia do bezmyślnego dzwonienia na wszystko, co wtargnie i wpełźnie na ścieżkę rowerową, bo takie sytuacje się zdarzają. Ani do odburkiwania, wyzywania, złorzeczenia. Moi drodzy rowerzyści: bądźmy wyrozumiali. Dzieci zazwyczaj nie chodzą gęsiego, starsze osoby mogą nie zwrócić uwagi na kolor ścieżki i dopiero, gdy zobaczą rowerzystę przypomni im się, że należy ustąpić. Poza tym drogi dla rowerów nie są podpisane – nie należą do mnie, do ciebie czy do dziewczyny w białej spódnicy na zielonym rowerze. Obecność jednego amatora dwóch kółek nie oznacza, że po ścieżce nie może jechać inny, nawet kilkoro innych. Po to są tak szerokie, aby z łatwością można było się na nich wymijać nikomu nie przeszkadzając. A i odrobina uprzejmości nie zaszkodzi. Nie urywajmy dzwonka próbując zmusić kobietę obładowaną zakupami do zejścia z chodnika – zamiast tego podziękujmy jej, że ustąpiła nam miejsca.

Zgodnie z przepisami na chodniku to my powinniśmy ustępować miejsca pieszym, a wolno nam po nim jechać, jeśli ma co najmniej dwa metry szerokości lub nie jest zatłoczony. Podobnie na drogach pieszo-rowerowych. W przeciwnym razie dobrze jest zsiąść z roweru i przeprowadzić go do najbliższego zjazdu na ścieżkę. Lub zjechać na ulicę. Nie musimy od razu kierować się ku krawędzi jezdni i ryzykować utraty koła na dziurach. Ale nie musimy też jechać samym środkiem drogi, doprowadzając tym kierowców do białej gorączki. Trzeba się po prostu szanować. Jak wszędzie: w domu, w pracy, w szkole – na ulicy także. A i miłe słowo czasami nie zaszkodzi. Kiedy trzeba, dzwońmy, ale robiąc to kulturalnie, może czasami nawet ciszej, żeby nikogo nie wystraszyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Artykuł porusza jeden z problemów z jakimi stykamy się na ulicy każdego dnia, choć osobiście nie zauważyłem rowerzystów uważających się za panów ścieżki rowerowej - wręcz przeciwnie, zwykle zachowują się bardzo uprzejmie wobec osób na nią wchodzących. Natomiast moim zdaniem - to właśnie jest nie fair, bo oni SĄ panami tej ścieżki. Jest to wydzielony wąski kawałek drogi przeznaczony specjalnie dla nich. Dlatego nie rozumiem zarzutów kierowanych w stronę rowerzystów na ścieżkach. Babcię mogę zrozumieć, ale dzieci już nie - i nie potrzeba tu ironii o chodzeniu gęsiego... dzieci powinny wiedzieć, że ścieżka dla rowerów jest... wiadomo dla kogo. Zadaniem rodziców jest je tego nauczyć - żeby było kulturalnie i bezpiecznie. Dla wszystkich.

Co nie znaczy, że problem nie istnieje, a idea artykułu jest słuszna.
Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chodzilo mi nie od zwonienie z daleka, ale z bliska. Zauwazylam, ze czasami rowerzysta podjezdza blizko osoby i nagle dzwoni jak opetany, a osoba podskakuje ze strachu. Sama jezdze i staram sie uzywac dzwonka wlasnie do tego - do sygnalizowania, a nie straszenia. O to mi chodzilo.
I dziekuje.
Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzwonek jest przeznaczony do tego, aby sygnalizować z daleka, że ktoś nadjeżdża:) Nie rozumiem dlaczego miałbym nie dzwonić na dzieci biegające po ścieżce rowerowej...i nie oznacza to braku kultury z mojej strony, a wręcz przeciwnie:) Trochę nie rozumiem przesłania tego tekstu, bo miał on takowe posiadać. Lepiej zadzwonić, niż krzyczeć niecenzuralne hasła w stronę pieszych:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zapomniałem dać plusa :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chociaż jestem zwolennikiem jazdy na rowerze to nie znaczy, że nie dostrzegam objawów braku kultury u niektórych rowerzystów. Sądzę jednak, że następuje w tej dziedzinie poprawa, rower staje się elementem krajobrazu szczególnie w miastach i zarówno rowerzyści jak i piesi uczą się jak obok siebie współistnieć. Jest coraz lepiej, ja osobiście dziś znacznie mniej złośliwych komentarzy ze strony pieszych czy wyzwisk i histerycznego obdzwaniania przez rowerzystów (zapomniałaś o posiadaczach airzound-ów, którzy mogą ryknąć tak jak nadjeżdżający tir...). Osobiście prawie nie używam dzwonka; "strzelam" dźwigniami hamulców aby nie nachalnie zasygnalizować, że nadjeżdzam z tyłu. Chyba najwięcej agresji wychodzi z młosych bikersów, ale często wystarczy spokojna, przyjazna rozmowa. Generalnie: mniej agresji, więcej życzliwości i edukacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Faktycznie, jeśli ktoś pogania ludzi z oddaniem, to ja też się temu sprzeciwiam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, masz rację. Ale mi chodzilo o taka sytuację, kiedy kogos sie tym dzwonkiem straszy - to czasami wyglada jak "polowanie na pieszych" ;) Dzwonek nie jest oznaka braku kultury, o ile jest uzywany wlasnie do sygnalizacji, a nie z takim oddaniem do przeganiania ludzi :) tak myślę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://www.wrower.pl/humor/humor-rysunki-fot.php?w=Raczkowski.gif :)

Dzwonek jako oznaka braku kultury? Oj, to spora pomyłka. To przecież jedyny rozsądny sygnalizator.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.