Używanie wulgaryzmów jest czymś patologicznym. Niestety, grono polityków, naukowców oraz dziennikarzy zapomina o tym...
Przed kilkoma miesiącami pisałem o swoim poparciu dla akcji na W24, dotyczącym walki z wulgaryzmami. Wtedy także przytoczyłem krótką "historię" używania wulgaryzmów w naszym kraju. Przypomnę, że dla starszego pokolenia używanie takich słów wiąże się głównie ze środowiskami patologicznymi. Jednak przez ostatnie kilkanaście lat w polskiej mowie dużo się zmieniło. Klną wszyscy, zaczynając od dzieci i młodzieży, a kończąc na elitach.
Ostatnie dni udowodniły nam, iż z polską inteligencją dzieje się coś złego. Pierwszym przykładem może być dyskusja (a bardziej jej finał) między dwoma naukowcami w stacji TVN24. W burzliwej rozmowie na temat zagrożenia nuklearnego w Japonii wzięli udział: prof. Władysław Mielczarski i prof. Łukasz Turski. Dyskusja od samego początku miała charakter ostrej wymiany zdań. Punktem kulminacyjnym był spór o budowę elektrowni atomowej w Polsce. Mielczarski wyraził swój sprzeciw, a Turski zachwalał projekt powstania elektrowni. Finał programu to: wzajemne obrzucanie się epitetami: "prymityw", "wieśniak" oraz "sp...".
Na kolejny "pokaz" braku kultury nie musieliśmy długo czekać. Znany dziennikarz, wieloletni korespondent z Włoch, autor kilku książek - Jacek Pałasiński w swoim autorskim programie w telewizji TVN24, użył na wizji zwrotu: "Po ch...ta mapa". Prowadzącego zdenerwowało pojawienie się mapy Japonii zamiast filmu z potwornego trzęsienia ziemi. W mediach Pałasiński uznawany jest za erudytę, jednak na jego blogu można wychwycić ostre, a czasami niezbyt inteligentne słowa i określenia.
Polskie elity powinny być wzorem do naśladowania, zwłaszcza w kulturze bycia i słowa. To właśnie te osoby mają zmienić "wulgarną" młodzież. Czy aby na pewno? Do "przeklinających elit" należą m.in. Kamil Durczok, Tomasz Lis, Janusz Palikot, Jolanta Fedak, Wiesław Władyka, Marcin Dubieniecki, Rafał Ziemkiewicz...