Chłodny poranek w nadwiślańskim mieście, ptaki śpiewają, ludzie biegną do pracy, uczniowie do szkół, a studenci…. Właśnie, co robią studenci?
Leżąc w ciepłej, różowej pościeli czekają z utęsknieniem na dźwięk budzika. Wiadomo, że wstawanie o godzinie 6:30 jest czynnością niezmiernie miłą i przynosząca masę niesamowitych doznań. Pierwszą czynnością, która każdemu sprawia wiele radości, jest pobudka. W przypadku, kiedy nie posiadamy budzika a posiadamy współlokatora, sprawa wygląda następująco. Śpimy sobie spokojnie do momentu, kiedy do pokoju wpada zdesperowany wariat lub wariatka, krzycząc: „Wstawaj. 25 będzie za 5 minut !!! Na co czekasz!”
Oczywiście zdarzają się osoby, które nie reagują na krzyk, dlatego powstała druga faza pobudki, tzw. „potrzepywanie”. Osoba, z która mieszkamy, podchodzi do Twojego łóżka, chwyta Cię za ramiona i dynamicznym ruchem potrząsa Twoim ciałem. Zdarzają się współlokatorzy, którzy robią to delikatnie - potrząsają Tobą w tył i w przód, zazwyczaj w rytm słów „wstań, powiedz: nie jestem sam”.
Kiedy już wreszcie uda Ci się obudzić, podchodzisz do szafy i zastanawiasz się, co dzisiaj założysz. Szczęściarze, którzy posiadają szafę z lustrem spoglądają na swoje odbicie. Mała ilość snu powoduje częste utożsamianie się z postacią z obrazu Edvarda Muncha „Krzyk” (dla osób, które nie wiedzą, jak wygląda ten obraz – widoczny na nim mężczyzna z rozwartymi ustami chwyta się za policzki i krzyczy).
Po przebudzeniu student zwykle udaje się kuchni - miejsca spotkań trzeciego stopnia: niedojedzonej trzymiesięcznej kanapki i zupy pomidorowej (a Ty liczyłeś, że ktoś nie zjadł do końca budyniu) ugotowanej 3 tygodni temu.
Zazwyczaj śniadanie kojarzy się z czymś przyjemnym - tak, jak w reklamach płatków śniadaniowych. Śniadanie studenckie wygląda całkiem inaczej - albo wstajesz rano i uda Ci się dorwać ostatnią kromkę chleba, tzn. zeschłą piętkę, albo wstajesz ostatni i może liczyć tylko na wielkoduszność swojego współlokatora – pamiętaj, oczy w stylu kota z filmu ze Shrekiem niewiele pomogą.