- Są wakacje, dlatego nie wszystkie szkoły jeszcze nam odpowiedziały. Znamy sytuację uczniów 41 proc. dolnośląskich szkół. Już wiemy, że eurosierot jest znacznie więcej, niż sądziliśmy - informuje Janina Jakubowska, rzeczniczka dolnośląskiego kuratorium.
Jak wiele opuszczonych dzieci emigrantów jest na Dolnym Śląsku? Bez jednego rodzica musi sobie radzić blisko 5 tysięcy rodzin. 740 dzieci musi się wychowywać bez obojga. Podobne liczby podają kuratoria w całym kraju. A specjaliści są zgodni: nawet krótka rozłąka to dla dzieci ogromny stres.
Elżbieta Urbanowicz-Przysiężna, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Gaworzycach koło Polkowic, przyznaje, że dzieci, których rodzice zdecydowali się na pracę za granicą, są nieszczęśliwe. - Z pogodnych, roześmianych, stają się smutne i zamyślone - mówi. - Pamiętam dziewczynkę, której mama wyjechała do pracy w Anglii. Przed rozstaniem była radosna, wszędzie jej było pełno. A potem, mimo że miała tylko kilkanaście lat, stała się bardzo poważna, taka dorosła. Żal było patrzeć na to dziecko. Świetnie się uczyła, nie było z nią żadnych problemów wychowawczych, a jednak stała się zupełnie bardzo smutnym dzieckiem.
Pół biedy, gdy po wyjeździe rodziców, nie muszą zmieniać miejsca zamieszkania. - Ale są przypadki, że dziecko trafia pod opiekę dziadków czy cioć i musi się przeprowadzić, co oznacza kolejny stres - dodaje nauczycielka. - I tu pojawia się kolejny problem. Rodzice mają obowiązek poinformować szkołę o swoim wyjeździe z kraju i wskazać osobę, która przejmuje formalnie opiekę nad dzieckiem. Ale często o ich wyjeździe nauczyciele dowiadują się, gdy potrzebna jest interwencja rodzica lub gdy zdarzy się wypadek.
Cały artykuł przeczytasz na stronach
polskatimes.pl