"K...a mać!". To hasło może kosztować trójkę młodych mężczyzn po 1500 złotych. Wypisali je na transparencie podczas majowej manifestacji we Wrocławiu przeciw polityce Romana Giertycha. Teraz staną przed sądem.
– Nie chcieliśmy nikogo obrazić. Uznaliśmy, że tymi słowami najlepiej wyrazimy swoją złość na to, co dzieje się w Polsce – tłumaczą Grzegorz Rak i Zbigniew Kubowicz. W pobliżu demonstrujących przechodził Lech O. Poczuł się urażony i poprosił o interwencję policjantów. Ci postawili demonstrantom zarzuty: w miejscu publicznym mieli transparent ze słowem nieprzyzwoitym. Grozi im po 1500 złotych grzywny lub nagana.
Protestować, ale kulturalnie
Podczas sądowego procesu Lech O. będzie pokrzywdzonym. - Szkoda mi tych chłopaków. Myślę, że dostaną łagodną karę. Ale muszą nauczyć się, że pewnych rzeczy robić nie wolno - tłumaczy. procesuPrzyznaje, że w czasach studenckich sam manifestował przeciw ówczesnym rządom. – Chodzi tylko o te słowa. Co innego, jeśli ktoś rzuci je przypadkiem w luźnej rozmowie. Każdemu może się zdarzyć. A co innego, gdy wypisujemy je na wielkim transparencie i pokazujemy w miejscu publicznym – przekonuje. Twierdzi, że gdyby to Młodzież Wszechpolska manifestowała przeciw politykom SLD, postąpiłby tak samo.
Kurdę to za mało
Oczywiście, że to hasło jest nacechowane negatywnie - przyznaje Grzegorz Rak. - Ale uznaliśmy, że możemy wypisać je na transparencie, skoro można również przeczytać je w gazetach albo usłyszeć w telewizji. Zresztą nie znam innego słowa, którym mógłbym dokładniej wyrazić to, co myślę o sytuacji w naszym kraju. Zwykłe "kurde" tu nie wystarczy – podkreśla. Grzegorz i Zbigniew nie należą do żadnej partii. – Tu nie chodzi o politykę. Nie mogę pogodzić się z tym, że ludzie tacy jak Roman Giertych mają wpływ na moje życie, na to w jakim kraju będę żył za kilka lat. Wstydzę się tego, co robią - tłumaczy Grzegorz. Trzeci z mężczyzn, którym policja postawiła zarzuty w tej sprawie, wyjechał z Polski.
Michał Gigołła