
Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło ponad milion osób (głównie Żydów) jest dzisiaj symbolem Holocaustu. Każdego roku do tego miejsca udają się delegacje i oddają cześć poległym więźniom. Jednak pomimo śmierci, która cały czas była obecna w tym Obozie Zagłady, toczyło się tam również życie.
Warto, zatem dotknąć w tym miejscu tematu domów publicznych, które prosperowały i cieszyły się dużą popularnością w Auschwitz.
Puffy, które powstały w 1943 roku miały być motywacją dla więźniów. System ten określono hasłem: „Frauen, Fressen, Freiheit”, co w przełożeniu znaczy: kobiety, żarcie, wolność. Ale można się też spotkać z innym nazewnictwem: „Fressen, Ficken, Freiheit”, czyli żarcie, pieprzenie i wolność.
Jako pierwsza tą tematyką zainteresowała się Agnieszka Weseli - historyczka seksualności w Polsce. Tłumaczka i redaktora wielu tekstów dotarła do obozowego archiwum i tam zdobyła wszelkie informacje, dotyczące działalności puffów.
Pracowały tam zwykle niemieckie prostytutki, ale zdarzało się, że do puffów trafiały też Polki a nawet Żydówki. Oficjalnie mówi się, że każda z pań dobrowolnie wybierała ten charakter pracy, jednak - jak zaznacza Weseli - kobiety nie mogły sobie pozwolić na odmowę, znajdowały się przecież w sytuacji zagrożenia życia. Wybór, jakiego dokonywały, był wyborem między życiem i śmiercią.
Prawdą jest natomiast, że dzięki statusowi dziwki miały lepsze życie.
- Pracowały tylko kilka godzin dziennie, nie była to wyczerpująca fizyczna praca, były bardzo dobrze ubrane, bo dostawały ubrania z tzw. Kanady, magazynów, w których gromadzono zrabowane na rampie dobra. Poza tym były karmione według normy esesmańskiej. Mogły się nawet malować. Miały własne pokoiki, mogły się myć. To było nieporównywalne z warunkami życia innych więźniów w obozie.I to właśnie na te posiłki według normy dla SS mówiono „kurwia zupa”. Dodatkowo – jak się okazuje - po pewnym czasie więźniarki z puffów miały szansę na awans do stopnia więźniarek funkcyjnych.