Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15447 miejsce

Kury nie gęsi i swój język mają

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-04-07 06:47

Kury dokładnie odróżniają znajomych mieszkańców wsi od przyjezdnych obcych, podobnie jak ludzie lubią się między sobą lub nie znoszą. A brytyjska kura Myrtle zapisała się w historii II wojny światowej jako doświadczony skoczek spadochronowy

Przed Wielkanocą zyskują na popularności, bo znoszą jajka. Na co dzień zauważamy kury głównie w rosole i uznajemy za głupie. Nic bardziej mylnego.


W kurzym świecie tylko jedno może bulwersować ludzi: kogut, który zamiast dozgonnej miłości z jedną kobietą ma ich cały harem. I naprawdę kocha te swoje kury. Codziennie... inną. Stąd jest tyle kurcząt – śmieje się Andrzej Ruszlewicz, przyrodnik. – A już zupełnie poważnie, kurom nie przeszkadza, że żyją w haremie. Wiedzą, że mogą liczyć na swojego koguta. W razie niebezpieczeństwa on pierwszy nadstawia swoją głowę w obronie kobiet, za które jest odpowiedzialny – dodaje Ruszlewicz.
Jakie niebezpieczeństwa czyhają na kury oprócz gospodyni z tasakiem, która chce ugotować niedzielny obiad? Na przykład nieznany im człowiek, który wchodzi na podwórze. – Kury dokładnie odróżniają ludzi, których znają, nawet jeśli widziały ich tylko kilka razy, od obcych. Gdy ktoś, kogo widzą pierwszy raz, wchodzi na ich podwórze, podnoszą larum i kogut biegnie bronić swoich dam. Może się nawet zdarzyć, że zaatakuje człowieka – opowiada przyrodnik.

Dbają o dzieci, kłócą się ze sobą



Kogut doskonale wie, co dzieje się w jego haremie, bo choć kury nie gęsi, to swój język mają. Inaczej gdaczą, gdy są szczęśliwe, bo zniosły jajko i chcą to obwieścić całemu światu. Inaczej, gdy czują się zagrożone, a jeszcze inaczej, gdy znajdą coś dobrego do jedzenia i chcą do łakomego kąska przywołać swoje pisklęta. Wbrew potocznej opinii, kury są troskliwymi matkami. – Drób to tzw. zagniazdowniki, czyli ptaki, które od urodzenia jedzą samodzielnie, rodzice im do dzióbków niczego nie muszą podawać. Kura więc prowadza swoje pisklaki w takie miejsca, o których wie, że zawsze trafi się tam smaczny kąsek. Pilnuje małych i dba o nie, dopóki nie wyrosną – mówi Andrzej Ruszlewicz.
Wśród kur, podobnie jak wśród ludzi, są sympatie i antypatie. Te ptaki najbardziej lubią żyć w stadzie, jednak nie wszyscy członkowie stada lubią się nawzajem. – Kury, które się nie lubią, toczą ze sobą regularne awantury. Czy oddychają z ulgą, kiedy nielubiana koleżanka trafi do rosołu? Prawdopodobnie zauważają braki w swoim stadzie, jednak nikt nigdy nie badał, jak to odczuwają. Czy jako ulgę, czy jako tęsknotę – uśmiecha się przyrodnik.

Kury to Hinduski z zębem



– Opinia o tym, że kury są bezmyślne, ma niewiele wspólnego z prawdą. Owszem, jeśli porównamy je do niezwykle inteligentnych gęsi czy srok, to na tym tle nie wypadają najlepiej. Ale swój rozum mają i to nie ulega wątpliwości – mówi Ruszlewicz. Na przykład we wsiach trwa odwieczna wojna, między kurami a gospodynią, o... grządki w ogródku. – Choćby nie wiem jak szczelnie grodzić ogródek, to kura tak długo kombinuje, aż się do niego dostanie, bo przecież nie ma nic smaczniejszego niż rosnące w nim roślinki – opowiada przyrodnik. Kury potrafią też przechytrzyć gospodarza i zamiast znosić jajka w kurniku, znoszą je w różnych potajemnych miejscach, żeby je wysiedzieć i mieć dzieci – dodaje.

Wszystkie nasze kury domowe to po trosze Hinduski, bo ich przodek sprzed lat nazywał się kur indyjski i z tego kraju się wywodził. Co ciekawe, jajko, które tak kojarzy się z kurą, wcale nie jest jej „wynalazkiem”. – Jeszcze przed kurami jaja znosiły gady i to w kształcie bardzo podobnym do tego, który dziś jest domeną drobiu. Dlatego w tym kontekście nie ulega wątpliwości, że jajko było pierwsze niż kura – uśmiecha się Ruszlewicz. Inną ciekawostką jest to, że jedyny ząb, jaki mają ptaki, to narośl na wierzchu dzioba u kurczaków. Służy ona do rozbijania skorupki przy wylęganiu, potem zanika.
Niegdyś kury na swój sposób wyznaczały nawet... granicę. – Kura zielononóżka pochodzi z Galicji. Zresztą naprawdę ma zielone nogi. Kiedyś uznawano, że tam, gdzie są zielononóżki, tam jest jeszcze Galicja. Stały się nie na żarty symbolem – opowiada przyrodnik.

Pochowana z wojskowymi honorami



Kury nie tylko nie są głupie, ale ich przedstawicielka zapisała się w światowej historii jako prawdziwy żołnierz spadochroniarz.
Miała na imię Myrtle i uczestniczyła w jednej z najważniejszych operacji desantowych II wojny światowej. Służyła w brytyjskiej dywizji i miała najprawdziwszą na świecie odznakę skoczka spadochronowego. Wykonała sześć ćwiczebnych skoków. Czasza jej małego spadochronu była przyszyta do elastycznej taśmy zawiązanej wokół szyi Myrtle.

Szybowała w specjalnym, zapiętym „pod szyję”, na zamek błyskawiczny, brezentowym worku przymocowanym do ramienia jej opiekuna. Żołnierz ów, o nazwisku Glover, uwalniał kurę spadochroniarkę 50 stóp nad ziemią. Jednak z czasem Myrtle nabrała takiej wprawy, że Glover uwalniał ją aż 300 stóp nad ziemią. Kura zawsze lądowała szczęśliwie. Niestety. Poległa podczas pierwszej prawdziwej akcji wojskowej, lądowania Brytyjczyków w Arnhem. Operacja pochłonęła zresztą większość uczestniczących w niej żołnierzy. Myrtle pochowano ze wszystkimi honorami wojskowymi, a jej dokonania stały się jednym z wątków głośnego filmu „O jeden most za daleko”. •

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.