Facebook Google+ Twitter

Kyst w Powiększeniu - rozczarowanie

Będzie to relacja z wydarzenia zaskakująco wręcz rozczarowującego, jakim był ostatni występ Kyst w Warszawie.

 / Fot. Natalia SkoczylasTrudno stwierdzić, czy to, co pokazała sopocko-norweska dwójka wraz z pewnym Niemcem 10 lutego w kultowym klubie Powiększenie było pewnego rodzaju prowokacją i post-modernistycznym manifestem, czy występem, który miał być wydarzeniem artystycznym i pamiętnym.

 / Fot. Natalia SkoczylasWyszło zdecydowanie inaczej, niż sobie to wyobrażałam. Na początek, po obowiązkowym opóźnieniu, na scenę wyszedł brodaty Niemiec Touchy Mob. W ciągu tego mniej więcej piętnastominutowego występu na scenie zabrzmiała cała gama przedziwnych dźwięków, od bliskich ambientom, elektronicznych sampli, przez wygenerowane przez malutki biały gadżet instrumenty, aż po jedną jedyną gitarę elektryczną, na której Touchy Mob grał i do której dośpiewywał swoje życiowo-romantyczne teksty. Jedynym, co przykuwało uwagę, był jego głos - wciąż szukam idealnego skojarzenia, było jednak blisko subtelnej manierze Elliota Smitha z pewną dozą teatralności, może bliższej Brigth Eyes albo Billowi Callahanowi? Niezależnie od skojarzeń, króciutki i zbijający z tropu występ zapowiadał jeszcze bardziej zastanawiające widowisko.

 / Fot. Natalia SkoczylasPomimo szumnych zapowiedzi, że zespół na scenie rozrasta się do rozmiaru małej orkiestry, pomimo zaostrzonych apetytów bogatym składem nagrywającym płytę, na scenie Powiększenia wystąpiła tylko trojka muzyków: Tobiasz i Adam. Sekcję rytmiczno-samplową wzbogacił swoją osobą nie kto inny, ale Touchy Mob w dziwacznej masce. Pierwszym rozczarowaniem był więc rozmiar zespołu. Drugim - skonstruowanie listy utworów w całości z tych, które nie ukazały się na nowiutkiej płycie "Cotton Touch". Była więc EPka "Tar" i jakieś trudne do zidentyfikowania 'reinterpretacje'. Z koncertu, który potrwał niecałe pół godziny (wzbogacony niezapowiedzianym bonusem - akustycznym utworem zagranym na schodach wejściowych dla licznej publiczności), zapamiętałam tylko chaotyczne improwizacje, zmieniające utwory w nudny ciąg tak samo brzmiących dźwięków, w których teksty zastąpione zostały intensywnym jęczeniem.

Mam nadzieję, że do kolejnego poważnego występu w ich karierze, którym za nieco ponad miesiąc otworzą koncert Mono w Polsce, uda im się skompletować większy zespół, dopracować brzmienie, wyodrębnić od siebie kompozycje i grac na żywo nową płytę. Nie bez obaw czekam na rezultaty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.