Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95624 miejsce

La Liga: Kompromitacja Valencii w meczu z Realem

Zespół Ernesto Valverde nie mógł trafić na bardziej niesprzyjający moment konfrontacji z Królewskimi - wiadomo, że nic nie mobilizuje ich tak, jak strata punktów Barcelony.

 / Fot. EPA / MANUEL BRUQUECo z tego, że gospodarze zasłużyli na więcej niż honorowe trafienie? Co z tego, że wyszli z zamiarem podjęcia otwartej gry, nie murowania własnej bramki? Co z tego, że mogli mieć nadzieję na przyzwoity wynik po niezłym, choć przegranym meczu w Pucharze Króla?

Drużynę buduje się od tyłu - to stare piłkarskie powiedzenie wracało do Nietoperzy już kilka razy w tym sezonie, by wspomnieć o klęskach z Realem Sociedad (2:5) i Malagą (0:4). Wczoraj, "dzięki" k-a-t-a-s-t-r-o-f-a-l-n-e-j dyspozycji obrońców, których najgorsze przywary skumulowały się w pierwszych 45 minutach, publiczność na Mestalla była świadkiem najwyższej porażki swojego klubu w ponad 80-letniej historii występów w La Liga.

Ile już razy Adil Rami niedokładnie wyprowadzał piłkę, ile razy Victor Ruiz nie nadążał za rywalami, ile razy Ricardo Costa udowadniał, że zwrotność i dynami nie należą do jego mocnych stron... Można powiedzieć, że najważniejszym piłkarzem Valencii nie jest Roberto Soladado ani Ever Banega, ale nieobecny wczoraj Joao Pereira - kiedy jego nie ma na boisku, rywale otrzymują zaproszenie do atakowania swoja lewą stroną. Wczoraj zastąpił go Costa, co było wyrazem desperacji i braku zaufania do Antonio Barraga (wszedł po przerwie). W talii Valverde zabrakło również skreślonego przez jego poprzedników Daniego Parejo (kartki), którego miejsce w wyjściowym składzie zajął były zawodnik Realu Fernando Gago. Dlaczego były - już nie ma wątpliwości.

Wielu obserwatorów zwracało uwagę, że za kadencji nowego opiekuna zazębiła się współpraca miedzy formacjami odpowiedzialnymi za destrukcję. Ta teza straciła na aktualności. Bynajmniej nie z winy Valverde, ale jakości odziedziczonych zawodników.

Oceny piłkarzy Valencii za pierwszą część meczu w skali 1-6: Diego Alves 2, R. Costa 1, Ruiz 1=, Rami 1, Guardado 1, Gago 0,5, Banega 3, T. Costa 2, Piatti 2, Jonas 1, Soldado 1

Wszystkie pięć bramkowych akcji Realu (mogło być więcej - każda konta nosiła znamiona podwyższenia wyniku) przebiegało według podobnego scenariusza: odbiór w środkowej strefie boiska, wypuszczenie po skrzydle, dogranie na wysokości pola karnego do partnera będącego w sytuacji sam na sam. O całokształt zadbał czworokąt Oezil-Di Maria-Higuain-Ronaldo.

Po zmianie stron gospodarze zdecydowanie ruszyli do odrabiania strat, ale mający najlepsze sytuacje Jonas postawił sobie za cel wstrzelenie piłki na jak najwyższy rząd trybun.

W środę ostatnia część tygodniowej trylogii - pucharowy rewanż na Mestalla. O zachowanie twarzy. O resztkę sportowej godności. O szacunek do samych siebie na drugą część sezonu.

Valencia - Real 0:5 (0:5)

Bramki: Higuaín 9', Di María 35', Ronaldo 36' i 41', Di María 45'.

Valencia: Diego Alves; R. Costa, Rami, Víctor Ruiz, Guardado; Tino Costa, Banega, Gago (46' Barragan); Piatti (71' Bernat), Jonás; Soldado (65' Valdez)

Real: Casillas; Arbeloa, Varane, Albiol, Coentrão; Alonso (58' Essien), Khedira (75' Callejón); Di María, Özil (67' Modrić), Cristiano; Higuaín

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ogólne moje spojrzenie na sprawę Hiszpańskiej La ligi jest takie : Real się wreszcie obudził , a Barcelona zaspała , ale pożyjemy zobaczymy , ponieważ przypadki rożne chodzą po ludziach. ? Poza tym za nudne by to było jakby Barca zawsze li tylko wygrywała .? Podobnie jest z Walencja, kiedyś zawsze przychodzi kryzys . ? Jest ciekawiej.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.